Ewa leżała na kanapie, wpatrując się w sufit. Myśli pełne niepokoju nie pozwalały jej zasnąć, no i jak tu spać, gdy jej ukochana córeczka jest chora. Po co ja ją zaprowadziłam do tego przedszkola? Mogła jeszcze posiedzieć w domu dzień czy dwa, może by się nie rozchorowała Serce ścisnęło jej się z bólu, trudno było złapać oddech. Wstała i podeszła do okna. Ponure, szare niebo, całe zasnute chmurami, wisiało nad małą wioską gdzieś pod Krakowem. Już trzeci dzień z drobnymi przerwami siąpił typowy jesienny deszcz. Ewa westchnęła ciężko. W łóżku córeczka Zuzia zaczęła się wiercić, jęknęła przez sen i zaraz potem rozkaszlała się. Mama rzuciła się do niej, dotknęła gorącego czoła. Nawet nie musiała sprawdzać termometrem temperatura znowu podskoczyła. Cichutko zapaliła lampkę, ale i tak wyciągnęła termometr, wsunęła Zuzi pod pachę.
Czterdzieści O Boże, co robić?
Zuzia otworzyła oczy.
Mamusiu, gorąco mi
Wiem, złotko. Zaraz będzie lepiej, mamusia już coś zaradzi
Obudził się też Bartek, usiadł obok. Ewa zaczęła gorączkowo szykować kolejną dawkę syropu na zbicie gorączki. Ale temperatura uparcie stała w miejscu. Nad ranem na podwórku zamigotało niebieskie światło przyjechała karetka i zabrała Ewę z małą do szpitala.
Pielęgniarka patrzyła współczująco na bladą, przestraszoną matkę, pogładziła ją delikatnie po dłoni, a potem pewnym ruchem założyła Zuzi wenflon i podłączyła kroplówkę.
Proszę się nie martwić, zaraz wszystko będzie dobrze. Pomożemy.
Ewa tylko westchnęła. Niedługo potem Zuzia naprawdę zaczęła czuć się lepiej. Otworzyła oczy i poprosiła o wodę. Ewa odwróciła się i zobaczyła, że z sąsiedniego łóżka patrzą na nią ogromne, niebieskie oczy jakiejś dziewczynki koścista, drobna, z rozczochranymi jasnymi włosami, ubrana w stare rajstopki i wypłowiałą bluzkę. Zamiast kapci pod łóżkiem stały sportowe buty w niebieskich foliowych ochraniaczach.
Cześć powiedziała mała.
Dzień dobry. Ty jesteś tu od nocy? spytała Ewa.
Tak, przywieźli was w nocy?
Tak.
A jak się pani nazywa?
Jestem Ewa, a to moja córeczka Zuzia. A ty?
Ja jestem Iga.
I długo tu jesteś?
Tak, długo. W piątek mnie już wypuszczą.
To jeszcze trochę czasu. Dziś przecież dopiero poniedziałek.
A mama z tobą jest? zapytała Ewa.
Nie… Moja mama dawno zmarła, jak byłam malutka. Tata zaczął pić, potem też zmarł. Zabrali mnie do domu dziecka
Mała westchnęła jak staruszka.
Ale tu lepiej. Przynajmniej jedzenie jest dobre i starsi się nie wyżywają
Wstała i zaczęła zakładać swoje adidasy.
Zaraz będzie śniadanie. Przynieść pani coś?
Nie trzeba, kochanie, sama sobie poradzę…
Ewa, patrząc za oddalającą się dziewczynką, miała łzy w oczach i ciężar na sercu. Druga sąsiadka tylko wzruszyła ramionami i powiedziała cicho: Dobra dziewczynka, grzeczna, delikatna. Nie miała szczęścia…
Ewa nie zdążyła odpowiedzieć, bo zadzwonił jej telefon.
Halo?
No i jak tam, córeczko? Zuzia jak się czuje?
Mamo, jesteśmy w szpitalu.
O matko kochana, co się stało?
Nie martw się, mamo. Zuzi temperatura bardzo wzrosła, ale już lepiej, zbiliśmy. Mówią, że to może być zapalenie oskrzeli. Teraz śpi.
Mama zaszlochała: O mój skarbieńku W którym szpitalu jesteście? Zaraz przyjadę. Co przywieźć?
Mamo, zapomniałam swoich kapci i różowej piżamki Zuzi. A jakbyś mogła Tu jest dziewczynka z domu dziecka. Dasz radę przywieźć szampon i mydło? I jeszcze Masz może jakieś rzeczy po soni? (Ewa miała młodszą siostrę, która już wyrosła z ubranek.)
Jaka dziewczynka, dziecko?
Opowiem ci potem. Przywieź dwa podkoszulki, szlafroczek, legginsy i koniecznie kapcie domowe na około sześć lat, OK?
