Mój mąż służył w nietypowej jednostce. Został wezwany, a zespół przyleciał do bazy, a następnie wypłynął w morze na kilka miesięcy. Ciężko było mi być samej z małym dzieckiem na ręku.
Na początku moi przełożeni byli przychylni moim obawom jako żony marynarza, ale z każdym listem ze szpitala ich współczucie stawało się coraz bardziej powściągliwe, a nasze relacje z kolegami oficerami osiągnęły punkt krytyczny. Kiedy byłam nieobecna, moje obowiązki były rozdzielane między innych – nikt nie był z tego zadowolony.
Moja matka, która mieszkała kilka ulic dalej, kategorycznie odmówiła siedzenia z moim synem, bez względu na to, jak bardzo ją prosiłam. Jej zachowanie wydawało mi się dziwne – nie obchodziło jej, że widywała wnuka tylko od czasu do czasu. Wystarczyło, że widziała go raz lub dwa razy w miesiącu, szturchała go cukierkami i karciła, by był posłuszny swojej matce, a potem znikała na kilka tygodni.
Nawet gdy rozwiązywałam poważne problemy z kredytem bankowym, mama mówiła, że w tym czasie leci jej ulubiony program w telewizji. Podróżowanie z miejsca na miejsce było również nieprzewidywalnym aspektem służby mojego męża. Wrócił z kolejnej wyprawy niespokojny. Nie dociekałam szczegółów, ale powodem jego niepokoju nie były sprawy służbowe, ale nasza zbliżająca się migracja przez jego pracę.
Nawet w tej sytuacji moja matka była nieugięta.
– Co mnie obchodzi to, że wyjeżdżacie niedługo? Przecież przeżyję bez was.
– Czy my w ogóle się dla ciebie liczymy? W ogóle nawet nie myślisz o swoim wnuku! Ważniejsze jest dla ciebie oglądanie głupich seriali.
– Oj, nie przesadzaj! Przecież odwiedzałam mojego wnuczka często. Już ci się w głowie od wszystkiego przewraca. A teraz idź mi już stąd i pozwól mi dokończyć to, co oglądam – powiedziała matka kobiety.
Po tej rozmowie nasze relacje znacznie się ochłodziły. Obie byłyśmy na tyle uparte, że nie zamierzałyśmy podać ręki jako pierwsze. Tylko jak później wytłumaczę swojemu synowi, że jego babcia bardziej ceniła czas przed telewizorem niż z nim?







