Syn Iwony jakiś czas temu ożenił się. Ona i jej mąż mieli dwa mieszkania. Po ślubie syn zażądał, aby oddali mu drugie mieszkanie. Jak powiedział, nie miał pieniędzy na wynajęcie czegoś. Kobieta musiała eksmitować lokatorów i wprowadzić się do syna i jego żony. Miała nadzieję, że będzie to tymczasowe.
Franciszek, jej syn, pracował w biurze i nie marzył o rozwoju kariery. Chociaż zdawał sobie sprawę, że pensja, którą otrzymywał, nie wystarczała na życie. Jego żona nie pracowała, pomagała mężowi tylko w wydawaniu jego ciężko zarobionych pieniądzy. Teściowa próbowała zasugerować swojej niezdarnej synowej, że nie powinna wydawać pieniędzy, ale je zarabiać. Julia nie była głupia, od razu zrozumiała aluzję i poprosiła matkę swojego męża, by nie wtrącała się w jej życie.
Małżonek Iwony chciał sprzedać mieszkanie, w którym mieszkał jego syn z żoną. Od dawna marzył o wyjeździe na wakacje, ale nie miał wystarczająco dużo pieniędzy. Dostali mieszkanie na jakiś czas i mieszkali tam już od dwóch lat. Kobieta chciała poważnie porozmawiać z Franciszkiem, ale mąż zaproponował, że wyrzuci ich bez procesu.
– Niech się obrazi. Całe życie zabiegaliśmy o to mieszkanie, a teraz chcemy dożyć starości w spokoju. Mamy do tego prawo. Niech on i jego rozrzutna żona zarobią własne pieniądze na własny dom. Nie jestem gotów oddać im mojej własności – powiedział Bogumił.
Wieczorem Iwona i jej mąż udali się do syna na poważną rozmowę.
– Synu, twój ojciec i ja zdecydowaliśmy, że musisz poszukać nowego mieszkania lub zacząć nam płacić za wynajem. Nie chcemy rezygnować z dochodu, jaki mogą nam przynieść inni lokatorzy.
– Nie rozumiem. Kochanie, twoi rodzice oszaleli! Kto normalny eksmituje własne dziecko? Słyszysz ich, chcą od nas pieniędzy! – oburzyła się Julia.
– Mamo, tato, nie spodziewałam się, że to zrobicie. Wiecie, jak nam ciężko. Ledwo wiążemy koniec z końcem, a wy… Brak mi słów, jestem oburzony – powiedział Franciszek, który naprawdę się zawiódł na rodzicach.
Mąż Iwony wpadł w złość. Dali im naprawdę wiele, a wciąż było za mało! Nie mogło to trwać wiecznie, musieli nauczyć się żyć samodzielnie.
– Pakuj swoje rzeczy i wynoś się! – podniósł głos Bogumił, któremu już zabrakło cierpliwości do syna.
Julia wstała i poszła do innego pokoju. Franciszek błagał swojego ojca, aby ich nie wyrzucał, ale on był jak skała, nie do przebicia. Małżeństwo wyprowadziło się następnego dnia do akademika. Od tego dnia mężczyzna nie kontaktował się z rodzicami.