Przywiozę oczywiście.
Następnego ranka Zuzia już tryskała energią i bawiła się na całego z nową koleżanką. Ewa wymknęła się do korytarza i zagadnęła pielęgniarkę:
Przepraszam, czy do Igi ktoś przychodzi?
Nie Dopiero jak będą ją wypisywać, to przyjadą po nią z domu dziecka.
A kąpać się może?
Pielęgniarka smutno się uśmiechnęła: Nie że może, a powinna Tylko wie pani, nie zawsze zdążymy.
Wieczorem szczęśliwa, umyta na błysk dziewczynka w nowej piżamce i różowych kapciach z wyhaftowanymi śmiesznymi pieskami wyglądała zupełnie inaczej mała promieniała radością. Wszystko, co dostała od Ewy, schowała pod poduszkę, a kapcie pod materac.
Igusiu, dlaczego chowasz te rzeczy? zapytała zdziwiona Ewa.
Żeby mi nie ukradli
Kobieta tylko westchnęła ciężko.
Gdy zgaszono światło, Iga zamknęła oczy i zaczęła marzyć, że idzie słoneczną, zieloną ulicą, trzymając Zuzię za rękę, a po drugiej stronie trzyma ją ciocia Ewa. Marzyła, żeby mieć mamę i tatę. Żeby ktoś ją pogłaskał po głowie, pocałował na dobranoc, wykąpał i ubrał w cieplutką piżamkę, a tata podrzucał ją wysoko pod sufit, aż wybuchałaby ze śmiechu. Żeby wszyscy byli szczęśliwi. Po cichu obiecała sobie, że będzie się starała: zmywać naczynia, myć podłogę, pomagać przy Zuzi albo ćwiczyć literki i cyferki. Byleby ją ktoś pokochał. Byleby miała mamę…
Westchnęła. W domu dziecka nikt jej nie bił, ale wychowawczyni pani Jadwiga często krzyczała, chłopcy wyzywali i zabierali rzeczy albo jedzenie. Ostatnio Iga rozlała kaszę w kuchni za karę zamknęli ją w ciemnej, brudnej komórce. Cóż, teraz posiedzisz z myszami! parsknął złośliwie Witek Laskowski. Iga strasznie się bała szczurów. Wydawało jej się, że za chwilę wyskoczy prosto na nią jakaś ogromna bestia. Płakała długo, stojąc pod drzwiami, a potem, gdy osłabła, usiadła na zimnej podłodze i zaziębiła się. Zaczęła kaszleć, no i trafiła do tego szpitala
Na wspomnienie o tym wszystkim jej oczy natychmiast zaszły łzami, które zaraz popłynęły po rumianych policzkach. Iga pociągnęła nosem I nagle poczuła, jak ktoś głaszcze ją po włosach. Otworzyła oczy.
Ciociu Ewo szepnęła cicho.
No już, skarbie… Nie płacz Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
Ewa, wzruszona do łez, przytuliła mocno dziewczynkę.
Już, kochanie, nie płacz…
Mała zamilkła. Czuła się tak cudownie, jakby to była jej własna mama, która tuli ją i głaszcze po głowie…
Ciociu Ewo?
Tak?
Gdybyś to mogła być moją mamą
Ewa zaczęła płakać razem z nią. Decyzja zapadła w jednej chwili nie rozumem, a sercem. Zostało tylko pogadać z rodziną
Mama zrozumiała od razu i od razu wsparła. Teściowa także, bo sama wychowała się bez rodziców. Mąż Ewy nie był zachwycony.
Ty chyba oszalałaś? Wiesz, że to już na zawsze?
Wiem. I wiem też, że jeśli tego nie zrobię, będę się zadręczać do końca życia, rozumiesz?
Bartek odwrócił wzrok.
Chcę ją chociaż zobaczyć.
Dobrze.
Wieczorem zeszli razem na dół. Bartek podniósł Zuzię i pocałował ją.
Moja radości, jak się za tobą stęskniłem
Odwrócił się do żony, a ta mówi cicho: Poznaj, Bartku, to Iga. Dziewczynka skinęła głową i z powagą spojrzała na niego.
Dzień dobry!
No cześć, miło cię poznać.
I mi też…
Coś ścisnęło Bartkowi serce. Spojrzał na żonę, miał łzy w oczach. Skinął głową
Parę miesięcy później pod dom dziecka, gdzie mieszkała Iga, podjechał samochód. Wysiedli Ewa i Bartek. W oknie zaraz pojawiły się dzieciaki.
Iga, Iga, chodź, twoi przyjechali!
Szczęśliwa Iga wybiegła naprzeciw nowym rodzicom.
Dzień dobry, Iguniu! Jesteśmy po ciebie! Jedziemy do domu?
Małe serduszko waliło z radości: Tak, mamusiu!!!







