Po ślubie czułam się dziwnie i ze łzami w oczach podeszłam do taty. Ojciec powiedział : – Ewunia, jesteś silną kobietą, weź się w garść, masz słabszą chwilę ale wszystko będzie dobrze. Przyszłam do domu moich teściów, teściowa ścieliła akurat łóżko dla mnie, zaścieliła je brudną pościelą, w życiu się w nim nie położę! Kiedy wyszła, usłyszałam jak powiedziała do męża: – Roman, dostaliśmy w prezencie pościel, zmieńmy ją dziś. Zgodził się. W weekend pojechaliśmy do moich rodziców.
– I tak z nimi nie zamieszkasz, wrócisz do domu, zobaczysz – takie słowa usłyszałam od mamy w przeddzień ślubu.
Żyję tam do dziś.
Wesele odbyło się w mojej rodzinnej miejscowości, było skromnie i tradycyjne. Przyszło trochę osób, myślę że jakieś 70. Były pyszne potrawy, ciasto i alkohol. No i oczywiście muzyka.
Rodzice byli bardzo zmęczeni, bo nawet nie mieli kiedy usiąść, cały czas pilnowali porządku. Oni też już dawno zauważyli, że moi teściowie to dziwni ludzie. Tamci nawet nie zapytali, czy potrzebują pomocy, wszystko było na ich głowie!
Nie uprzedzając mnie, Bartek, mój mąż, zapłacił za muzyków i kamerzystę z pieniędzy weselnych, mimo że miał przygotowane na to pieniądze.
Przed ślubem teściowie powiedzieli, że zapewnią kurczaka i uszka do barszczu. Obiecali i nie dostarczyli. Rodzice już wtedy byli zaskoczeni i zdenerwowani.
-Ale nieważne, damy radę – powiedział tata.
W weekendy jeździliśmy do mojej wsi, do rodziców – byłam wtedy szczęśliwa!
Od ślubu minęły trzy miesiące. Pewnego dnia moi rodzice dali nam agrest i wiśnie, wracaliśmy z nimi do domu, a tuż przed progiem torba pękła, agrest się rozpadł, a Bartek zdenerwował się, zrobił wielką awanturę, po raz pierwszy. Nazwał mnie niezdarą i obibokiem, krzyczał, że sam doprowadził do tego.
Nie myślałam i nie spodziewałam się tego po nim. Pobiegłam z płaczem na ostatni pociąg. Dotarłam do domu, a moi rodzice bardzo się zmartwili. Ale co mogłam zrobić?
Rano Bartek przyjechał po mnie, przeprosił, powiedział, że miał zły dzień i to się więcej nie powtórzy.
Uwierzyłam mu. I wybaczyłam.
Znów zaczęliśmy planować, zmieniać, naprawiać, przygotowywać się na narodziny naszego pierwszego, najsłodszego, najpiękniejszego dziecka. To był szczęśliwy dzień, kiedy urodziłam moje pierwsze dziecko – syna!
Kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam, że mój mąż wymienia okno w kuchni. Byłam taka szczęśliwa. Jak się później okazało, zamówił okna do całego domu i nie skonsultował tego ze mną. Było mi przykro, bo wiedziałam, że nie mamy tyle pieniędzy.
Czas mijał – dostałam zasiłek na pierwsze dziecko, po jakimś czasie nie mogłam brać już pieniędzy, więc Bartek wyjechał trochę zarobić. A kiedy wrócił, przyniósł niewielką sumę pieniędzy, mówiąc, że zapłacił za okna.
-Jak mogłeś to zrobić? To pieniądze na dziecko, mieliśmy kupić łóżeczko dla dziecka, wózek!
-Cicho! Na strychu jest łóżeczko, byłem w nim kołysany, weźmiemy go – odpowiedział.
Nie chciałam słyszeć tych bzdur, nie mogłam pogodzić się z tym, co zrobił. Chciałam uciec z tego domu, ale miałam małe dziecko. Całe życie byłam w takim małżeństwie. Moja teściowa i teść nie reagowali na to co się dzieje.
Moja mama powiedziała: – Ewcia, musisz siedzieć cicho dla dobra dziecka! Igorek musi mieć ojca. Nawet nie myśl o rozwodzie!
To prawda, że błogosławieństwo i modlitwa matki są wiele warte.
Może moja mama nie modliła się o moje szczęśliwe życie, tylko o swoje? A ja mam to na co zasługuję?







