Któregoś dnia pojechaliśmy z mężem odwiedzić moją mamę, a moja teściowa do nas dołączyła, chciała skosztować pyszności jakie przyrządza moja mama. Przy stole moja matka nie potrzebnie wspomniała, że nawet nie wie, co by zrobiła bez mojej pomocy.
– Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo doceniam twoją pomoc, kochanie – powiedziała mama, uśmiechając się do mnie.
Od kilku miesięcy pomagam mamie pieniężnie, ale mój mąż o tym nie wie.
Wtedy niespodziewanie teściowa wtrąciła się do rozmowy.
– Nie wstydzisz się brać pieniędzy od dzieci? – zapytała, patrząc na mnie z wyraźnym zaskoczeniem.
Zniesmaczona jej komentarzem, spojrzałam na męża, który natychmiast wzruszył ramionami, sygnalizując, że chce porozmawiać o tym później.
Po chwili milczenia postanowiłam odpowiedzieć. -Ależ, mamuś, przecież to normalne pomagać rodzicom, kiedy ich sytuacja jest trudniejsza – próbowałam wytłumaczyć.
Gdy kolacja dobiegała końca, mąż wziął mnie na bok.
– Musimy porozmawiać o twojej pomocy dla mamy – powiedział, a w jego głosie pobrzmiewała nuta niepokoju.
– Przecież to tylko kilkaset złotych, kochanie. Po prostu chcę jej ułatwić życie, po za tym sam pomagasz swojej – usiłowałam go przekonać.
– Twoja pomoc dla mamy jest zupełnie inna od mojej dla mojej matki – kontynuował, próbując wyjaśnić swoje stanowisko. – Moja mama nie ma emerytury, nie ma żadnego wsparcia poza mną.
Moja teściowa nigdy nie pracowała, utrzymywał ją teść, a od jego śmierci tę funkcję przejął jej syn, mój mąż.
Tomek ma taką możliwość, bo dobrze zarabia. Po prostu płaci rachunki swojej matki, kupuje sprzęt AGD i ubrania.
Przeszyła mnie fala zakłopotania. Czy moje działania były niewłaściwe? Czy powinnam była konsultować każdą decyzję finansową z mężem? On nie robił tego samego jeśli chodziło o jego decyzje.
Po burzliwej rozmowie wróciliśmy do domu, ale atmosfera była napięta.
Zrozumiałam, że musimy znaleźć wspólny grunt w tej kwestii, aby uniknąć dalszych spięć.







