Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Magdalena właśnie kończyła sprzątanie, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko opłukała ręce i pobiegła otworzyć. Na progu stała jej teściowa, Wanda Stanisławowna. Uśmiechnęła się do Magdy w taki sposób, że ta przez chwilę pomyślała, że może jednak jej nie lubi, i weszła raźno do mieszkania.

Dzień dobry, co za niespodzianka? ocknęła się Magdalena.

Po prostu przyszłam z wizytą stwierdziła Wanda, nie fatygując się nawet powitaniem.

Tylko że ja teraz mam zajęcia! Czemu pani nie uprzedziła? Co to za zwyczaj wpadać jak grom z jasnego nieba?

Wanda Stanisławowna wzruszyła ramionami i wymowne przewróciła oczami:

A muszę cię, Magdaleno, pytać o pozwolenie, żeby wejść do swojego mieszkania? Tak?

Magda spąsowiała, bo nie dało się ukryć, że z mężem mieszkali tu trochę na kredyt zaufania. Wanda pozwoliła im tu zamieszkać na warunkach, które lubiła co jakiś czas delikatnie przypomnieć, a czasem i zagrozić, że wylecą z hukiem.

Po prostu tak się złożyło, że Paweł wpakował się w spore długi i teraz razem z Magdą tyrali na dwa etaty, żeby jakoś się odkuć. Na swoje nie mieli nawet szansy, a Wanda, w swej łaskawości, zgodziła się wpuścić syna i synową do jednego ze swoich mieszkań. Sama miała jeszcze inne, którym zarządzała. Ustalili, że będą tylko pokrywać czynsz za media.

No, jak wam idzie? zagadnęła Wanda, wchodząc do kuchni i bezceremonialnie sięgając po swoją ulubioną filiżankę.

Jako-tako, wymamrotała Magda, kończąc ścieraniem kurzów i przeszła do salonu, gdzie już rozsiadła się teściowa.

Wanda spojrzała na synową z miną srogą i niezadowoloną. Nie podobało jej się, że Magda wyglądała dziś na jakąś wyblakłą. Niby synową specjalnie nie darzyła sentymentem, ale szanowała wybór Pawła. Co nie znaczy, że nie lubiła się czasem z niej podśmiechiwać oczywiście z kulturą, po polsku!

Wszystko u ciebie w porządku? Jakaś taka blada jesteś. Może chora?

Nic mi nie jest, burknęła Magda znowu.

Możesz wymyślić inne słowo niż nic mi nie jest? przewróciła oczami Wanda.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. W istocie nie czuła się najlepiej, ale przecież nie będzie zwierzać się teściowej.

A co będziesz dziś robić? Wanda nie dawała za wygraną.

Sama nie wiem. Może pójdę do sklepu po jakieś drobiazgi… Potem praca.

Wanda wiedziała, że Magda zdalnie księguje faktury. Rozmowa umarła śmiercią naturalną i wyraźnie zaczął doskwierać jej brak towarzystwa.

To może pójdę z tobą do sklepu? Mam samochód, podwiozę cię, a i tak nudno mi samej.

Magda odruchowo chciała odmówić bo wyjście z teściową do sklepu to przepis na serię uszczypliwości ale przypomniała sobie, jak zwykle targa te siaty sama, i wzruszyła ramionami:

Może być, odparła bez większego entuzjazmu.

No to jazda! Przebieraj się szybciej, bo ciemno się zrobi zanim skończymy mrugnęła Wanda, a potem dorzuciła ironicznie: Patrz, ile czasu czekam, zdążyłam się wyspać, nasza Zosia Samosia.

Magda nic nie odpowiedziała. Miała nadzieję, że teściowa szybko się znudzi i pójdzie do siebie. Ale dziś z początku lekko mdliło ją z nerwów, kłócić się więc też nie miała ochoty.

No to gdzie jedziemy?

Magda wymieniła nazwy dwóch sklepów, a Wanda odpaliła swoją terenówkę. Oczywiście nie musiała nigdzie jeździć, ale w pustym mieszkaniu czekałyby na nią tylko cisza i czterolistne doniczki. Jakby nie patrzeć, mąż zmarł kilka lat temu, więc obecność syna i synowej łagodziła jakoś pustkę. Choć Wanda doskonale umiała udawać oziębłość.

Słuchaj, Madziu, po co ty kupujesz takie świństwa? rzuciła kontrolnie Wanda, zerkając na tanie produkty w koszyku Magdy.

Na razie na coś lepszego nas nie stać, westchnęła dziewczyna z godnością. Pewnie pani pamięta o naszych długach?

Wanda wzruszyła ramionami. W sumie nie pamiętała a choćby nawet, to nie przywiązywała do tego większej wagi.

A może wyskoczymy do kawiarni? Ja stawiam!

Niby niewinnie się uśmiechnęła, ale nagle zauważyła, że Magda traci równowagę i bliska jest omdlenia. Na szczęście szybko wsadziła ją do samochodu i zarzuciła butelką wody. Magda zaczęła powoli wracać do siebie.

Wszystko dobrze? Co się stało?!

