A więc znowu oddacie mnie do domu dziecka? Ciocia powiedziała, że pospieszyliście, wzięli mnie, bo nie wiedzieli, że wkrótce przyjdzie dziecko. A ja nie jestem ich
Stałem przy kuchence, smażyłem naleśniki. Niedługo miał przyjść mąż z pracy i cała rodzina zasiądzie przy kolacji.
Zauważyłem, że dziś Sławek bawi się w pokoju wyjątkowo cicho. Zwykle, gdy Anna, nasza żona, smaży jej ulubione naleśniki, syn podbiega, wpatruje się w nią i pyta:
Mamo, jeszcze jeden naleśnik?
Anna podaje mu kawałek, Sławek zdaje się najpierw najadać, a potem znów podchodzi, rozciągając każdy szczegół, i z rozkoszą pyta:
Mamo, a jeszcze?
Anna rozumie, że Sławek już najedzony, a po prostu chce powtarzać to ciepłe, cudowne słowo mama. Zanim to się stało, Anna odkładała łopatkę i naleśniki, podnosiła synka na ręce; nie był jeszcze ciężki, miał dopiero pięć lat. Mówiła: No więc, synku, chodźmy przywitać tatę po pracy.
I Sławek radośnie odpowiadał:
Tak, mamo, chodźmy przywitać tatę! w jego oczach błyszczało zachwycenie, bo nie znał jeszcze tych wspaniałych słów. Nie miał wcześniej ani mamy, ani taty, a teraz miał.
Teraz Sławek ma własny pokój i własne łóżko, a także sportową ściankę z huśtawkami kupił mu to tata! Do tego samochodziki, robot, klocki i mnóstwo innych zabawek, i wszystko to wyłącznie jego, Sławka, i nikt inny. Wieczorem mama czyta mu książki, gładzi po głowie i mówi, że go kocha. Sławek już prawie napełnił się tą miłością i prawie zapomniał, co było wcześniej.
Anna chciała przywołać synka, ale nagle poczuła w brzuchu kolejne kopnięcie.
Położyła rękę i dziewczynka jeszcze raz kopnęła.
Boże, Anna codziennie modli się za ten niespodziewany dar, żeby wszystko im było w porządku. Już wymyślili imię dla dziewczynki Michał powiedział, niech będzie Zosia. Tata ma babcię, którą nazywa się Katarzyna.
Mówiło się, że Anna nie może mieć własnych dzieci i że razem z Michałem Sławek trafił do domu dziecka, a po roku teraz ma w końcu przyjść mała córeczka!
Anna zamyśliła się i prawie zapomniała odwrócić naleśnik. Zawołała synka:
Sławku, synku, biegnij szybciej, czemu dziś taki cichy?
Lecz znów cisza, czy nie słyszy?
Anna wyłączyła kuchenkę i poszła do pokoju dziecka.
Zdziwiło ją, że nawet światło w pokoju było wyłączone. Gdzie jest Sławek?
Nagle w pokoju rozległ się szmer. Anna włączyła światło i zobaczyła Sławka, siedzącego na kanapie w kurtce i czapce. W ręku trzymał plecak, wypełniony swoimi ukochanymi samochodzikami.
Co robisz w ciemności? zdziwiła się Anna i weszła w żartobliwą rozmowę No wstawaj, rozebrać się, co zamierzasz? Wyruszasz w podróż? A chodź, zjemy twoje ulubione naleśniki ze śmietanką i słodkim mlekiem, dawaj, Sławku, po co taki jesteś?
Jednak Sławek nie uśmiechnął się, patrzył w jedną punkt, jakby dorosłymi oczami, a potem nagle zapytał:
Czy mogę wziąć te zabawki ze sobą? Bo ona nie potrzebuje samochodów?
Co to za słowa, Sławku, co się stało? Dokąd się wybierasz? Anna spuściła ręce. Czyżby była złą matką i Sławek nie odczuwał jej miłości? Może zazdrości, że wkrótce przyjdzie siostra? Dziwnie, bo wczoraj był taki radosny.
No to znowu oddacie mnie do domu dziecka? Ciocia powiedziała, że pospieszyliście, wzięli mnie, bo nie wiedzieliście, że dziecko się urodzi. A ja nie jestem ich
Oczy Sławka były mokre, ledwo trzymał się i patrzył na bok.
Sławku, synku, co to za ciocia? i wtedy Anna przypomniała sobie, że ostatnio spotkała sąsiadkę. Rzeczywiście, zaczęła mówić, że chwała Bogu, dziecko wkrótce przyjdzie, a potem spojrzała na Sławka i rzekła: Posprzątałyście się, Aniu, pospiesznie!
Jednak Anna była przekonana, że mały jeszcze nic nie pojął. Pożegnała się z nietaktowną sąsiadką, nie wdając się w kłótnię przy synu. A Sławek, jak się okazało, rozumiał wszystko.
Wtedy nagle pomyślał, że jest obcy, że sam jest samotny.
Anna szybko objęła chłopca, najpierw odrzucał ją, później przytulił się i zapłakał.
Synku, nie rozumiesz, ciocia nic nie wie, my z tatą bardzo cię kochamy i nikomu cię nie oddamy!
Anna zdjąła mu czapkę i kurtkę, a oni, przytuleni, siedzieli długo w milczeniu na kanapie.
Gdy urodziła się Zosia, Sławek i tata zostali sami w domu, a potem pojechali po mamę i małą siostrzyczkę.
Sławek bardzo się martwił, że może nie spodoba się siostrze.
Kiedy zobaczył, jaka jest malutka, roześmiał się łagodnie. Mamo, po co jej, takiej małej, bez starszego brata? Nauczę ją bawić się samochodzikami, będzie nam wesoło razem!
Teraz Sławek nie odchodzi od siostry, czeka, aż urośnie, a rodzice przeniosą Zosię do jego pokoju.
A póki co jest pierwszym asystentem mamy
Wieczorem mama zawołała go: Synku, Sławku, zebrałem Zosię, chodźmy szybciej przywitać tatę po pracy.
Sławek już ubrany stał w korytarzu gotowy: Mamo, przytrzymam drzwi, wyjdź z kołyską!
Zjechali windą, wyszli i nagle w klatce schodowej pojawiła się ta sama kobieta.
Sławek szedł mocniej za rękę Anny, jakby się trząsł.
Synku, pomóż cioci, wezwij windę, widzisz, ma ciężkie torby.
Dobrze, mamo! Sławek dumnie spojrzał na kobietę z torbami, przycisnął przycisk, wezwał windę i pobiegł nadążać mamę.
Jutro weekend, cała rodzina wybiera się do parku. Szkoda, że Zosia jest jeszcze mała, ale wkrótce urośnie i będą razem jeździć na karuzelach. A Sławek, jako starszy brat, mocno trzymałby siostrę, gdyby się bała. Bo są bratem i siostrą na zawsze!







