Marylka płakała przy mogile swojej przyjaciółki Jadwigi. Minęło już czterdzieści dni, a na grobie żadnego kwiatka Wróciła powoli do domu. Nagle dogonił ją pewien mężczyzna.
Podwieźć panią? zapytał. Do przystanku daleko. Proszę wsiąść, to nie problem.
A kto tu leży? zagadnął.
Przyjaciółka… szepnęła Marylka.
A u mnie mama… powiedział nieznajomy. Gdzie pani wysiądzie?
Na przystanku będzie dobrze odparła. Nie chcę kłopotać.
Mam czas, podwiozę pod dom powiedział mężczyzna.
Po drodze Marylka opowiedziała o swoim życiu. Dwa dni później Paweł czekał pod klatką Marylki z niecodzienną propozycją…
Marylka i Jadwiga znały się od najmłodszych lat, wspólne przedszkole, szkoła. Gdy dorastały, nawet ubierały się tak samo i wymieniały się ubraniami.
Przyjaźń przetrwała przez całą podstawówkę i liceum. Potem wyjechały razem do Krakowa na studia Marylka na lekarkę, Jadwiga na nauczycielkę.
Spotykały się często, zakochały się mniej więcej w tym samym czasie.
Marylka związała się ze zwyczajnym chłopakiem ze wsi, Jadwiga z miejskim młodzieńcem.
Jadwiga szybko wyszła za mąż, jakby bała się, że straci ukochanego.
Po roku urodziła córeczkę, Hanię. Niestety, rodzice męża Jadwigi jej nie zaakceptowali nie pasowała im wysublimowana snacha.
Czasem Marylka zostawała z Hanią, by młodzi mogli wyjść razem. Sama chętnie by wyszła, ale obiecała Jadwidze opiekę nad małą.
Pewnego wieczoru młodzi nie wrócili… Dopiero rano Marylka dowiedziała się, co się stało. Wypadek samochodowy… Ilu ludzi przeszło przez takie nieszczęście?
Dzień pogrzebu pamiętała słabo, ściskała Hanię na rękach. Co dalej z dzieckiem?
Rodzice ojca za życia syna Hani jej nie chcieli, a po jego śmierci tym bardziej. W końcu nie była ich. I wnuczka też im nie pasowała…
Matka Jadwigi została sama, z trójką młodszego rodzeństwa Hani. Nie miała jak przyjąć jeszcze jednej dziewczynki do siebie.
Dla rocznej dziewczynki zostawał tylko dom dziecka.
Marylka bardzo pokochała Hanię widziała jej pierwsze kroki, słyszała pierwsze słowa… Pracowała już wówczas, wynajmowała pokój u samotnej starszej pani na Kazimierzu.
Ale kto oddałby jej dziecko? Była niezamężna, samotna, choć miała pracę.
Zabrali Hanię do domu dziecka. Marylka bardzo się tym przejęła.
– Michałku, mam prośbę powiedziała kiedyś do swojego adoratora. Weźmy ślub, żebym mogła wziąć Hanię. Oddadzą dziecko tylko mężatce
– Żartujesz? wybuchł Michał. Nie zamierzam się w to mieszać!
– Po wszystkim i tak się rozwiedziemy… Proszę, pomóż mi.
– Nie psuję sobie papierów! Jesteś dziwna. Na związek się nie zgadzasz, a ślubu chcesz. Szukaj innego frajera!
Marylka płakała przy mogile Jadwigi. Mijał właśnie czterdziesty dzień, a tu nawet kwiatka nikt nie położył. Obok mogiła męża Jadwigi cała w kwiatach.
Jadwiś, obiecuję, że i u ciebie będzie pięknie. Pomóż mi tylko!
Marylka ruszyła wolno do domu. Przy wyjściu z cmentarza zatrzymał ją ten sam mężczyzna.
Może panią podwieźć? Daleko do przystanku.
Dziękuję, ale poradzę sobie.
Nic mnie nie goni, dzisiaj jestem całkiem sam. Matka nie żyje, żona… odeszła. Płacze pani? Widywałem panią tutaj chowany był chłopak i dziewczyna, minęło czterdzieści dni?
Tak.
Dziś też mam czterdziesty dzień… Straciłem mamę.
Po drodze Marylka wszystko mu opowiedziała.
