Dobrze się urządziła

Haniu, pamiętasz, że w niedzielę idziemy na urodziny do mamy? zapytał mnie rano Krzysiek, podczas śniadania.

Pewnie, że pamiętam… Tylko tego by jeszcze brakowało. Przecież przez ostatni tydzień tyle razy mi o tym przypominałeś, a teściowa to już chyba ze cztery razy zadzwoniła… Tego się nie da zapomnieć… tak przeleciało mi przez myśl, ale tylko się lekko uśmiechnąłem.

Pamiętam, Krzysiu, pamiętam… odpowiedziałem z cichym westchnieniem. Ostatnio spotkanie z teściową było dla mnie prawdziwą udręką. Pani Stanisława zawsze miała niezadowoloną minę. I zupełnie nie rozumiałem, o co jej chodzi. Synka kocham, dzieci dałam, w domu ogarniam wszystko. Ale jak widać, każdemu nie dogodzisz…

…Poznaliśmy się z Krzysiem bardzo zwyczajnie i nowocześnie przez internet. W jakiejś grupie o zdrowym odżywianiu na Facebooku. Ja zamawiałem sobie tam witaminy, on batony białkowe. Zaczęliśmy rozmawiać o głupstwach, potem przenieśliśmy się na prywatną wiadomość. Dawał mi serduszka pod zdjęciami i tak się zaczęło… Nasza przyjaźń przerodziła się szybko w coś więcej. Ślub wzięliśmy po siedmiu miesiącach.

Haniu, będę świetnym tatą! Serio. Chciałbym dużą rodzinę. Czwórka dzieci, po równo dwóch chłopaków, dwie dziewczyny. Bo jedno dziecko to niedobrze, wyrośnie na egoistę. Grupa rodzeństwa wtedy jest raźniej i wszyscy lepiej się rozwijają.
Przestań… uśmiechnąłem się. Ty jesteś jedynakiem i na żadnego egoistę mi nie wyglądasz.
Ja jestem wyjątkiem, kochanie puścił oko i pocałował mnie w policzek.

Kiedy pierwszy raz spotkałem jego mamę Stanisławę powitała mnie twardym wzrokiem nauczycielki, z brwiami mocno podkreślonymi ciemną kredką. Przy obiedzie dopytywała o rodzinę i studia. Gdy wyszło na jaw, że nie jestem warszawianką, tylko studentką z wielodzietnej rodziny z Białegostoku, gdzie wychowywała mnie sama mama w dwupokojowym mieszkaniu na Wysokim Stoczku, teściowa się wyraźnie skrzywiła i przez resztę spotkania głównie grzebała w zupie.

Wesele zrobiliśmy porządne, w znanej restauracji. Cała moja rodzina z Białegostoku przyjechała mama, dwie siostry, trzech braci. Wszyscy młodzi, weseli, żywe srebra. Impreza była doskonała. Z Krzyśkiem byliśmy tacy szczęśliwi, że nie odstępowaliśmy się na krok jak dwa gołąbki.

Po dwóch miesiącach ogłosiliśmy rodzinie, że spodziewamy się dziecka. Krzysiek skakał ze szczęścia. Moje rodzeństwo złożyło nam tysiąc gratulacji, a mama się popłakała z radości, gdy zadzwoniliśmy z tą wiadomością. Teściowa Stanisława natomiast tylko westchnęła i zacisnęła już i tak wąskie usta.

Co wy się tak śpieszycie z tymi dziećmi? Żyjecie jeszcze dla siebie, zabawcie się. A rodzice z was żadne, jeszcze sami dzieciaki kręciła głową.
Mamusiu, ty przecież niedługo zostaniesz babcią, jakie to szczęście! rozpromienił się Krzysiek i porwał swoją mamę do tańca po pokoju. Ta tylko się odsunęła, zła.

