Ola, a te twoje zbędne kilogramy?

Jadwiga, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie odpuszczała matka Kacpra.
Według mnie nie mam zbędnych, a poza tym mój przyszły mąż je akceptuje. Nie wszyscy muszą być jak patyczki i cukierki. Jadwiga rzuciła żartobliwy rzut oka na Halinę i mamę Kacpra. Halina, rozgniewana taką bezczelnością, podniosła głos:
Mamo! Kupiłaś herbata na odchudzanie? A nasiona chia? Po co wsypałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież zbędne kilogramy! Kacper, znowu kupiłeś chleb drożdżowy? To niezdrowe! Trzeba pić rano trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda? to były typowe uwagi, które Kacper słyszał od dziecka.

Matka i starsza siostra Kacpra nieustannie martwiły się sylwetką. Halina miała już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała chudego, zgarbionego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Mama, Grażyna, była jak sztywna, prosta wykałaczka.

Kacperowi to męczyło, więc szukał towarzystwa ludzi pogodnych, z dobrym apetytem. Marzył, by przyszła żona różniła się od matki i siostry i taką znalazł!

Nazywała się Jadwiga. Same imię brzmiało miękko, przyjemnie i smakowicie, niczym aromatyczne ciastko. Nie była za szczupła, a przy 173cm ważyła 85kg.

Te kilogramy promieniowały zdrowiem i dobrym humorem. Wysokie piersi, wąska talia, kobiece kształty i dołeczki na pulchnych policzkach, które aż prosiły się o szczypanie. To wszystko wprowadziło Kacpra w niewyobrażalne zachwycenie, gdy tylko ją zobaczył.

Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku w Warszawie załatwiać sprawy. Halina wzięła talon i usiadła w odpowiednim fotelu, a on krążył po holu, czekając.

Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech, cichy, ale tak zaraźliwy, że Kacper nie mógł powstrzymać uśmiechu. Popędził w stronę dźwięku.

Śmiała się dziewczyna kasjerka, obsługująca starszego klienta. Ten opowiedział coś zabawnego, a ona znów roześmiała się. Kacper nie mógł oderwać od niej oczu.

Od włosów, które falowały po ramionach, po usta w małym uśmiechu. Do tego była w pełni siebie, co widać było gołym okiem.

Jechał z siostrą w samochodzie, słuchając jej monotonnego monologu, ale był gdzieś w innym miejscu nie przy Halinie, a w banku przy tej śmiejącej się dziewczynie.

Kacprze, słuchasz mnie? zapytała siostra z niezadowoleniem.
Oczywiście, Halino, słucham zmusił się, myśląc, o co jej chodzi.
No więc, mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka narzekała siostra o swoim nowym adoratorze. Kacper skinął współczująco, język przycisnął się do podniebienia, jakby myślał: ten łobuz.

Następnego dnia, pod koniec popołudnia, pojechał znowu do banku. Jego marzenie stało się rzeczywistością, a Kacper odetchnął z ulgą. Po zamknięciu wyciągnął z samochodu bukiet róż i podszedł do dziewczyny.

Dziewczyno, nie potrzebujesz męża, czy może chcesz go dla mamy? rzucił lekko zuchwale, podając róże. Jego twarz wyglądała tak rozbawiona i bezradna, że ona rozbawiła się dźwięcznym śmiechem i przyjęła kwiaty.

Boże jaka piękność! Jak cudownie pachną! zanurzyła twarz w różach, wdychając aromat, a on nie mógł oderwać oczu.

Od tego czasu byli nierozłączni. Czasem spotyka się w życiu taką osobę i od razu wie się, że to już to i nie trzeba już szukać dalej. Tak było z Kacprem i Jadwigą. Po miesiącu znajomości złożył jej oświadczyny, a ona przyjęła je z radością. Pozostało tylko poznać rodziców.

Rodzice Jadwigi przyjęli go przy bogato zastawionym stole, pełnym pierogów, smażonych placków i serdecznego śmiechu. Mama Jadwigi, piękna i elegancka, pocałowała go w obie policzki, co go lekko zawstydziło. Ojciec, Michał, przyjaźnie poklepał go po ramieniu i zaprowadził do kuchni.

Trzymaj się z daleka od kobiet, bo ci się nie udźwigną. Ale nie martw się, Natalia, żona Kacpra, jest pokojowa! Kocham ją już trzydzieści lat. A Jadwiga to nasz diament. Dbaj o nią, synu powiedział Michał, patrząc uważnie na Kacpra.

