Zepsute dzieci
Zepsułaś go doszczętnie! We wszystkim mu pobłażasz nic dziwnego, że usiadł ci na głowie! Malwina, tak się nie da! Zepsułaś chłopaka na całego! Tak samo, jak ja kiedyś ciebie! Nie ma kogo winić! Sama jestem sobie winna! Wy po prostu zepsute dzieci! I nie opowiadaj mi tu, że jesteś już dorosła! Jak byłaś dzieckiem, tak nim zostałaś! Nie umiesz samodzielnie myśleć ani podejmować właściwych decyzji! Anna Szymańska z trzaskiem zamknęła lodówkę i aż podskoczyła, gdy magnes ze zdjęciem rodziny córki spadł na podłogę.
Zdjęcie zrobiono latem na Mazurach, na wyjeździe, na który jakoś ją tym razem nie zaproszono. Przez wiele lat jeździła z dzieciakami na wakacje. Pomagała przy wnukach, relaksowała się, poznawała pożytecznych ludzi. Ale nie w tym roku.
Powód odmowy wydawał się Annie co najmniej dziwny.
Mamo, w tym roku ciężko z funduszami. Jedziemy z dziećmi sami. Tobie kupimy turnus później, spokojnie sobie wypoczniesz. Zastanów się, gdzie chciałabyś pojechać, dobrze?
Ale Malwina! Co z dziećmi? Kto się nimi zajmie?
Mamo, Kuba już duży. Sam potrafi się sobą zająć, a Blanka będzie ze mną. W tym roku nie możemy sobie pozwolić na to, co dawniej. Pojedziemy na własną rękę, wynajmiemy mieszkanie albo domek. Tak kiedyś mówiono na dziko. I poradzimy sobie.
Dla mnie, jak zwykle, miejsca już zabrakło!
Anna była rozgoryczona takim obrotem spraw. Jechać samotnie do sanatorium, gdzie rozrywki kończą się na dyskotece dla seniorów? I ludzie tacy sobie Co innego porządny hotel bywają tam obcokrajowcy, a towarzystwo na poziomie! A jej, z wykształceniem i znajomością dwóch języków, już tylko wybierać.
Ale nie tym razem…
Mamusiu, sama rozumiesz! Wakacje to nie tylko nocleg. To też przejazd, wyżywienie
Jakby zaraz przeze mnie zabrakło wam chleba! Anna aż drżała z irytacji.
Na Boga, mamo! Ile razy mam tłumaczyć oczywistości? Nie mamy pieniędzy, by jechać całą rodziną! Chętnie bym cię zabrała, ale to niemożliwe. Remont u ciebie, moje zdrowie, korepetycje dla Kuby kosztowały majątek. Teraz liczymy każdą złotówkę. Czego właściwie ode mnie oczekujesz? Mam nie jechać? Czy raczej zapewnić dzieciom choć chwilę nad jeziorem? I sama już padałam z sił. Przecież widziałaś, jak wyglądał mój rok!
Tak! Widziałam! Widziałam, jaką jesteś matką! Dziećmi się nie zajmujesz wszystko na mojej głowie i na barkach Hani, teściowej. Odbieranie Blanki z przedszkola, Kuby ze szkoły, obiady, zajęcia dodatkowe
Nie przesadzaj! Kuba sam jeździ na treningi, tylko Blankę odprowadzasz na taniec, i to nie codziennie. Bez problemu poradziłabym sobie i sama, ale ty się uparłaś, że dziecko musi się rozwijać.
Więc to teraz ja jestem winna? Anna podniosła głos do niedopuszczalnego poziomu i chwyciła się za serce. Jesteście niewdzięczni! Staram się, poświęcam, a i tak zawsze źle!
Mamo Malwina oparła się czołem o szybę, powieki jej opadły. Jestem ci bardzo wdzięczna, ale nie wytykaj mi tego, proszę?
Anna nie chciała już słuchać. Z ostentacją wyszła z salonu, rzucając torbę z nowym kostiumem kąpielowym, i się obraziła.