Na świecie pojawiła się nasza córeczka – malutka, zdrowa Marysia, która jest wykapana ja. Krzysiek odchodził od zmysłów ze szczęścia. A ja zanurzyłam się w rodzicielstwo i przygotowywanie domu dla naszej rodziny. Krzysiek dobrze zarabiał i mógłbym korzystać z pomocy niani czy gosposi, ale uparłem się, że chcę sam wszystko ogarnąć. Byłem świetnym tatą i dobrym gospodarzem. Mąż pomagał na tyle, ile się dało: wychodził z Marysią na spacery, karmił, przewijał.

Na pierwsze urodziny Marysi dokładnie tego dnia dowiedzieliśmy się, że znów będziemy rodzicami. Krzysiek marzył o synu. I udało się. Po dziewięciu miesiącach powitaliśmy na świecie Jasia.

Zrobiło się ciężko trochę ze wszystkim, więc zatrudniliśmy gosposię, żebym mógł więcej czasu spędzać z dziećmi. Czułam spełnienie, wszystko było w porządku: mąż mnie kocha, dzieci zdrowe, niczego nam nie brakuje. Ale jak to w życiu, zawsze znajdzie się coś, co popsuje radość. U nas tym czymś była teściowa, Stanisława.

Krzysiu, powiedz mi, czemu twoja mama mnie tak nie lubi? Mam wrażenie, że własnych wnuków nawet nie za bardzo przytula. O co tu chodzi? zapytałem pewnego wieczoru.
Haniu, nie przejmuj się. Mama to skomplikowany człowiek, zawsze miała ciężki charakter. Ma swój świat, do którego my chyba mało pasujemy objął mnie i pocałował w czoło. Najważniejsze, że ja cię bardzo kocham

Dzieci rosły, biznes Krzyśka się kręcił, wszystko dobrze się układało. Cieszyłem się, że kiedyś zgodziłem się na tę pierwszą randkę z nieznajomym z internetu… Teraz był moim mężem, najlepszym przyjacielem.

Kiedyś zostawiliśmy dzieci pod opieką niani i poszliśmy do teatru, bo bardzo lubiłem spektakle. Ledwo się wygodnie rozsiadłem, nagle poczułem się źle

Krzysiek, jakoś mi niedobrze Chyba ten sałatka w kawiarni Miał dziwny zapach
Próbowałem się uspokoić, piłem wodę, głęboko oddychałem, ale było jeszcze gorzej. Z żalem wyszliśmy z teatru i wróciliśmy do domu. Położyłem się i po pół godzinie przeszło. W końcu postanowiłem zrobić test ciążowy Tak na wszelki wypadek. Dwie kreseczki pozytywny!

Hania! Ale się cieszę! Trójka! Troje wspaniałych dzieci, jak zawsze marzyłem! Krzysiek aż podskoczył z radości.
No pewnie, trójka to dobrze, tylko może trochę za szybko? Jaś i Marysia jeszcze tacy mali odpowiedziałem niepewnie.
Haniu, damy radę! To nasze dzieci! No, a matka to dopiero się ucieszy. Powiemy jej na urodziny, będzie niespodzianka!

Eeee, nie sądzę, żeby to była dobra wiadomość dla teściowej. Już na nas krzywo patrzy, a teraz to dopiero się wścieknie. Pewnie powie, że mnożymy się jak króliki albo coś gorszego… pomyślałem, ale nic nie powiedziałem, tylko kiwnąłem głową z uśmiechem. Co ma być, to będzie.

W słoneczną niedzielę pojechaliśmy całą rodziną do teściowej na imieniny. Po drodze kupiliśmy kwiaty i tort. Spóźniliśmy się pół godziny.

Pani Stanisława przywitała nas w progu roześmiana, pachnąca francuskimi perfumami. Wycałowała Krzyśka, mnie, wnuki i zaprosiła do stołu.

