JAK WŁADEK PRZEDSTAWIŁ SWOJĄ DZIEWCZYNĘ MAMIE
Mamo, to jest moja dziewczyna Jadzia Władek starał się powiedzieć to tak, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem, ale jednak stres zdradzał się w jego głosie. I my chcielibyśmy no tego znaczy ech, no tego…
Jasne Co ty chcesz, to ja wiem od zawsze mama badawczo zmierzyła wzrokiem wybrankę syna. Ale czy Jadzia też tego chce? Jadwisiu, ty dobrze znasz mojego Władka?
Oj, jak własną kieszeń odparła bez cienia zakłopotania przyszła synowa. Nic mnie już nim nie zaskoczy.
Jak pani powiedziała? mama była tak zaskoczona, że od razu przeszła na pani. Takie słowa wypadają dziewczynom?
A co w tym dziwnego? Tak już się mówi po polsku: znać jak własną kieszeń”. Ale darujmy już sobie gadanie o Władku. Lepiej się poznamy w cztery oczy. Może się okaże, że do siebie nie pasujemy.
Znaczy jak to? mama mocno się pogubiła.
No wie pani, trochę spędzimy razem czasu, czekając na Władka aż wróci z biby. Będziemy razem słuchały jak chrapie po powrocie, a panie to się przecież wspiera.
Ale dlaczego ja? mama próbowała jakoś odzyskać panowanie nad rozmową. Przecież będziecie spali osobno Prawda?
No jasne, ale wiadomo jak to z matkami zawsze stoją pod drzwiami i się martwią. Takie są mamy w Polsce.
Hej, o czym wy tu gadacie?! zdziwiony Władek nie nadążał za tokiem rozmowy.
Cisza! obie panie, jak na komendę, uciszyły go chórem.
No dobra, pani Marianno, chciałabym się jeszcze dowiedzieć, czy przypadkiem się nie bijecie? Bo Władek coś na ten temat zawsze milczy.
Ale jak to my się bijemy?! mama zrobiła wielkie oczy. Kobiety się przecież nie biją!
A, bo pani Marianno, ja już słyszałam różne historie. Czasem to babki tak chłopa zleją, że niejedna sztanga by się powstydziła.
O jezu mama już zakryła twarz rękoma. Co za teksty Co za czasy
Dajcie spokój Jadzia mrugnęła porozumiewawczo do mamy Władka. Proszę przyznać się szczerze, czy nigdy nie miała pani ochoty przyłożyć swojemu mężowi, albo choć synowi?
No mama już prawie się przyznała, lecz szybko się poprawiła. Oczywiście, że nie!
Doceniam pani chęci, by być bardzo elegancką uśmiechnęła się Jadzia ale nie wierzę. Jak to możliwe być mamą Władka i ani razu nie mieć ochoty go trzepnąć? A propos, czy lała go pani po pupie paskiem w młodości?
Skądże znowu! tym razem mama powiedziała prawdę.
E, tu powinna była pani nieco się wykazać, pani Marianno pokręciła głową Jadzia i poklepała Władka po tyłku. Takie cztery litery, co lubią przygód, trzeba było czasem sprowadzić na ziemię. A w ogóle, pani Marianno, zapraszam na herbatkę. Przy herbacie zawsze łatwiej o szczere pogaduchy. Upiekłam nawet sernik, taki po domowemu
Wieczorem, kiedy Marian wrócił z roboty, Marianna oznajmiła mu przy synu:
Kochany, nasz Władek wreszcie się będzie żenił!
No coś ty! Nie wierzę! z zachwytem zawołał tata.
Spokojnie! To jeszcze nie jest pewne, jeszcze się zastanawiam sprostował rodziców Władek.
Nic z tego, synku zagroziła mama. Tym razem naprawdę się ożenisz. A jak się rozmyślisz, to Jadzię adoptuję.
Ale mamo, ona ma rodziców! parsknął syn.
Trudno, odpowiedziała stanowczo mama. To ciebie oddam do szpitala i powiem, że mi chyba nie tego syna dali
Jak trzeba będzie, przysięgnę! przytaknął tata i dla wzmocnienia efektu pokazał synowi pięśćNa to wszystko Jadzia wybuchnęła śmiechem tak serdecznym, że nawet Władek, speszony dotąd, musiał parsknąć a z jego śmiechu rozluźniła się cała atmosfera w salonie.
No to w porządku, pani Marianno powiedziała rześko. Jeśli mnie pani zaadoptuje, to zaręczam, że syna już nigdy pani w szpitalu nie pomylią. Co najwyżej mężów!
Tata Marian tylko westchnął, pokręcił głową, już wiedząc, że przy tej dziewczynie ich dom zawsze będzie pełen śmiechu i zamieszania.
Dobrze mieć wreszcie kogoś, kto potrafi rozbroić całą rodzinę jednym żartem powiedział cicho do żony.
A Marianna z uśmiechem podniosła filiżankę sernikowej herbaty: No to, kochani, na zdrowie i niech się dzieje! Może i świata nie zmienimy, ale własną rodzinę na pewno jeszcze nieraz zadziwimy!
I tak, pomiędzy kolejną porcją sernika a żartami o zapasach szpitalnych dzieci, rodzina Władka i Jadzi odkryła, że najważniejszy przepis na szczęście to odrobina odwagi, dużo humoru i szczypta szaleństwa najlepiej pod jednym dachem.







