Ona się nie myliła
Kiedy kończyłem sprzątać, w mieszkaniu zadzwonił dzwonek. Szybko umyłem ręce i poszedłem otworzyć drzwi. Na progu stała moja teściowa, Jadwiga Zawadzka. Uśmiechnęła się do mnie nieco ironicznie, przynajmniej tak mi się wydawało, i weszła do środka.
Dzień dobry, co panią sprowadza? oprzytomniałem i zapytałem.
Tak po prostu wpadłam z wizytą stwierdziła, nawet nie uznając za stosowne się przywitać.
Ale przecież mam teraz coś do zrobienia! Dlaczego pani nie uprzedziła? Co to za zwyczaj wpadać jak śnieg w grudniu?
Jadwiga Zawadzka uśmiechnęła się kąśliwie:
To muszę mieć twoje pozwolenie, żeby wejść do SWOJEGO mieszkania? Serio?
Poczerwieniałem na to przypomnienie, że mieszkaliśmy tu z żoną w zasadzie na jej łasce. Jadwiga zgodziła się przygarnąć swojego syna i synową na określonych warunkach i czasem straszyła, że nas wyrzuci.
Stało się tak, że Dominik narobił długów i teraz oboje z Martą ciężko pracowaliśmy, żeby je pospłacać. Na wynajem zwyczajnie nie było nas stać, a Jadwiga Zawadzka litościwie ulokowała nas u siebie. Miała dwa mieszkania w jednym mieszkała, drugie zwykle wynajmowała. Nas przyjęła za darmo, póki nie uporamy się z długami. Płaciliśmy tylko rachunki.
Jak wam się wiedzie? zapytała teściowa. Weszła do kuchni, bezceremonialnie wyjęła sobie kubek z szafki.
W porządku mruknąłem, kończąc sprzątanie i przechodząc do pokoju, gdzie już rozsiadła się Jadwiga.
Jadwiga zmierzyła mnie surowym wzrokiem. Widać było, że nie podoba jej się, że moja żona, Marta, wygląda dziś jakoś blado. Nigdy specjalnie mnie nie lubiła, ale szanowała wybór Dominika. Nieraz drwiła ze mnie, czasem wprost.
Coś nie tak? Wyglądasz na wykończonego.
Wszystko w porządku powtórzyłem nieco obojętnie.
Tylko tyle umiesz powiedzieć wszystko w porządku? Nie masz innych słów?
Odparłem wzruszeniem ramion, bo naprawdę nie miałem sił na rozmowy. Jednak nie zamierzałem się przed teściową skarżyć.
Co dziś zamierzasz robić? dopytywała dalej.
W sumie nie wiem, pewnie pójdę do sklepu, parę drobiazgów kupić, potem muszę popracować.
Jadwiga wiedziała, że Marta moja żona pracuje jako księgowa z domu. Temat umarł, a w mieszkaniu zrobiło się cicho. Jedynie teściowej się nudziło.
A może cię zawiozę? Mam samochód, podjadę pod sklepy. I tak nie mam co ze sobą zrobić.
Początkowo chciałem odmówić zakupy z teściową to zazwyczaj okazja do złośliwych komentarzy ale na myśl, że będę sam ciągnął siaty po drodze do domu, zgodziłem się niechętnie.
To chyba dobry pomysł.
No to się zbieraj! Przestań tak tu nudzić!
Ubrałem się szybko, a Jadwiga nie omieszkała sobie mnie podroczyć:
No popatrz, ile musiałam czekać! Człowiek by zdążył się wyspać, taki z ciebie ślimak.
Nie odezwałem się. Już od samego rana czułem się nieswojo, a wdawać się w sprzeczki zupełnie mi się nie chciało.
To dokąd jedziemy?
Podałem nazwy sklepów, a Jadwiga ruszyła samochodem. Prawdę mówiąc, jej samej nie było potrzebne nic ze sklepu, ale widocznie nie chciało jej się wracać do pustego mieszkania. Męża już dawno pożegnała, a Dominik i Marta choć nieświadomie, wypełniali jej samotne dni. Umiała dobrze ukrywać swoje uczucia.
No, ale po co bierzesz takie to coś? rzuciła z niesmakiem na tanie produkty trzymane w rękach mojej żony.
Dopóki nie spłacimy długu, nie możemy sobie pozwolić na nic lepszego odpowiedziałem z godnością. Chyba pani wie, że jesteśmy zadłużeni.
Jadwiga wzruszyła ramionami wyraźnie nie pamiętała lub nie chciała pamiętać o sytuacji finansowej syna.
Może pójdziemy jeszcze na kawę? Ja stawiam.
Ledwo to powiedziała, a Marta zaczęła niemal tracić przytomność i osuwać się w dół. Szczęśliwie byliśmy już obok auta, więc Jadwiga szybko posadziła żonę na siedzeniu.
Co się dzieje? Obudź się, Marto No weź
Teściowa ochlapała ją wodą z butelki, poklepała po twarzy, aż w końcu żona oprzytomniała.
