Może robiłam coś złego, kiedy brałam co miesiąc pieniądze od syna, ale jeśli spojrzeć na to w inny sposób, czas, w którym mogłam się uczyć i rozwijać, poświęciłam właśnie jemu.
Bez mojego wsparcia Robert nie osiągnąłby tego, co miał teraz. Jedyne, o co się martwiłam, to żeby Judyta, moja synowa, o niczym się nie dowiedziała. W głębi serca wiedziałam, że nie pochwaliłaby działań swojego małżonka.
Mój mąż i ja zdecydowaliśmy się na dziecko dość wcześnie. W wieku dwudziestu lat trzymałam już w ramionach naszego syna. Chociaż udało mi się studiować, aby zostać fryzjerką, nigdy w życiu nie pracowałam. Mój mąż był szefem w firmie, którą na początku otworzył z kolegą z klasy, ale kilka lat później ich drogi się rozeszły.
Bogdan dobrze zarabiał. Jedynym minusem tego wszystkiego było to, że często przebywał poza domem przez długi czas, przez co czułam się dość samotna. Aby nie myśleć o złych rzeczach, cały swój czas poświęcałam synowi.
Robert był bardzo inteligentnym chłopcem. Chodziliśmy z nim wszędzie i uczęszczaliśmy do różnego rodzaju kółek zainteresowań. W pewnym momencie w jednym z klubów sportowych wywieszono rysunek i to właśnie tam mój syn zdał sobie sprawę, kim chce zostać w przyszłości.
Doskonale wiedziałam, że mój mąż był nie tylko mój, ale nie wyobrażałam sobie życia bez Bogdana. Mieszkanie, w którym mieszkaliśmy, było jego, biznes prawnie również należał do niego. Robił wszystko dla własnego dobra. Jedyną rzeczą, w której mnie nie ograniczał, były pieniądze.
Jeździliśmy na wakacje do drogich kurortów, ale osobno – ja z synem, a Bogdan z kochanką. Chociaż kto wie, może brał ze sobą kilka jednocześnie? Miał wiele kobiet i nigdy nie przywiązywał się do jednej. Raz nawet udało mi się wyśledzić kobietę, z którą był. Długo nie mogłam się zdecydować, by do niej podejść. Udało mi się znaleźć jej adres i pewnego dnia rano zadzwoniłam do jej drzwi.
Kiedy spotkałam się z kobietą, powiedziała mi, że rzeczywiście była z moim mężem, ale od ich rozstania minął prawie miesiąc. Mówiła o wszystkim tak spokojnie, że aż się przestraszyłam.
– Nie mam męża i nie jestem ci nic winna. Jeśli twój mąż jest taki, to jego wina, albo twoja… – powiedziała z lekką pogardą, jakby uważała się za lepszą ode mnie.
Potem postanowiłam żyć swoim życiem i ignorować wybryki Bogdana. Ale pewnego dnia powiedziano mi, że samochód, w którym jechał z młodą kobietą, miał wypadek. Zostałam sama z synem, bez niczego. Jedyne, co miałam, to złoto i biżuteria oraz mieszkanie, w którym byliśmy zameldowani.
Robert kończył wtedy szkołę, jego hobby malarskie przerodziło się w zawód. Na początku mój syn był konserwatorem, a później otworzył firmę projektową. Mogłam powiedzieć, że wszystkie pieniądze, które posiadałam, zainwestowałam w syna. Dlatego kiedy miałam pięćdziesiąt lat, a Robert miał trzydzieści i już mieszkał z rodziną, „siedziałam mu na karku”.
Nigdzie nie pracowałam. Próbowałam znaleźć pracę, ale mi się nie udało. Mój syn sam zaoferował mi pomoc finansową, jeszcze zanim ożenił się z Judytą. Jakiś czas później mój wnuk miał urodziny, dlatego też zadzwoniłam wcześniej do Roberta, żeby przyniósł mi trochę pieniędzy. Chciałam kupić dziecku jakiś prezent.
Wiem, że to nieładnie z mojej strony, ale nic na to nie mogłam poradzić. Czasami myślałam, że Judyta domyślała się, że jej mąż mi pomagał, ale dopóki nic nie mówiła, nie myślałam o tym. Ciężko jest znaleźć pracę mając już ponad 50 lat.







