Wczoraj mój chłopak powiedział mi:

Wczoraj mój partner powiedział do mnie:

W sobotę spotykają się chłopaki. Dasz radę pojechać do rodziców?

Zastygłem, trzymając w rękach kubek:

Kamil, znowu?

No tak. Raz w miesiącu się spotykamy, przecież o tym wiesz odpowiedział.

Wiedziałem. Raz w miesiącu koledzy przychodzą do nas, żeby pograć w planszówki i za każdym razem prosi mnie, żebym na noc opuścił nasze wspólne mieszkanie. Mieszkamy razem już dwa lata. Mam trzydzieści jeden lat, on trzydzieści cztery. Wszyscy jego znajomi mają od trzydziestu do trzydziestu pięciu lat, wszyscy mają żony albo dziewczyny. Ale z jakiegoś powodu tylko ja muszę wyjeżdżać, kiedy oni się zbierają.

Jadę wtedy do babci, do rodziców albo do kolegi jak dzieciak, którego wysyła się na noc do rodziny, kiedy dorośli chcą się pobawić. I to jest upokarzające.

Pierwszy dzień bez kobiet

Półtora roku temu to się zaczęło. Dopiero zamieszkaliśmy razem.

Kamil powiedział:

W sobotę przyjadą znajomi, będziemy grać w planszówki. Możesz gdzieś się wybrać?

Zdziwiłem się:

Dlaczego? To przecież nasze mieszkanie.

Potrzebujemy dnia bez kobiet, typowo męskie spotkanie, żeby nikt nie przeszkadzał.

A dziewczyny innych też wyjeżdżają?

Nie, bo one nie mieszkają razem ze swoimi chłopakami. Tobie będzie niewygodnie.

Pomyślałem: Dobra, niech pierwszy raz się wyluzują. Pojechałem do kolegi.

Kamil wrócił zadowolony:

Dzięki, że pojechałeś. Super się bawiliśmy.

Po miesiącu znowu:

W sobotę chłopaki wpadają. Możesz jechać do rodziców?

Pojechałem do rodziców.

Po kolejnym miesiącu do babci.

Jeszcze później znowu do przyjaciela.

I tak przez półtora roku: raz na miesiąc opuszczam swój własny dom dla dnia bez kobiet.

Co mnie uderzyło

Niedawno dowiedziałem się, że inne dziewczyny i żony nie opuszczają swojego domu, gdy ich faceci spotykają się z kolegami.

Zapytałem jednej z nich, Agaty, dziewczyny Michała, przyjaciela Kamila:

Agato, a ty co robisz, kiedy oni grają w planszówki?

Zdziwiła się i odpowiedziała:

Nic. Jestem w domu, zajmuję się swoimi rzeczami, oni grają w drugim pokoju.

I nikt cię nie prosi, żebyś wyjechała?

Po co? To mój dom.

Porozmawiałem jeszcze z dwiema dziewczynami. Żadna z nich nie wyjeżdża podczas takich spotkań. Tylko ja.

Spytałem Kamila:

Dlaczego inni zostają, a tylko ty co miesiąc każesz mi opuszczać mieszkanie?

Zamyślił się i odpowiedział:

Bo oni mają większe mieszkania, po dwie, trzy pokoje. Dziewczyna siedzi w jednym, my w drugim. My mamy kawalerkę, byłoby ci niewygodnie.

Jest mi wygodnie. Mogę czytać książkę w słuchawkach.

Nie, lepiej wyjedź. Tak będzie każdemu wygodniej.

Każdemu tylko nie mnie. Im lepiej, gdy mnie nie ma.

Co mnie upokarza: opuszczać swój dom

Za każdym razem, kiedy pakuję rzeczy na noc, czuję się obcy we własnym mieszkaniu. Płacę połowę czynszu, to mój dom, a mimo to raz w miesiącu mam go opuścić z powodu męskiego wieczoru.

Jadę do babci z walizką, a ona pyta:

Znowu się pokłóciliście?

Nie, babciu. Kamil organizuje spotkanie z kolegami.

A czemu ty nie zostajesz w domu?

Wstyd mi tłumaczyć, że mój partner woli, żebym wyszedł, bo tak mu wygodniej.

Jadę do rodziców. Mama się dziwi:

Przecież byłeś u nas wczoraj. Znowu przyjechałeś?

Kamil ma dzień bez kobiet odpowiadam.

Mama milczy, ale jej spojrzenie jest pełne dezaprobaty.

Co mnie boli: podwójne standardy

Kamil mówi, że jestem niewymagający. Że ma ze mną dobrze, bo inne dziewczyny żądają restauracji, prezentów, wspólnych wyjazdów.