Wszystko w porządku? spytała, wyraźnie zaniepokojona.
Marta machnęła ręką, wytarła policzki i odpowiedziała:
Zamęczona jestem, może też zestresowana.
Jadwiga pokręciła głową. Domyśliła się, o co może chodzić, ale nie powiedziała tego na głos.
Wracamy do domu!
Jeszcze potrzebuję do sklepu do innego protestowała cicho Marta.
Jednak teściowa nie zamierzała słuchać. Szybko zawiozła nas pod blok i wysiadła. Marta doszła już do siebie, sama szła do mieszkania, a Jadwiga wzięła zakupy nie pozwalając mi pomóc.
Idź, nie przeszkadzaj, sama sobie poradzę mruknęła.
W domu Marta poczuła się znów lepiej i rzuciła się w wir zajęć trzeba było rozpakować zakupy, dokończyć obiad, a potem usiąść do pracy.
Często ci się to zdarza? spytała teściowa, gdy już usiadła przy stole.
Co? Omdlenie? Czasem, nic wielkiego.
Jadwiga wymownie się uśmiechnęła:
Miałam tak samo, gdy byłam w ciąży z Dominikiem. Mdłości, zawroty głowy.
Boże, co pani mówi?! Ja w ciąży na pewno nie jestem! Teraz nam zdecydowanie nie można dzieci! Musimy pracować, spłacać długi. A dziecko to dodatkowe wydatki.
Nieoczekiwanie Jadwiga spoważniała:
Dziecko to nie wydatek, ale dar.
Darów na razie nam nie trzeba mruknąłem pod nosem. Teraz to nie czas.
A jak już JEST w drodze, to i tak nic nie poradzisz.
Nerwowo wciągnąłem powietrze:
Pani Jadwigo, nie jestem w ciąży! Niech się pani nie nakręca!
Nie podnoś na mnie głosu! Jeśli się boisz, to zrób test, zamiast na mnie wyżywać.
Po co pani przyszła? Tylko żeby mi tu suszyć głowę?
A kto ci pomógł w sklepie i kto doniósł cię do domu, jak zrobiło ci się słabo? Zamiast się irytować, porozmawiaj z Dominikiem, co robić dalej.
Chyba nadal będziemy pracować odburknąłem.
Jadwiga westchnęła ciężko. Nie podobało jej się, że Marta zwykle spokojna odpowiada dziś tak szorstko. W jej głowie już układały się plany zabaw z wnukiem i była niemal pewna, że się nie myli.
A czemu się tak uśmiechasz?
Jak byście nazwali syna? A jak córkę?
Zamurowało mnie, a potem poczułem złość.
NIE jestem w ciąży! Naprawdę TERAZ nam nie wolno o tym myśleć! Jak pani nie ma co robić, proszę wrócić do siebie!
Już idę uśmiechnęła się Jadwiga i dodała: Ale pamiętaj, pomogę z wnukiem, jeśli co.
Nie odpowiedziałem. Tylko prychnąłem i pokręciłem głową.
Kiedy teściowa wyszła, Marta od razu poszła do apteczki. Ona nie chciała dziecka, ale zrozumiała, że życie zaskakuje. Po prostu nie chciała przyznać racji teściowej. Bała się.
Bała się wszystkiego. Porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie wyobrażała sobie siebie w roli matki, bała się, że nie podoła.
Z apteczki wyjąłem test ciążowy. Marta kupiła go dawno temu, na wszelki wypadek, który nigdy nie nastąpił. Teraz jednak okazał się przydatny.
Czekałem te kilka minut, potem spojrzałem na papierek dwie wyraźne kreski. Praca zeszła na drugi plan. Wiedziałem, że czeka na mnie rozliczenie, ale dziś liczyło się tylko to, co działo się w naszym życiu.
Wieczorem niemal od progu podałem Dominikowi ten niewielki, ale jakże ważny papierek.
Co to? Dominik popatrzył na mnie zdziwiony.
To… będziemy mieli dziecko wyszeptałem.
Nie byliśmy na to gotowi, oboje. Dominik niepewnie się uśmiechnął:
Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?
Tak! kiwnąłem nerwowo głową. Co teraz?
Dominik zamyślił się przez chwilę, a potem pogłaskał żonę po brzuchu.
Wymyślamy imię dla malucha!
A co z naszą pracą? Z długami?
Jakoś damy radę! Mama pomoże. Wie, że uwielbia dzieci!
Dominik, ogarniając nową sytuację, posadził Martę na kanapie. Marta zaczęła płakać:
Boję się, Dominik. Podobno poród strasznie boli. A jeśli nie umiem trzymać niemowlaka? Jeśli go upuszczę? Albo źle coś zrobię?
Cicho Dominik objął ją czule. Będę przy tobie. Razem damy radę.
Marta powoli uspokoiła się w jego ramionach, a potem zadzwoniła sama do Jadwigi, by przekazać radosną nowinę. Miała przeczucie, że teściowa bardzo się ucieszy. I nie pomyliła się…