Obrażać się to potrafiła jak nikt. Znaki dawała dyskretnie, bez awantur. Przestawała odbierać telefony, ignorowała próby kontaktu, a potem, łaskawie odbierając po wielu dniach, wzdychała na pytania Malwiny i słabym głosem pytała:
Malwinko, a jak serce tak się zatrzymuje, ściska, ledwo bije, to co to znaczy?
I Malwina rzucała wszystko, leciała za miasto do letniskowego domku mamy, gdzie Anna zwykle chowala się po każdej kłótni, by dać duszy odpocząć. Po takich wizytach Malwina wracała kompletnie wypruta, rzucała klucze na stół i zamykała się w sypialni, cicho płacząc. Nie rozumiała, dlaczego mama jej to robi.
Kuba przychodził do pokoju, cichutko przykrywał ją pledem i dotykał ramienia:
Mamo, daj spokój. Nie jeźdź już do niej. Babcia się obrazi, przemyśli i sama przyjedzie.
Ech, Kuba Chciałabym być taka pewna
Malwina wiedziała, co mówi. Od dziecka pamiętała mamę taką właśnie wrażliwą, oczytaną, znającą języki, świetnie zorientowaną w muzyce, ale za to wiecznie urażoną. Umiała zrugać córkę po polsku, francusku czy angielsku z równą łatwością. Dla małej Malwiny straszniejsze od kary fizycznej było ciche, zimne:
Malwinko, zastanów się nad sobą. Idź do pokoju, córciu!
Nigdy, jeśli Anna była w dobrym nastroju, nie mówiła do niej córcia.
Tyle że dobre nastroje zdarzały się rzadko. Anna należała do tych, którzy zawsze widzą szklankę do połowy pustą, a nie pełną. Świat wyjaśniała jednym słowem: nieudany. Zawierało się w nim wszystko od znajomych po sąsiadów, a lista była nieskończona.
Dopóki Malwina była dzieckiem, definicja ta jej nie dotyczyła. Córka była ucieleśnieniem mądrości i urody. W wieku trzech lat czytała, wczesną pasję do muzyki przejawiała kładąc główkę na pianinie, które dostała od mamy.
Anna była dumna. Córka godziła się na każde zajęcia, a Malwina wierzyła, że mama wie lepiej od wszystkich.
Pierwszy zgrzyt pojawił się w szóstej klasie, gdy Malwina, dotąd prymuska, dostała dwóję z dyktanda. Anna kiwała głową z niedowierzaniem i nie dała córce nawet tłumaczyć.
Córciu, zawiodłaś mnie! Jak mogłaś?! Idź do siebie!
Malwina posłusznie odeszła, nie wyjaśniwszy, że zasłabła wtedy w klasie i nie wiedziała jeszcze, co się właściwie dzieje, bo nikt jej nie przygotował na zmiany. Babcia, teściowa Anny, przypadkiem znalazła ją zapłakaną, próbującą doprać spódniczkę.
Malwina! Kochanie! Co się dzieje?!
Tylko jej Malwina się zwierzyła. Babcia jakoś załagodziła sytuację, ale Anna jedynie rzuciła:
Takie rzeczy omawia się tylko z matką! A nie wiedziałaś? Następnym razem pomyśl!
Malwina nigdy nie zrozumiała, w czym była jej wina.
To wtedy po raz pierwszy zaczęła się wątpić w nieomylność mamy. Z czasem tych rozczarowań było więcej. Anna coraz częściej chodziła z zawiązanym na głowie jedwabnym szalikiem od migreny. I Malwina już wiedziała będzie awantura.
Mama rozsiadała się w fotelu, przykładała palce do skroni, a lodowaty ton mroził krew:
Malwina! Morziesz mnie na śmierć…
Nie trzeba było tłumaczyć, czym. Powodem mogło być wszystko choćby decyzja, by pójść na medycynę. Anna była temu przeciwna:
Nie rozumiesz! Twój ojciec praktycznie nie bywał w domu, bo chirurg to nie zawód dla kobiety! Myśl nie tylko o sobie, ale i o tych, którzy przy tobie są!
