Moja siostra i ja nie rozmawiałyśmy ze sobą od wielu lat. To dlatego, że nie mogłyśmy w żaden sposób podzielić naszego spadku, a każda z nas czuła, że zasługuje na więcej.
Dorastałyśmy w zwykłej rodzinie, mieszkałyśmy na wsi, a nasi rodzice mieli dom. Różnica wieku między nami jest niewielka, bo zaledwie rok, więc Milena i ja praktycznie wychowałyśmy się razem.
W rzeczywistości jestem starsza i jako pierwsza ogłosiłam, że biorę ślub. Spotykałam się z mężczyzną już ponad rok i oboje uznaliśmy, że to pora na kolejny krok. Zanim moi rodzice zdążyli się ucieszyć, przyszła Milena i powiedziała, że również wychodzi za mąż.
Moi rodzice nie mogli zorganizować dwóch wesel w tym samym czasie, więc połączyliśmy oba wydarzenia, bo tak było łatwiej. Próbowałam ukryć swój gniew i niezadowolenie, bo od dawna marzyłam o tym wyjątkowym dniu, który będzie tylko dla mnie. Niestety, musiałam się pogodzić z sytuacją.
Obie wzięłyśmy ślub i wtedy pojawiło się kolejne pytanie, która z nas zostanie z rodzicami? Miałyśmy umowę, że kto pierwszy wyjdzie za mąż, ten zostanie w domu. Pewnie dlatego mojej siostrze tak się spieszyło.
W końcu obie zostałyśmy w domu. Moi rodzice warunkowo podzielili dom, dali nam po dwa pokoje i zostali w mojej połowie, podczas gdy Milena i jej mąż mieszkali sami w ich części.
Moje niezadowolenie z tych wszystkich wydarzeń tylko rosło i kłóciliśmy się o drobiazgi. Na naszym podwórku była stara jabłoń, papierówka. Moja siostra zdecydowała, że teraz to jest tylko jej drzewo, bo było na jej połowie podwórka.
Byłam w ósmym miesiącu ciąży i tak bardzo chciałam mieć te jabłka, że byłam gotowa dać za nie każde pieniądze. Jednak Milena była na tyle chytra i chciwa, że odgrodziła mnie i nie chciała dać nawet kilku owoców.
Poczułam się urażona. Powiedziałam mężowi, że wyjeżdżamy, a on mnie poparł moje zdanie. Widział, że konflikt między mną a moją siostrą był coraz ostrzejszy.
Na początku mieszkaliśmy z jego matką, ale warunki były tam jeszcze gorsze, więc musiałam wiele przejść, z czasem mój mężczyzna znalazł lepszą pracę i byliśmy w stanie zbudować dla siebie duży dom.
Mamy też własną małą firmę, więc teraz życie układa się coraz lepiej.
Przez jakiś czas nie chciałam nawet widzieć mojej siostry. Byłam na nią bardzo zła za te jabłka. Wiem, jak komicznie to brzmi, ale miałam do tego drzewka ogromny sentyment i uwielbiałam smak jego owoców. I chociaż mieszkamy w tej samej wiosce, nie rozmawiałyśmy ze sobą od lat.
Teraz mam 58 lat, a moja siostra 57. Mój mąż i ja mieszkamy sami w dużym domu, ponieważ nasze córki po wzięciu ślubów rozjechały się po świecie.
Starsza córka jest w Niemczech, młodsza zamieszkała we Francji. Mają się dobrze, ale nie zamierzają wracać do domu w najbliższym czasie.
Moja siostra ma jednego syna, ale sytuacja jest podobna, bo jej Jakub od wielu lat mieszka w Ameryce.
W sobotę nie spodziewałam się żadnych gości, ale nagle na moim podwórku pojawiła się Milena, która trzymała wiadro papierówek.
Byłam bardzo zaskoczona, ale i tak zaprosiłam ją do środka.
– Wiem, że wciąż jesteś na mnie zła, siostrzyczko, więc przyszłam powiedzieć ci prawdę i wszystko naprawić – zaczęła spokojnym tonem.
Słuchałam jej uważnie.
– Nie żal mi było wtedy jabłek, zrobiłam to celowo, żebyś wyjechała z domu i żebym dostała cały dom – kontynuowała, bojąc się spojrzeć mi w oczy.
Ani ja, ani ona nie potrzebowałyśmy tego domu, bo obie byłyśmy dobrze sytuowane, a nasze dzieci przebywały za granicą. Dlaczego więc my, dwie pokrewne dusze, złościłyśmy się przez tyle lat?
– Jeśli przyjmiesz ode mnie te jabłka, uznamy, że mi wybaczyłaś – powiedziała Milena ze skruchą, wręczając mi wiadro pełne moich ulubionych owoców. Nic nie powiedziałam, tylko przytuliłam się do siostry. Nagle tak bardzo zapragnęłam tych jabłek, że byłam gotowa wybaczyć każdemu, a zwłaszcza własnej siostrze.
W końcu zawsze będzie moją kochaną siostrą.







