Mam dwóch synów i cztery synowe. Nasza historia jest dość nietypowa i uważam, że powinnam się nią podzielić.
Mój mąż i ja pochodzimy z Krakowa i całe życie mieszkaliśmy razem w prywatnym domu na przedmieściach. Wychowaliśmy dwóch synów, starszy – Mateusz ma 40 lat, a młodszy – Oliwier 37 lat. Oboje zostali oficerami wojskowymi i ożenili się z wrocławiankami.
Synowie mieli dzieci, po dwoje każdy. Jeden miał dwie dziewczynki, natomiast drugi parkę. Z czasem obaj przenieśli się z rodzinami do Warszawy ze względu na pracę. Mimo to często odwiedzali nas z żonami i dziećmi, my również jeździliśmy do nich kiedy tylko mieliśmy nieco więcej czasu.
W 2019 roku Mateusz jako pierwszy wyjechał w podróż służbową za granicę. Po powrocie niemal natychmiast rozwiódł się ze swoją żoną Joanną, a miesiąc później chciał, abyśmy poznali jego nową wybrankę – Wiktorię. Kobieta już wtedy spodziewała się dziecka.
Co mogliśmy zrobić? To był świadomy wybór i decyzja naszego syna, którą musieliśmy zaakceptowaliśmy, jak i jego nową rodzinę, wkrótce narodzonego wnuka. Jednocześnie staraliśmy się wspierać Joannę z naszymi wnukami, pomagać im, kiedy tylko było to możliwe. Utrzymywaliśmy normalne stosunki z naszą pierwszą synową, tymbardziej że była matką naszych wnuków.
Wiktoria jest dobrym człowiekiem, zostawiła wszystko w Gdańsku, gdzie wcześniej mieszkała – pierwszego męża, dobrą pracę, rodzinę. Żyje im się dobrze, odwiedzają nas i widzimy, że nasz syn jest z nią szczęśliwy. I to jest dla nas najważniejsze.
W 2021 roku młodszy syn udał się w delegację na cztery miesiące i historia się powtórzyła. Wrócił do domu z nową kobietą i jej córką, niedługo później decydując się na rozwód z pierwszą żoną. Jak już wcześniej wspominałam, mieli córkę i syna, ale zakochaliśmy się też w naszej nowej wnuczce.
Tak więc teraz mój mąż i ja mamy w sumie 6 wnuków. Kochamy je wszystkie, bez względu na to, czy należą biologicznie do naszej rodziny czy nie. Nasze pierwsze synowe czasami przywożą nam dzieci na wakacje i ferie. Obecne również to robią, dlatego w okresie letnim i zimowym jesteśmy dość zajęci spędzaniem czasu z naszymi wnukami. Na szczęście, rodziny są ze sobą zaprzyjaźnione.
Kocham i akceptuję wszystkie moje synowe i ich dzieci, bo takie jest życie. Najważniejsze, żeby moi synowie byli szczęśliwi. Nie nazywam ich byłych żon rozwódkami i chętnie utrzymuję z nimi relację.
Żeby dobrze żyć, trzeba się dostosowywać do sytuacji, jak mawiała moja babcia. Najważniejsze jest człowieczeństwo, miłość i życzliwość, a wtedy wszystko można rozwiązać, mimo kłód pod nogami.