Już jesteśmy. Dziękuję za podwiezienie i rozmowę…
Dwa dni później Paweł czekał pod blokiem Marylki.
Marylko, przemyślałem. Pomogę pani. Jestem samotny, możemy się pobrać choćby jutro!
Marylka zaniemówiła.
I się pan nie boi?
Nie. A czego?
Od mojego narzeczonego uciekł, prosiłam tylko, by pomógł z dziewczynką…
Pomogę. Gdzie zamieszkacie z małą?
Jeśli babcia mnie nie wyrzuci, to tu, wynajmuję pokój. Lub poszukam gdzie indziej…
To pojedziesz do mnie. Jutro zaczniemy formalności. Trzeba się spieszyć. Zastrzeżenia nie przyjmuję. Mam dom, miejsca wystarczy.
Dom???
Tak. W mieście nie tylko są mieszkania. Moja mama zawsze marzyła o domu miała dosyć życia w bloku.
Ja też nie mogłam się przyzwyczaić przecież my z Jadwigą byłyśmy ze wsi…
Paweł wszystko załatwił szybko. Spokojnie wzięli ślub i adoptowali Hanię. Wprowadziły się do jego domu.
Dziękuję… Dalsze życie wezmę na siebie.
Sama? Również uważam, że dasz radę, ale dom stoi do waszej dyspozycji. Będę pomagał, ale nie będę przeszkadzał.
Może jednak zamieszkamy osobno? Wynajmę mieszkanie.
Żona oddzielnie? Nic z tego.
Paweł nie narzucał się, lecz zawsze służył pomocą. Marylka we wszystkim radziła sobie sama, choć gotowała też dla Pawła, sprzątała, zajmowała się Hanią. Zakochała się, choć bała się z tym zdradzić.
Mamusiu, a czemu mnie kochasz?
Bo jesteś. Jesteś moją córką.
Marylka była bardzo wdzięczna Pawłowi. Dbał o nie jak o swoje. Z Hanią bawił się jak ojciec.
Dla Pawła Marylka była żoną idealną, tylko ich związek był trochę na niby…
Któregoś wieczoru postanowił to zmienić. Poprosił Marylkę o rękę Hania miała wtedy już trzy lata.
Ale my przecież jesteśmy po ślubie.
Chcę, żebyśmy byli rodziną naprawdę, nie tylko na papierze.
Ja też tego chcę
I rzeczywiście, zaczęli być prawdziwą rodziną, nie tylko formalnie.
Dzień ślubu mają więc dwa razy w kalendarzu, w odstępie dwóch lat.
Hania ma brata i siostrę.
…Ta historia wydarzyła się dawno temu. Teraz wszystkie dzieci są dorosłe, Hania wie, gdzie pochowani są jej prawdziwi rodzice.
Obie mogiły są zawsze zadbane Paweł z Marylą są dla niej najbliższą rodziną.
Hania doczekała się już własnej wnuczki. Marylka i Paweł prawnuczki. Wielka, szczęśliwa rodzinaCzasem w letnie popołudnia cała rodzina siada razem na tarasie pod winoroślą. Roześmiana Hania układa na stole fotografie na jednej Marylka uśmiecha się do maleńkiej dziewczynki, na innej Paweł tuli ich synka. Po chwili dołącza wnuczka, z kolorowym rysunkiem w ręce.
Babciu, opowiedz mi bajkę prosi.
Marylka uśmiecha się ciepło. Jej spojrzenie wędruje gdzieś dalej, jakby widziała siebie z dawnych lat nieśmiałą dziewczynę, zdeterminowaną, by walczyć o cudze szczęście.
Chcesz bajkę o odwadze, o miłości czy o tym, że nikt nie jest sam? pyta, obejmując wnuczkę.
Za moment Paweł przynosi domową lemoniadę, a Hania patrzy na nich z wdzięcznością bo czasem prawdziwa rodzina nie zaczyna się od zwykłego ślubu, ale od serca, które postanawia być domem dla kogoś, kto go potrzebuje.
Gdy zaś słońce powoli zachodzi za horyzont, Marylka cicho mówi do Pawła:
Wiesz, chyba to szczęście jest najpiękniejszym kwiatem na tamtym grobie.
A wiatr niesie jej słowa daleko, jak obietnicę że wszystko, co zrodzi się z dobroci, zostaje w sercach na zawsze.