Dziewczyna machnęła ręką, ocierając policzki:

Nic wielkiego, po prostu się trochę zmęczyłam, może za bardzo się denerwuję ostatnio…

Wanda pokiwała głową, zastanowiła się chwilę, ale póki co zachowała swoje przemyślenia dla siebie.

Wracamy do domu, koniec zakupów na dziś!

Ale ja jeszcze chciałam pójść do innego sklepu pisnęła cicho Magda.

Ale Wanda już jej nie słuchała. Szybko zawiozła ją pod blok, sama wzięła wszystkie siatki, nie pozwalając Magdzie się ruszać.

Idź, nie przeszkadzaj, i tak lepiej się do czegoś przydam mruknęła.

W mieszkaniu Magda odżyła. Rozpakowywała zakupy, zaczęła pichcić obiad, a potem musiała jeszcze dorzucić kilka maili w pracy.

Magda, ty często tak mdlejesz?

Słucham? A, w sklepie? Zdarza się, czasem…

Wanda spojrzała wieloznacznie, rozsiadła się za stołem i westchnęła:

Ja tak miałam z Pawłem, jak byłam w ciąży. Mdłości, zawroty głowy…

Co też pani mówi! Nie jestem w ciąży! Teraz dzieci nam niepotrzebne. Najpierw musimy oddać długi! Dziecko to kolejne wydatki!

Tym razem Wanda spoważniała:

Dziecko to nie wydatek, tylko dar.

Lepiej nie, naprawdę nam niepotrzebny taki dar mruknęła Magda. Teraz o tym nie myślimy…

Jak już jest, to niewiele z tym zrobicie.

Magda zrobiła nerwową minę i wybuchnęła ostro:

Pani Wando, ja naprawdę nie jestem w ciąży! Proszę nie wymyślać!

Ty na mnie nie krzycz! Najlepiej zrób test i będzie jasność, zamiast się pieklić.

Pani przyszła tylko po to, żeby mi nastrój zepsuć?

Magda, ja cię do sklepu zawiozłam, jeszcze ratowałam przed omdleniem! Zamiast się spinać, pogadaj z Pawłem, co i jak.

Trzeba harować dalej, mruknęła dziewczyna.

Wanda ciężko westchnęła. Zwykle spokojna Magda robiła się dzisiaj jakaś nieznośna. I wtedy Wandę olśniło: to pewnie hormony znaczy ciąża na sto procent! Ale na razie postanowiła odpuścić i już w głowie planowała spacery z wózkiem.

Skąd ta twoja radość na gębie? zerknęła Magda podejrzliwie.

A jakbyś chciała nazwać chłopca? A dziewczynkę?

Magda aż zaniemówiła, po czym rozpaliła się gniewem:

Nie jestem w ciąży! Proszę, przestań zadawać głupie pytania! Lepiej wróć już do siebie, jeśli nie masz co robić!

Dobrze, już idę… uśmiechnęła się Wanda. Ale pamiętaj, wnukom pomogę jak trzeba!

Magda westchnęła, odetchnęła z ulgą i zamknęła drzwi, aż klucz brzęknął w zamku.

Potem poszła do łazienki. Nie chciała dziecka. Bała się, że sobie nie poradzi, bała się bólu, odpowiedzialności i tego wszystkiego, co się z tym wiąże. Ale życie jest przewrotne…

Wyciągnęła test ciążowy, kupiony kilka miesięcy temu na wszelki wypadek, który nigdy dotąd nie zadziałał. Tym razem test się przydał, i Magda ledwo wytrzymała minuty niepewności. Po chwili spojrzała dwie wyraźne kreski, jak wół. O pracy zapomniała natychmiast. Akurat miała zrobić raport, ale ważniejsze było teraz, co się w niej działo.

Wieczorem praktycznie przy drzwiach podała mężowi pasek papierka.

Co to? Paweł patrzył na nią podejrzliwie.

E… jestem w ciąży wyszeptała Magda.

Oboje nie byli przygotowani na taką wiadomość, ale Paweł nieśmiało się uśmiechnął:

Serio? Będziemy mieć dziecko?

Tak! Magda pokiwała głową, cała w emocjach. Co teraz?

Paweł zamyślił się na chwilę, po czym pogładził żonę po brzuchu:

Wymyślimy imię dla malucha!

A co z pracą, długami?

Magda, ogarniemy! Mama pomoże przy dziecku. Uwielbia maluchy!

Paweł zaczynał już powoli łapać, co się święci, usadził żonę na kanapie. A Magda nagle się rozpłakała:

Paweł, boję się. Ludzie mówią, że poród to straszny ból! Jak ja utrzymam tego malu…
Czy go nie upuszczę? Albo źle przewinę?

Daj spokój, Paweł przytulił ją czule będę z tobą, razem damy radę.

Magda uspokajała się powoli w jego ramionach, a potem, już dużo spokojniejsza, sama zadzwoniła do Wandy z wiadomością. Czuła, że teściowa bardzo się ucieszy. I nie pomyliła się…

Oceń artykuł
Newskey24
Ona się nie pomyliła