Te spory trwały do końca liceum. Medycyna postawiona na swoim i pół roku milczenia przy śniadaniach.
Kolejna próba wybór męża. Zięć Ani nie zdobył jej aprobaty.
Nie do wiary, córciu! Żadnego bardziej odpowiedniego? I nie chodzi mi o finanse! Wy jesteście z dwóch światów. Twój mąż nie czytał Prusa, nie był w operze!
Michał jest dobrym człowiekiem zaczęła Malwina.
Samą miłością nie żyje się wiecznie! Kiedyś mnie zrozumiesz, ale będzie za późno!
Na weselu córki Anna ostentacyjnie ocierała starannie pomalowane oczy chusteczką:
Będzie im ciężko. Są młodzi, ale jestem ich matką, zawsze pomogę!
Na szczęście, wtedy też na weselu poznała swojego drugiego męża dalekiego krewnego Michała, emerytowanego majora Kazimierza Stankiewicza, który urzekł Annę ogładą i znajomością francuskiego.
Kazimierz recytował poezję po francusku, lubił porządek i miał zadbaną działkę pod Warszawą, gdzie Anna znalazła mnóstwo zajęć i na jakiś czas przestała kontrolować córkę.
Małżeństwo z Kazimierzem ją odmieniło. Stawała się łagodniejsza, szczęśliwa, nawet narodzinom wnuka i wnuczki się cieszyła.
Malwinko! Jakie cudowne dzieci! Kuba to cały dziadek! A Blanka śliczna po mnie!
Malwina była wdzięczna za tę przemianę.
Przeciwko przewidywaniom Anny, związek Malwiny i Michała okazał się mocny. Michał zdołał wypracować z teściową układ, że każdy zostaje przy swoim zdaniu. Pracował ciężko, Anna musiała przyznać, że córka źle nie trafiła z mężem. Była przeciwko kredytowi na mieszkanie, ale Michał postawił na swoim.
Tak będzie lepiej. Wasze mieszkanie zostaje nasza rodzina potrzebuje własnego domu.
Będzie ci ciężko, Malwina z dziećmi…
Moja firma daje radę. Malwina chce wrócić do pracy nie zabronię. Moja mama pomoże.
Twoje dzieci mają też babcię od strony mamy! Anna nie omieszkała dać upustu sama zajmie się wnukami!
Powrót Malwiny na salę operacyjną stał się faktem. Dzieci rosły, przeprowadzka się udała, aż nadeszła tragedia Kazimierz poważnie zachorował i mimo starań lekarzy i wnuczki, odszedł.
Ach, Kazik! Jak mogłeś Anna nie mogła dojść do siebie. Po latach poczułam się w końcu kobietą! Musiało mi to zostać tak szybko odebrane?
Kogo tym razem winiła za wdowieństwo nie wiadomo.
I teraz Anna kupuje dwa bukiety goździków na grób tych, którzy umilali jej codzienność i stała się całkiem nieznośna wobec żyjących.
Malwina stara się zapełnić mamie samotność urlopy, weekendy, święta, wszędzie i zawsze Anna obok.
No i co? Tak powinno być! Też jestem rodziną! mówiła koleżankom.
Może Malwina chciałaby odpocząć sama z dziećmi i mężem?
Bzdura! Nigdy nie kontrolowałam córki! Anna odpierała zarzuty. Ja pomagam! Jak Malwina radziłaby sobie bez mnie?!
Problemy zaczęły się, gdy Kuba podrósł. Kontrola babci zaczęła go drażnić. Annę wciąż kochał, jej narzekania jednak złościły.
Kuba! Znowu ta muzyka? Prosiłam, żebyś nie puszczał tego tak głośno! Jak w ogóle można tego słuchać? Anna wchodziła bez pukania, z grymasem niezadowolenia.
Znowu sięgała po szalik od migreny, ale na Kubę już to nie działało. Bez żalów do rodziców, sam dogadywał się z babcią.
Blanka! Chodź tu! Pośpiewamy, potańczymy!
