To przecież mama!

To przecież mama

Jaki niedopłacony rachunek? Nie, musi być jakieś nieporozumienie, my nie mamy żadnych kredytów… Tak, Dudkowie, nasz adres, ale… Ile? To niemożliwe. Na kogo wzięty kredyt? dopytywała się Zofia.

Na Andrzeja Wojciecha Dudka usłyszała w odpowiedzi.

Tak, to mój mąż, ale jak? I po co on to zrobił? była zupełnie zdezorientowana.

Przykro mi, głos rozmówcy złagodniał, Ale zasady mamy jedne: termin minął, dziś przypomnienie, potem zastosujemy inne środki.

Nie pamiętała potem nawet, jak przeszła do pokoju i znalazła się przed komputerem szok był zbyt wielki. Trzeba było najpierw dojść do tego, skąd taki dług się wziął.

Karty kredytowej nigdy u męża nie widziała, więc pieniądze musiały być wydane poza rodziną. Co tu się dzieje? O pracy nie mogła zapomnieć, bo myśli krążyły wyłącznie wokół tej dziwnej rozmowy. Zofia z niecierpliwością czekała na powrót Andrzeja:

Dla kogo te pieniądze? Kto cię poprosił o kredyt?!

Nie zdążyłem, już zdążyli zadzwonić, burknął z irytacją. Dostrzegając, że się wygadał, napadł na żonę: No co się tak gapisz? Mamie, dla mamy. Poprosiła o pomoc, sama mieszka…

Ale na co jej taka suma? My przecież wydajemy mniej, choć oboje pracujemy?

Na wypoczynek, wszystko jasne?

Gdzie się wybiera? Do Egiptu? Do Grecji?

Mama mnie samodzielnie wychowywała, ma prawo. Od ciebie się tego nie spodziewałem…

Naburmuszony Andrzej przeszedł do pokoju, ciężko opadł w fotelu i odwrócił się do ściany. Tak robił zawsze, by wywrzeć presję na żonę. Ale tym razem teatrzyk obrażone dziecko nie przyniósł zamierzonego skutku.

Zofia po prostu nic nie powiedziała. Teściowa była przez wiele lat obecna w ich życiu, aż za bardzo jak na jej gust. Henryka Dudkowa uwielbiała rozkazywać. Zaczęła już od pierwszego spotkania z wybranką syna. Zobaczywszy kolczyki w uszach Zofii, zaraz zapytała z zachwytem, czy to prawdziwe kamienie, czy tylko podróbka?

Gdy się dowiedziała, że Zofia nie nosi sztucznej biżuterii, zaczęła gderać:

I po co na to takie pieniądze wydawać? Lepiej byłoby coś praktycznego do domu kupić…

To prezent, odpowiedziała urażona Zofia.

A, prezent… No dobrze, od razu się uspokoiła przyszła teściowa.

Tydzień później Andrzej nieśmiało poprosił, by nie zakładała tych kolczyków, kiedy będą szli do mamy. Podobno bardzo to ją boli, bo sama takich nie ma, a syn nie może jej kupić podobnych.

Już wtedy Zofia poczuła, że coś tu jest nie tak. Ale zakochana postanowiła zignorować złe przeczucia. Potem była ślub. Henryka lśniła piękny strój, wspaniały prezent. Dopiero miesiąc później Zofia dowiedziała się przypadkiem, że wszystko kupił Andrzej. Gdyby nie to, matka groziła, że nie przyjdzie na wesele.

A potem się zaczęło: raz telewizor, jak u sąsiadki, raz nowy suszarka do włosów, bo siostra taką ma, raz kosmetyczka, jeszcze zabieg tu, jeszcze tam i wszystko na już”. W przeciwnym razie Henryka naraz zaczynała płakać, skarżyć się na zdrowie, że tak bardzo tego potrzebuje, a syn od razu leciał spełniać jej życzenia:

Przecież to mama… Jak nie pomóc!

Ale teraz miał też własną rodzinę. I co ciekawe właśnie na jej utrzymanie zawsze brakowało pieniędzy. Zofia się dziwiła: jak to, przecież oboje dobrze zarabiają? Ale Andrzej tylko rozkładał ręce:

Chyba jeszcze nie umiesz, Zośka, dobrze gospodarzyć domowym budżetem. Może byś się od mojej mamy nauczyła…

Zofia nie chciała jednak uczyć się od teściowej od początku ich relacja nie była najlepsza. Tacy ludzie wzbudzali w niej zbyt znajome niepokoje widziała już kiedyś podobne mamusiowe zachowania i wolała trzymać się od tego z daleka.

I w końcu ta kropla, która przelała czarę: mama zażyczyła sobie opłacenia drogich wakacji. Kwota, jaką Andrzej wziął na to w kredycie, zwaliła Zofię z nóg. Za tę sumę mogłaby spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, kupić porządną meblościankę i nowy sprzęt AGD, a jeszcze wystarczyłoby na kolację w najlepszej restauracji w Krakowie.

Wyglądało na to, że Andrzej nie zamierza zmieniać swojego podejścia: wszystko dla mamy, zawsze. Zofia jeszcze gotowa byłaby zrozumieć sama dla swojej matki zrobiłaby wiele. Ale wydanie takiej sumy, nawet nie mówiąc jej słowa to było już za wiele. A gdyby coś się stało? Kto by został z tym kredytem? Ona! Henryka jak zwykle byłaby niewinna.