Potem siedzieli przy stole, jedli z apetytem, głośno się śmiali, opowiadając zabawne historie. Później Jan Dymitr, ojciec Jadwigi, grał na gitarze, a wszyscy chóralnie mu towarzyszyli. Kacpru było tak przyjemnie w tej rodzinie, jakby znał ich od zawsze.

Trzy dni później pojechali do rodziców Kacpra. Po drodze zatrzymali się w cukierni, gdzie Jadwiga kupiła ręcznie robione eklerki dla kobiet. O piątej po południu dotarli na miejsce.

Drzwi otworzyła matka Kacpra, Grażyna.

Och Witajcie, kochani patrzyła zaskoczona na Jadwigę i zamarła z otwartymi ustami, trzymając się za klamkę.

Mamo, też cię kocham. Może nie staniemy na progu, a wejdziemy do mieszkania? szepnął Kacper, i w końcu weszli do środka.

Oczywiście, synku Proszę, proszę A wy, to chyba ta sama Jadwiga? Grażyna przyjrzała się Jadwidze od stóp do głów.

Tak, nazywam się Jadwiga! Miło mi was poznać. podniosła rękę i podała dłoń Grażynie. Mama Kacpra stała z szeroko otwartymi ustami, wpatrując się w dziewczynę.

Tato, Halina, mamo, to jest Jadwiga, moja narzeczona. Składając wniosek, już niedługo będziemy brać ślub. To moi najbliżsi: siostra Halina, mama Grażyna i tata Michał. przedstawił Kacper swoją narzeczoną rodzinie.

Wieść o ślubie zaskoczyła najbliższych Kacpra; siedzieli w ciszy, lekko zdumieni. W pokoju słychać było jedynie stukanie sztućców.

Tak! Jadwiga! Cieszymy się z was; przynieśliście butelkę? O, to w sam raz! A może jakieś słodkości, ale tylko dla pań? rozluźnił atmosferę tata Michał.

Nie, nie jedziemy ciastka, zwłaszcza wieczorem. Co wy, Jadwiga Grażyna odsunęła niechętnie pudełko ze słodyczami.

Wy nie jedzicie, a my jemy! Dajcie tę paczkę, zobaczymy, co w środku. Myślę, że Jadwiga nic złego nie przyniesie. Co wy na to? rozbawił się tata.

Wszyscy w końcu usiedli i nieco się uspokoili. Na stole stała czekolada, lekkie przekąski i butelka musującego wina. Otworzyli ją, stuknęli kieliszkami, wypili i znów zapadła niezręczna cisza.

Mamo, poznałem rodziców Jadwigi. Są wspaniali, na pewno wam się spodobają powiedział Kacper, by choć coś powiedzieć. Jadwiga przyglądała się kieliszkowi, a Halina nie odrywała wzroku od Jadwigi. Tata opowiedział kawał, wszyscy się roześmiali, napięcie trochę ustąpiło.

Jadwiga, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Przedstawię ci go, a on pomoże rozwiązać twój problem. nagle rzuciła matka Grażyna.

Problem? Nie mam żadnego problemu odpowiedziała Jadwiga, nie kryjąc zdziwienia.

A więc, Jadwiga, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka Kacpra.

Według mnie nie mam zbędnych, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdy musi być jak patyczek i cukierek. Jadwiga spojrzała złośliwie na Halinę i Grażynę. Halina popłonęła gniewem.

Jadwiga, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A kiedy urodzisz, nie wyobrażam sobie, co z tobą będzie

Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, a przy mnie będzie mój ukochany mąż i dziecko. A ty, Halino, czy nie uważasz, że szczupła kobieta musi mieć przystojnego mężczyznę i przynajmniej dwoje dzieci? zażartowała Jadwiga, gryząc ciastko.

Halina przełknęła ślinę, zamierzała coś powiedzieć, ale konflikt ugasił Michał, napełniając kieliszki i wznosząc toast.

Za kobiety tej rodziny, różne, ale kochane!

Wyszli na ulicę po kilku godzinach, spojrzeli na siebie, westchnęli jednocześnie i wybuchli śmiechem.

No cóż Nie spodziewałam się, że przyszła teściowa powie mi, że jestem grubasą.

Jadwigo, kochana, wiesz, że jesteś piękna! A mama z siostrą? Przebacz im, są wielkoduszne. Krewnych się nie wybiera.

Ślub zaplanowano na 25 sierpnia. W tym dniu krewni i przyjaciele zebrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego, by być świadkami zaślubin. Po ceremonii goście przeszli do restauracji przy Starym Mieście.

Panna młoda lśniłaWszyscy tańczyli do białego rana, a Kacper i Jadwiga żyli długo i szczęśliwie.

Oceń artykuł
Newskey24
Ola, a te twoje zbędne kilogramy?