Gdy Anna widziała wnuków tańczących do rocknrolla, łapała się za głowę.
Kuba, rozumiem! Ale Blanka? To już przesada! Dzwonię do waszej mamy!
Lepiej do taty, babciu! Mama ma wyciszony telefon na operacji. Wiesz przecież!
Michał na skargi teściowej reagował spokojnie, wieczorem śpiewał z synem, który marzył o tym, że kiedyś jego występy zobaczą i inni.
Wyraźny talent muzyczny Kuby wymagał wsparcia, więc Malwina postanowiła kupić mu gitarę.
Malwina, nawet nie próbuj! Chcecie się mnie już pozbyć?
Mamo, o czym ty mówisz?
Nie zniosę tego! Chłopak powinien się uczyć, a nie głupotami zajmować!
Kuba uczy się świetnie i sama to wiesz! A co złego w zajęciach muzycznych? Zawsze twierdziłaś, że rozwijanie zainteresowań jest ważne!
Miałam na myśli coś zupełnie innego i dobrze o tym wiesz! O, Malwina, znów ty…
Te sprzeczki trwały długo. Michał wspierał żonę i Anna ponownie zamilkła na wszelkie próby kontaktu, nie wpuszczała córki nawet do mieszkania. Klucze dawno już jej odebrała, bo zgubiła swoje.
Tym razem jednak Malwinie skończyła się cierpliwość.
Nie chce rozmawiać jej sprawa. Ile można! Malwina myła w kuchni naczynia, aż wypadła jej z ręki ukochana filiżanka od syna i roztrzaskała się na kawałki.
Te kolorowe odłamki, połyskujące pod stopami, były dla niej symbolem dalej tak być nie może. Kochała matkę, ale wiedziała, że ta miłość musi się zmienić, żeby nie ranić już siebie nawzajem.
Kuba! zaskoczone dzieci wbiegło na schody.
Jestem!
Wybrałeś gitarę?
Naprawdę mogę? w oczach chłopca błyszczy radość.
Trzeba, synku. Jaką chcesz?
Basową! Mamo, jesteś pewna?
Na 100%! Tak się mówi, prawda?
Tak! A co powie babcia?
Powie, że jesteśmy zepsutymi dziećmi Nie myśl o tym! Szykuj się, jedziemy!
Gdzie?
Do sklepu oczywiście! Gdzie kupują gitary?
Już wołam Blankę! Ona pomoże wybrać!
Malwina patrzy na syna i myśli, że jest najkochańszym chłopakiem na świecie komu jeszcze chciałoby się zabrać młodszą siostrę do sklepu po poradę?
Gitara została kupiona. Pokój Kuby szybko zmienił się w coś na kształt studia, gdzie chłopcy z zespołu ćwiczyli i nagrywali na sprzęcie dołożonym przez Michała i innych rodziców. Gdy wyreżyserowany przez nich filmik z Blanką śpiewającą z bratem zrobił furorę w internecie, Malwina wiedziała, że wszystko robi po ludzku dobrze.
Cieszyła się, że syn i jego przyjaciele mają pasje, że Kuba przestał być drażliwy bez powodu. Po kolejnych dniach pełnych cudzej choroby, przytulała dzieci, słuchała opowieści i marzeń, i czuła, że to ma sens.
A Anna czekała. Codziennie sprzątała, gotowała coś smacznego i były przekonana, że zaraz Malwina przyjedzie przepraszać jak zawsze.
Minął tydzień, potem drugi i się nie zjawiła.
Najpierw była zaskoczona, potem się zezłościła i przyrzekła sobie nie darować wyłącznie prostych przeprosin, aż w końcu zaczęła rozmyślać. Chyba pierwszy raz w życiu ktoś postawił jej granicę. I nagle okazało się, że nie wszystko zależy od jej woli. Każdego innego natychmiast by skreśliła ze swojego życia, ale córkę nie potrafiła. Kochała ją mimo wszystko.
Miesiąc, drugi…
W końcu Anna zrozumiała, że tym razem nikt nie przyjdzie. I się nie doczeka przeprosin.