Zrozumiała, że czas poważnie porozmawiać z mężem. Niech wybierze, kto jest dla niego ważniejszy. Albo chociaż niech powie matce, żeby trochę zmniejszyła swoje oczekiwania. Ale rozmowa nie wyszła: Andrzej się wściekł, oskarżając Zofię o brak serca i materializm:

Spłaciłem już tamten dług, zapłacę wszystko, a ty tylko narzekasz! Ile można! Tak, mama nie chce tanich ośrodków, musi być wszystko na najwyższym poziomie. Należy jej się! Dała mi życie, wszystko poświęciła! A ja nie mogę jej zapłacić za urlop?

Tylko że jej zachcianki są poza naszym zasięgiem. Może warto jej to wytłumaczyć?

Lepiej ja ci wytłumaczę: mama to świętość…

Zofia już wiedziała Andrzej nie miał zamiaru niczego zmieniać. To, że matka jest zazdrosna o syna, też widziała: codziennie dzwoniła, błagała, żeby do niej wpadł, bo tęskni… I Andrzej rzucał wszystko i jechał na drugi koniec Krakowa, bo przecież mama prosi!

Po wczorajszej kłótni wyszli z domu do pracy bez słowa. Zbliżała się pora obiadu, gdy Zofia zaczęła się czuć źle.

Zaniepokojone koleżanki wymogły na niej wizytę u lekarza. Tam dowiedziała się, że jest w ciąży. Chciała podzielić się tą wiadomością z przyszłym ojcem, mając nadzieję, że to dobry moment, by wspólnie zastanowić się nad budżetem.

Niestety, przedwcześnie się ucieszyła. Andrzej jęknął, że się tego nie spodziewał. Błagał ją o czas i sugerował, by jednak zrezygnować z dziecka. Zaraz potem zaczęła do niej dzwonić teściowa. Tylko zamiast prosić, jak syn, Henryka Dudkowa nakazała:

Nie zamierzam być żadną babcią! Co ty sobie myślisz? Chcesz sobie przywiązać Andrzeja dzieckiem? Nic z tego, on i tak odejdzie, nie zatrzymasz go…

Dokąd odejdzie? Skąd ten pomysł?

Daj spokój, ja matka, wiem doskonale. Już dawno szuka nowej żony, byle dalej od takiej jak ty. Zrób, co mówi, i tak na alimenty nie masz co liczyć.

Zofia poczuła, jak świat staje się ciemny. Ocknęła się już w szpitalu.

Zośka, nareszcie się budzisz, usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła przy sobie pielęgniarkę sąsiadkę swojej teściowej.

Pani Anno, wymamrotała słabo, Nie wiedziałam, że tu pracuje Pani…

I lepiej, żebyś nie musiała się dowiadywać, uśmiechnęła się kobieta. Było już bardzo źle, baliśmy się o was oboje, ciebie i dziecko.

Co?

Spokojnie, już po wszystkim. Ale powiedz mi szczerze, co cię tak dobiło?

Po wysłuchaniu opowieści Anna skrzywiła się i udzieliła jej rady:

Odpuść sobie tę rodzinę, Andrzeja nie zmienisz, a jego mama zawsze będzie wykańczać każdą jego wybrankę. Jest przekonana, że syn zawdzięcza jej wszystko. Męża sama zagoniła do grobu swoimi wymaganiami. Syn jest taki sam, mamę zawsze przedłoży nad ciebie.

Ale przecież się ożenił…

Szczerze? Nie wiem, jak się na to odważył. Wiele dziewczyn uciekało od niego po pierwszej wizycie u Henryki! Przemyśl to, Zośka. A co Andrzej myśli o ojcostwie?

Gdy usłyszała odpowiedź, Anna mruknęła coś niepochlebnego pod adresem synalka. Jakby powiedziała magiczne zaklęcie Zofia poczuła jasność w głowie. Postanowiła, że poradzi sobie sama. Andrzej, nieświadom, już dokonał wyboru.

Gdy tylko wróciła do pracy, złożyła pozew o rozwód. Andrzej nie próbował nawet powstrzymać jej decyzji. I o tym, że dziecko udało się uratować, również mu nie powiedziała.

… Od tego czasu minął już rok. Zofia z córeczką spacerowały po parku nieopodal bloku.

Proszę, kogo ja widzę! rozległ się znany głos, Czemu nie pozwalasz mi widywać się z wnuczką?

Bo to nie jest Pańska wnuczka, spokojnie odpowiedziała Zofia. Tamto dziecko… Tak jak Pani i Andrzej radziliście nie przyszło na świat. A ta dziewczynka to tylko moja córka. I swoją babcię już ma.

Jak ty możesz…

Jak najbardziej mogę. Tak zależy ci na statusie babci? Niech Pani syn znajdzie sobie odpowiednią kandydatkę.

Zofia odchodziła z uśmiechem na ustach, nie słuchając wyzwisk padających za jej plecami. Wiedziała, że zostawiła w przeszłości uzależnionego od matki męża i teściową, która dawno straciła umiar. Bardziej prawidłowej decyzji nie mogła podjąć.

Oceń artykuł
Newskey24
To przecież mama!