Wszyscy już siedzieli, jedli i byli lekko rozweseleni. Na wejściu zmusili nas do wypicia karniaka i wzniesienia toastu za solenizantkę. Krzysiek wstał, wziął kieliszek i zaśmiał się:

Kochana mamusiu i babciu! Życzymy ci zdrowia, szczęścia i wszystkiego, co najlepsze! My, twoje dzieci, postaramy się, by tego nie brakowało. A teraz prezent-niespodzianka! powiedział, wręczając jej pudełeczko z piękną, złotą bransoletką z diamentami, a do tego kopertę. Ucałował ją, obserwował jej twarz.

Stanisława pieszczotliwie pogładziła pudełko, otworzyła, obejrzała i odłożyła na stół. Potem z ciekawością spojrzała do koperty. Wyjęła kartkę z testem ciążowym i nagle jej mina zrzedła. Z taką pogardą, jakby wypadła jej żaba, rzuciła test na podłogę i odwróciła się do mnie.

To twój prezent, tak? Nic innego chyba nie potrafisz dać! Poza rodzeniem dzieci jak kotka do niczego się nie nadajesz! Nie masz już dość tego brzucha? To jest po prostu dramat… Ale dobrze się ustawiłaś tylko siedzisz, rodzić kolejne a mój syn haruje jak wół, całą tę bandę utrzymuje. Gosposia jest, niania jest… Jak pijawka, naprawdę syknęła przez zęby złością Stanisława.
Zapadła ciężka cisza. Wszyscy nagle przestali rozmawiać, udając, że zajmują się schabowym.

Krzysiek nagle zrobił się biały jak ściana, a jego usta drżały w nerwach. Odwrócił się powoli do matki.

Co ty wygadujesz, mamo? Ja Ja nie wierzę, że to słyszę od ciebie. Myślałem, że mnie kochasz, swojego syna. A ty ty kochasz tylko siebie…

Wstał od stołu, zaraz za nim ja ledwo powstrzymując łzy. Szybko ubraliśmy dzieci i wyszliśmy, a Stanisława nawet nie spojrzała w naszą stronę, a goście tylko wykręcali się od jakichkolwiek słów.

W samochodzie popłakałem się. Cicho, żeby nie wystraszyć dzieci. Łzy leciały mi ciurkiem po policzkach. Krzysiek tylko wzdychał, patrząc na mnie z bólem. Widać było, jak mocno go to wszystko ruszyło.

Po powrocie do domu cały wieczór spędziliśmy w ciszy. Jak już dzieci poszły spać, usiedliśmy w kuchni przy herbacie.

Wiesz, Haniu, długo myślałem o tym wszystkim. Doszedłem do jednego wniosku ty niczemu nie jesteś winna. Popatrzyłem na niego zdziwiona. Serio. Gdybyś była Jolka, Basia czy Zosia, to i tak by coś znalazła. Najpierw dzieci, potem rosół, potem podłogi. Ona po prostu mnie zazdrości powiedział cicho. Całe życie wychowywała mnie sama, ojciec nas zostawił, kombinował nawet, by alimentów nie płacić. Pracowała jak wół, by mnie utrzymać i wychować. A tu nagle ty masz wszystko na tacy. Ja przy tobie, dom pełen dzieci i szczęścia. Ona nie umie znieść czyjegoś szczęścia, nawet syna. I jeszcze jedno postaraj się wybaczyć jej w duchu, bądź ponad to… Wybacz i tyle.

Siedzieliśmy długo przy kuchennym stole, przytuleni w półmroku. Krzysiek myślał, że wcale nie zna własnej matki, i było mu wstyd… Ja wiedziałem, że wybaczę jego mamie, ale spotykać jej nie mam na razie siły. Czas pokaże, co będzie dalej.

Każde z nas miało swoje myśli i żale, ale jedno nas łączyło nasza miłość i nasze dzieci. I to jest najważniejsze. Zrozumiałem wtedy, że najważniejsze w życiu to być dla siebie nawzajem wsparciem nawet jeśli świat wokół bywa niesprawiedliwy.

Oceń artykuł
Newskey24
Dobrze się urządziła