Trudno było jej to zaakceptować. Nie mogła pojąć, jak własna córka może być tak „bezduszna”. Przecież życie poświęciła Malwinie i wnukom! Czy naprawdę jedno nieprzemyślane słowo musi zniszczyć rodzinę?
Zmęczona bezsensownym krążeniem po mieszkaniu, Anna spakowała się i pojechała na działkę, wierząc, że tam znajdzie spokój. Ale i tam nie zdołała go znaleźć.
Lato zamieniło się w jesienne deszcze. Pewnego dnia, trzymając kubek herbaty w dłoniach i patrząc przez okno na dzieci sąsiadów skaczące w kałużach w kolorowych kaloszach, poczuła, że nie ma już na co czekać. Można siedzieć godzinami, tuląc własną dumę i upór, a potem przegapić nawet moment, kiedy to dzieci ktoś przyniesie goździki I czy komuś wtedy będzie lepiej?
Lekko stuknęła filiżanką w spodek. W kilka minut była już w aucie.
Niedzielne ulice były prawie puste, więc do osiedla pod Warszawą, gdzie mieszkali Malwina z Michałem i dziećmi, dotarła szybko.
Skręciła do ich domu i nagle uświadomiła sobie, że szalenie się boi. Pierwszy raz to ona musiała zrobić krok na zgodę. Rola nowa i zupełnie nie w jej stylu, więc siedziała jeszcze długo na parkingu, układając w głowie przemowę.
Plany legły w gruzach tuż po przekroczeniu furtki. Drzwi otwarte, Anna weszła po schodkach, a nagły hałas z piętra aż ją oszołomił.
Z góry dudniła perkusja, słychać było gitary a Malwina tańczyła na kuchni z drewnianą łopatką i na całe gardło śpiewała coś o lalce i czarodzieju.
Super! Mamo, nagrajmy razem filmik! Blanka aż podskakiwała, odkładając szklanki na stół.
Malwina podała jej sok.
Weź dwa, zanieś chłopakom, a dwa ja. Na górę! Pewnie im się chce pić.
Zrobiła krok do schodów stanęła jak wryta na widok Anny w progu.
Czas stanął w miejscu. Wszyscy czekali, co te kobiety powiedzą.
Blanka zawahała się na progu, ale pierwsza była Malwina:
Mamo, dzień dobry! Dopilnuj proszę mięsa. Zaraz obiad, chłopacy kończą próbę i jemy razem. Głodna?
Anna tylko kiwnęła głową, zrzuciła kurtkę.
Tak.
To dobrze! Malwina mrugnęła do córki. Blanka, co tak stoisz? Zapomniałaś, jak babcia wygląda?
Blanka się uśmiechnęła:
Pamiętam! Babciu, zrezygnowałam z tańca, mama mnie zapisała na lekcje śpiewu! Kuba mówi, że idzie mi świetnie!
Anna poczuła, że zaraz się rozpłacze, więc szybko wzięła od wnuczki szklanki.
Ja zniosę! Muszę wreszcie zobaczyć tę gitarę Kuby. Jest ładna?
Bardzo! Czerwona! Pomagałam wybierać! Zaraz ci pokażę!
Blanka popędziła na górę, a Malwina skinęła do mamy:
No idź, mamo. Najtrudniejszy krok już zrobiłaś…
I Anna pójdzie, a Kuba, poważny jak dorosły, pokaże jej gitarę.
Coś się zmieni.
Nie wszystko oczywiście charakteru w minutę się nie zmieni. Jeszcze nie raz będą nieporozumienia, a Malwina westchnie do telefonu, mama znów coś skomentuje na swój sposób. Anna jeszcze nie raz będzie się zastanawiać, gdzie popełniła błąd wychowawczy.
Ale jedno w tej rodzinie zrozumiano raz na zawsze jeśli chcesz, żeby cię usłyszano, naucz się sam słuchać. Wtedy wszystko wraca na swoje miejsce. Najbliżsi zostają przy tobie. A czy trzeba czegoś więcej?