Inne pary dwa razy w tygodniu chodzą do restauracji mówi. A ty nie oczekujesz tego, jesteś wyrozumiały.

Tak, nie wymagam. Raz w miesiącu idziemy do baru. Przez dwa lata ani razu nie wyjechaliśmy razem na urlop.

Inni wyjeżdżają co pół roku ciągnie. A ty nie marudzisz. Super.

Nie marudzę, bo wiem, że nie ma pieniędzy, choć zarabia nieźle.

Ale gdy proszę, żeby choć raz w miesiącu mógł zostać w mieszkaniu nagle staję się wymagający.

No przecież możesz raz w miesiącu wyjechać, mówi. To nie takie trudne.

Nie jest trudne: spakować się, opuścić własny dom, spać u rodziny, bo on potrzebuje męskiego wieczoru.

Nie proszę o restauracje, nie żądam urlopów. Ale prawo do zostania w swoim domu to już za dużo.

Co mówi jego mama: głos rozsądku

Niedawno jego mama dowiedziała się o tym i powiedziała:

Dlaczego wyjeżdżasz? To twój dom. Zostań, poznaj znajomych Kamila.

Tłumaczę jej:

Mają dzień bez kobiet, czułbym się nieswojo.

Pokręciła głową:

Jesteś jego partnerem. Powinieneś być częścią jego życia, jego paczki. Jeśli cię przed nimi chowa, to jest to dziwne.

Ma rację. Jesteśmy razem dwa lata, a prawie nie znam jego kolegów. Widuję ich tylko kątem oka gdy wchodzą, ja wychodzę.

Ale boję się nowych ludzi. Krępuję się. Łatwiej wyjechać, niż siedzieć razem. Może jednak bardziej boję się, co pomyślą: Dlaczego on wychodzi? Kamil go wygania?

Czego się dowiedziałem: jego nie zapraszają

Niedawno okazało się coś jeszcze. Gdy Kamil odmawia spotkania przez pracę czy chorobę koledzy i tak się spotykają, ale bez niego i nie zapraszają go.

Czemu spotkali się bez ciebie? pytam.

Odmówiłem, postanowili spotkać się i tak.

Ale nikt cię nie zaprosił?

Nie. Może zapomnieli.

Zapomnieli. Albo po prostu nie chcieli.

Dowiedziałem się też, że trzech jego przyjaciół wzięło już śluby. Kamila na żadne nie zaprosili.

Dlaczego nie byłeś na weselu Michała? pytam.

Nie wiem. Może mieli ograniczony budżet.

Budżet? A może Kamil nie jest im tak bliski, jak myśli.

On co miesiąc zaprasza ich do siebie, wyrzuca mnie na ten czas z domu, a oni na wesela nawet go nie zapraszają.

Co zrozumiałem: boję się wymagać

Przez ostatni tydzień myślałem: czemu nie proszę o restauracje albo urlop? Czemu zgadzam się raz w miesiącu wyjeżdżać z własnego mieszkania?

Bo się boję. Boję się, że jeśli zacznę czegoś oczekiwać, to odejdzie.

Kamil ciągle powtarza, jaki jestem niewymagający, i boję się zniszczyć ten obraz. Nie chcę stać się roszczeniowym partnerem.

Dlatego jadę. Żeby było mu wygodnie. Żeby go nie stracić.

Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej rozumiem, że tracę siebie.

Gdzie jestem teraz: wybór

W sobotę znowu dzień bez kobiet. Kamil już zasugerował:

Pojedziesz do rodziców, co?

Milczę. Zastanawiam się: jechać czy zostać?

Jeśli pojadę będzie jak zwykle. Znowu zrezygnuję z siebie, pokażę, że moje granice są nieważne.

Jeśli zostanę będzie awantura. Kamil powie: Psujesz mi wieczór, jesteś roszczeniowy.

I nie wiem: co gorsze? Wyjechać z własnego domu czy zostać i mieć poczucie winy?

Jedno już wiem na pewno: tak być dalej nie może.

Kobiety proszono was kiedyś, żebyście wychodziły z domu, gdy faceci spotykają się z kolegami? Jak reagowałyście?

Mężczyźni powiedzcie, po co dni bez kobiet i czemu każecie partnerkom zostawiać własne mieszkania?

Kobiety czy partnerzy chwalili was za niewymaganie? Do czego to prowadziło?

Mężczyźni jeśli wasi kumple nie zapraszają was na wesele, a wy ich do siebie czy to prawdziwa przyjaźń?

Oceń artykuł
Newskey24
Wczoraj mój chłopak powiedział mi: