Kiedy wzięłam ślub, mój mąż zabrał mnie do siebie. Karol mieszkał z matką w dużym i przestronnym trzypokojowym mieszkaniu.
Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że nie mam tyle szczęścia, chociaż z zewnątrz wydawało się, że jestem dobrze ustatkowana. Chociaż miejsce było niczego sobie, musiałam żyć całkowicie według zasad dyktowanych przez moją teściową, czego nienawidziłam.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – w rodzinie mojego męża nie było dozwolone, aby otwierać lodówkę kiedy się chce, z wyjątkiem śniadania, obiadu i kolacji. Co śmieszne, ta rodzinna zasada dotyczyła tylko synowej, bo jestem obca w ich domu. Nie rozumiałam tego w ogóle, w końcu byłam żoną ich syna.
– Jeśli chcesz wziąć coś z lodówki, najpierw zapytaj mnie lub Karola, nie rób tego sama. – Upomniała mnie teściowa, grożąc przy tym palcem, jak do małego dziecka.
Z jakiegoś powodu matka mężczyzny uważała, że mam wielkie szczęście, że ją mam. Pochodzę ze wsi, dorastałam w biednej rodzinie w wiejskiej chacie, a teraz, dzięki niej, mieszkam w dużym mieszkaniu w mieście.
Więc ona, jako gospodyni, ciągle próbowała mnie wszystkiego nauczyć. Kiedy zaraz po ślubie zostałam zwolniona z pracy i przestałam przynosić pieniądze do domu, moja teściowa z jakiegoś powodu zdecydowała, że powinnam sama wykonywać wszystkie prace domowe, bo nie mam nic do roboty.
Codziennie mi tylko powtarzała, że teraz siedzę im na karku. Moi rodzice przyjeżdżają z wioski raz na dwa tygodnie i przynoszą nam całą żywność, którą mają na swojej farmie: mięso, mleko, warzywa, miód, domowe dżemy i pikle.
Hojnie dzielą się z nami wszystkim, co mają. Ponadto mój mąż płaci za mieszkanie i daje mojej matce część swojej pensji na zakup artykułów spożywczych, ale to nie jest wystarczający argument, moja teściowa usprawiedliwia się, że kiełbasa jest teraz za droga.
Jestem bardzo spokojną osobą i nie chcę kłócić się z matką mojego męża. Zwłaszcza, że mieszkam w ich domu, więc ostatnio zdecydowaliśmy się kupić dla siebie osobną lodówkę, żeby nie była na mnie zła.
Musiałam się sporo nasłuchać przez to, że teraz kupowaliśmy własne jedzenie. To, co przywozili nam rodzice, również trafiało do naszej lodówki, a nie tylko do tej, która należy do teściowej
Teściowa nadal nie może się uspokoić, bo teraz nie ma co włożyć do lodówki. Wczoraj powiedziała, że powinniśmy płacić ponad połowę rachunków za media, bo jest nas dwoje, a ona jest sama. Nie uważa tego za sprawiedliwe.
Teraz nie wiem, co wymyśli jutro. Mam wrażenie, że jest jej mnie po prostu żal. Ostatnio prosiłam męża, żebyśmy wynajęli mieszkanie i zamieszkali osobno, ale nie mam jeszcze pracy, a pensja mężczyzny nie jest na to wystarczająca.
Myślę, że teściowa będzie jeszcze bardziej wściekła, gdy dowie się, że chcemy ją opuścić, bo będzie musiała sama za wszystko płacić, a nie stać jej na tyle rachunków za media.
Będzie jeszcze więcej wyrzutów i kłótni. Co w tej sytuacji powinnam zrobić? Nie ma mowy, że się podporządkuję matce Karola.







