W mojej pracy pedagogicznej zdarzyła się kiedyś taka sytuacja. W jednej z moich grup uczęszczał chłopiec o imieniu Rafał Kowalski. Przyszedł na świat z wieloma problemami zdrowotnymi: opóźnionym rozwojem, wadą serca, a do tego z zajęczą wargą i rozszczepem podniebienia.
Do czwartego roku życia trudno było zrozumieć, co Rafał mówi. Dopiero po licznych zajęciach i rehabilitacjach, około szóstego roku życia, jego mowa stała się w miarę zrozumiała. Oczywiście, słychać było wyraźny nosowy ton oraz charakterystyczną chrypkę i głęboką barwę, jednak komunikował się już na tyle dobrze, że można było go zrozumieć.
Przyszedł czas na zakończenie przedszkola i zbliżający się Dzień Kobiet, ósmy marca. Postanowiliśmy z koleżankami, że damy Rafałkowi recytować fragment wiersza aby przełamał swą nieśmiałość związaną z problemami wymowy oraz widoczną blizną na ustach. Wiedzieliśmy, że to duże wyzwanie i ryzyko, stres dla niego ogromny. Ale czyż można wychowywać dzieci tylko w cieplarnianych warunkach? Wierzyliśmy, że powinien się przełamać, żeby uwierzyć w siebie, poczuć się równym innym dzieciom.
Tym bardziej, że sam bardzo tego chciał kiedy inni recytowali wiersze, powtarzał po nich cicho pod nosem, poruszając wargami.
Rafał dostał fragment o mamie. Jego mama, pani Zofia, była wzruszona nie spodziewała się, że jej synowi przydzielą taki ważny występ. Rafał również nie mógł uwierzyć, że nauczycielka mu zaufała, przecież tak różnił się od innych dzieci.
Uczyli się więc pilnie, razem z mamą powtarzali wierszyk kilka razy dziennie przed lustrem, razem, cicho, głośno, przy rodzinie, nawet na wyścigi.
W końcu nadszedł dzień uroczystości. Rafał był bardzo zestresowany, ale się nie wycofał. Powiedział, że wystąpi dla mamy, tylko dla niej, bo dla niej się tego nauczył.
Wyszedł na scenę, elegancki w marynarce i muszce, stanął i zaczął mówić. Początkowo mówił wyraźnie i z przejęciem. Jednak w pewnym momencie się speszył, zaciął i dotarł do trudnego fragmentu:
– Z pierwszego piętra odpowiedział Tomek: Mama jest pilotem? Co w tym dziwnego? A u Rafała na przykład Mama jest – tu zawahał się, próbując sobie przypomnieć trudne słowo Mama jest kon-dy-cjo-ner!
Na sali rozległy się ciche chichoty. Rafał się zaczerwienił, spuścił głowę, schował ręce do kieszeni i naburmuszony kontynuował:
– A u Krzyśka i u Ewy, mamy są
– Kondycjonery! krzyknął ktoś rozbawiony z końca sali. Wtedy już wszyscy parsknęli śmiechem.
Rafał odwrócił się i wybiegł z sali. Złapałam go na schodach, odwróconego twarzą do ściany, wycierającego łzy w rękaw swetra. Schyliłam się i wyszeptałam do jego czerwonego ucha, że tamten ktoś źle zrobił zażartował bardzo niemądrze. Spytałam go, czy nie chciałby spróbować jeszcze raz, dla mamy i dla mnie. Tym razem przy słowie policjant, a w razie potrzeby mu podpowiem. Rafał początkowo kręcił głową i pociągał nosem, ale po chwili wyznał, że bardzo chce, tylko się boi. Obiecałam, że stanę przy nim, wezmę go za rękę i pomogę gdyby się pomylił.
Rafał się zgodził. Oddałam go pod opiekę opiekunce, by otrzeć jego zapłakaną buzię, a sama wróciłam na salę. Kiedy następny punkt programu się zakończył, poprosiłam rodziców o uwagę. Do dzisiaj pamiętam, co wtedy powiedziałam, choć minęło wiele lat:
Rafał ma sześć lat, większość życia spędził w szpitalach i sanatoriach. Przeszedł więcej operacji niż miał urodzin. Bardzo długo nie potrafił mówić, ale w tym roku nauczył się mówić na tyle wyraźnie, że miał odwagę stanąć przed wami i powiedzieć wiersz. Chce to zrobić dla swojej mamy. Proszę, dajcie mu szansę, wysłuchajcie go. To dla niego bardzo trudne i stresujące.
Na sali zapanowała cisza. Wyprowadziłam Rafałka zza kurtyny szedł niechętnie, patrząc w podłogę. Był drobny, trochę okrągły, z charakterystycznie wydętą dolną wargą. Tak, płakał, ale był zdeterminowany. Stał i milczał.
– Rafałku, dasz radę! zawołała pani Zofia, jego mama.
– Daj spokój, Rafał! powtórzył śmiały głos z końca sali. Przykucnęłam obok chłopca, ujęłam jego dłoń.
– Dla mamy, Rafałku, spróbuj szepnęłam.
Rafał wziął głęboki oddech i zaczął. Gdy doszedł do słów: Z pierwszego piętra odpowiedział Tomek: Mama jest pilotem? Co w tym dziwnego! zrobił się jeszcze bardziej czerwony, lecz nie poddał się i dokończył:
– A u Rafała na przykład Mama jest po-li-cjan-tem! A u Krzyśka i u Ewy, obie mamy są inżynierami!
Spojrzał z wyzwaniem prosto na publiczność.
Jeszcze nigdy nasza mała sala przedszkolna nie widziała takich braw. Klaskali wszyscy rodzice, dzieci, nauczyciele i pracownicy przedszkola. Część nawet stała. Dalej Rafał nie mógł już kontynuować było za głośno od oklasków.
Ale to już nie było istotne, bo udowodnił wszystko, co chciał.
Po uroczystości podeszła do mnie pani Irena nasza pani od rytmiki. Pogroziła mi palcem:
– Powinnaś dostać burę za to, że prawie popsułaś święto, ale Zwycięzców się nie rozlicza. A dziś ty i Rafał jesteście zwycięzcami. Otrzyj nos i wracaj do dzieci.
Nie wytrzymałam popłakałam się z całego napięcia.
Dlaczego przypomniałam sobie tę historię właśnie teraz, po trzynastu latach? Spotkałam niedawno panią Zofię na ulicy i mnie rozpoznała. Powiedziała, że Rafał właśnie w tym roku dostał się na studia, i to od razu na studia dzienne, na filologię polską! Wszystkie egzaminy zaliczył celująco.
A wiecie, co powiedział przez mamę? Gdyby nie tamten dzień, pewnie ciągle czułbym się niepełnosprawny.
Jakie jest sedno tej historii? Upór, odwaga, wspieranie przez innych Najważniejsze, że z dziecka, które miało być wykluczone, wyrósł pełnowartościowy człowiek. Udało się to dzięki temu, że otaczali go życzliwi ludzie.
Starajmy się być dla siebie wyrozumiali i bardziej życzliwi to naprawdę potrafi zmienić czyjeś życie.







