Synowa

Beata Stanisławowna właśnie postawiła na pięknie udekorowany stół wielką tacę z pieczoną kaczką i westchnęła. Za chwilę wpadną synowie z żonami.

Młodszy syn niedawno się ożenił, wesele było skromne. No cóż, młodzi teraz tak robią. Sama by z chęcią wyprawiła porządne przyjęcie. Z mężem też tylko do urzędu pobiegli kiedyś. Nawet obrączki kupili dopiero po roku dwie cienkie złote obrączki. Dla dzieci chciała naprawdę coś wyjątkowego, ale skoro sami tak postanowili, nie wtrącała się.

Ma tylko jeden minus taka zadbana aż za bardzo, wyznała Beata kiedyś koleżance. Ale świeżo upieczona synowa już zapowiadała z nią rozmowę.

Nowa synowa Jagoda w gruncie rzeczy jest bardzo sympatyczną dziewczyną. Porządnie wpłynęła na syna Michała. Pomogła mu znaleźć dobrą pracę, motywuje, żeby awansował. Michał przed trzydziestką wszystko miał podane na tacy, do niczego się nie rwał. Beata zaczynała się martwić. Ale dzięki bogu wszystko się pozbierało.

No ale ta Jagoda mam jeden zarzut. Strasznie zadbana, ciągle na jakieś zabiegi chodzi. Fryzjer, farbowanie, masaż, paznokcie. Tyle pieniędzy leci! Beata nie mogła zrozumieć, jak żona i matka może tak o siebie dbać zamiast oszczędzać dla rodziny.

A potem pójdą dzieci i ona zamiast synowi buty kupić, na pedicure pójdzie? Beata czuła, że samej sobie zawsze dawała ostatnie miejsce. Gdy mąż zmarł, chłopcy, choć samodzielni, finansowo nadal potrzebowali wsparcia.

Rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi młodzi już przyjechali. Jagoda wchodzi do salonu jak gwiazda. Włosy świeżo ułożone, paznokcie zadbane, makijażu prawie brak, a i tak buzia zadbana dzięki kosmetologowi.

Jagódko, jaka ty śliczna! wykrzyknęła szczerze teściowa, chociaż nie mogła ukryć subtelnej nutki niezadowolenia. Marynarka nowa?

Tak, kupiłam wczoraj, bo w pracy dostałam nagrodę.

To najlepiej te pieniądze odkładać poradziła od serca Beata Stanisławowna. Wszystkie premie, trzynastki, dorobione złotówki zawsze odkładam na czarną godzinę. Przydaje się!

Jagoda nie komentowała. Lubiła Beatę zwyczajna kobieta, oddana rodzinie. Ale w duszy uważała, że czarna godzina najbardziej lubi przychodzić tam, gdzie się na nią nadto czeka.

Wieczór był bardzo miły. Teściowa jednak co rusz próbowała nawiązać temat oszczędzania i mądrych wydatków, rzucała aluzje. Jagoda zrozumiała, że chodzi o nią.

A pani kiedyś była u kosmetyczki, Beatko? nie wytrzymała.

Ja… no, nie… Maluję w domu paznokcie, żeby ręce ładnie wyglądały, ale nigdy nigdzie nie chodziłam. Przecież nie trzeba.

Nikt poza nimi tego dialogu nie zauważył. Jagodzie, jako kobiecie, zrobiło się przykro. Jak to tak, wychować dwóch synów, dorosłych już, i żałować sobie małych przyjemności!

Michał zaczęła cicho, gdy wracali do domu twoja mama cokolwiek robi dla siebie?

Nie wiem, je, gotuje, popatrz jak nas ugościła! Chodzi do sąsiadek, czasem telewizję ogląda. Dlaczego pytasz?

Bo ona w ogóle życie smakuje? Wyciągnijcie ją czasem do kina, teatru, restauracji…

Daj spokój, przecież jej to niepotrzebne.

Jagoda zamilkła. Pomyślała o swojej mamie nawet gdy ciężko było, to raz na jakiś czas kupiła sobie sukienkę, nową fryzurę. Obserwowała życie, cieszyła się z małych rzeczy, chodziła do teatru dla przyjemności.

Jagoda postanowiła, że teściowa musi spróbować życia od innej strony. Przestać czekać na wnuki i dać sobie trochę radości.

Po kilku dniach zadzwoniła do Beaty Stanisławowny, namawiała na spacer, kawę i tak po prostu przystanek w salonie kosmetycznym. Przy okazji zaproponowała drobny zabieg: manicure czy masaż dłoni, cokolwiek teściowa zechce.

Hasło niesłychane przestraszyła się Beata. Idź, ja poczekam w kawiarni albo na ławce.

Po co czekać? W pół godziny porządnie zatroszczą się o panią, masaż, manicure to naprawdę przyjemność.

Po namyśle Beata się zgodziła. Jagoda zadzwoniła wcześniej do swojego ulubionego warszawskiego salonu i poprosiła:

Dziewczyny, zadbajcie o moją teściową, jak o siebie! Zachęćcie delikatnie na pedicure albo coś ja zapłacę wszystko z góry, niech tylko się zrelaksuje. Jak się uda, macie nową stałą klientkę.

W wyznaczonym czasie Jagoda poprowadziła niepewną Beatę do salonu. Przekazała paniom, a sama poszła do kawiarni obok, popracować na telefonie sama nic nie planowała, zależało jej na tej niespodziance.

Beata wyszła po dwóch godzinach odmieniona, wypoczęta, zrelaksowana. Dziewczyny się postarały.

Jagoda, nie do wiary, ile mi zrobiły! Kawa, ziołowa herbatka, sama przemiła obsługa! Ale ile to wszystko kosztowało? Strasznie drogo chyba.

Mamy dziś promocję! uśmiechnęła się pani z recepcji. Jak przyprowadzisz koleżankę, druga osoba ma zabiegi gratis. Zero złotych do zapłaty!

Jagoda i zadowolona teściowa poszły na kawę do pobliskiej kawiarni. Beata zrobiła łyk cappuccino, uśmiechnęła się szeroko:

A może umawiamy się czasem na takie babskie spotkania? Często są zniżki dla stałych klientek. Chyba się pani spodobało?

Bardzo przyznała Beata. Nawet nie przypuszczałam, że to może tak cieszyć.

Szkoda, że pani wcześniej nie spróbowała.

No wiesz… kiedyś dzieci małe były, mąż, nie chciał wydawać na takie rzeczy, wszystko liczył. Potem już nie było po co.

A teraz jest po co! Żeby nie być samej.

Dla dotrzymania towarzystwa, czemu nie… czasem.

Tak się zaczęło Beata zaczęła pozwalać sobie na drobne przyjemności wspólnie z synową. Jagoda, dyplomatycznie, powoli odświeżała jej garderobę, przy każdym zakupie zaniżała trochę cenę.

Przekonała Michała, żeby zabrał mamę do restauracji. Potem poszli całą trójką do kina. A na Boże Narodzenie Jagoda sprezentowała Beacie karnet do teatru.

Wyglądasz młodziej, Beatko! chwaliły ją sąsiadki.

A to młodzież człowieka wyciąga do świata odpowiadała skromnie.

I tak Beata, mama dwóch dorosłych synów, poczuła, że właśnie na emeryturze zaczęła się jej młodość.

Oceń artykuł
Newskey24
Synowa