Proszę zaopiekuj się moim dzieckiem, nie mam absolutnie pieniędzy na jego utrzymanie. Dziewczynka ma na imię Oleńka, ma trzy i pół miesiąca i urodziła się 29 kwietnia. Proszę, nie zostawiaj dziecka w sierocińcu. Jest piękne, wesołe i zdrowe.  Wszystkie dokumenty znajdują się pod materacykiem wózka! Wybacz mi!

Wychodząc na podwórko, żeby podlać kwiaty, kobieta zauważyła wózek dziecięcy. Zaglądając do środka, nie mogła uwierzyć własnym oczom

Irena mieszka z mężem i synem w ogromnym prywatnym domu na wsi. Przeprowadzili się tu dziesięć lat temu, kiedy Roman właśnie się urodził, a raczej kiedy został adoptowany. Irena ma już 45 lat, a jej mąż Antek 50. Nie mogli mieć własnych dzieci, więc Irena wraz z mężem adoptowali syna koleżanki, która nagle opuściła świat.

I tak mieszkali w tym domu przez 10 lat.  Świeże powietrze, duże place zabaw, boiska sportowe i kilka kortów. Pewnego razu Irena wczesnym rankiem wyszła na podwórko, aby podlać swoje ulubione kwiaty. Nagle zauważyła, że ​​niedaleko płotu stoi nieznany wózek dziecięcy. Kobieta początkowo myślała, że ​​zostawił go jeden z przyjaciół syna. Jednak podchodząc bliżej  zorientowała się, że coś tu jest nie tak. Wózek był stary i mocno zniszczony. Wiedziała, że używało go wiele dzieci i musiało ich być co najmniej pięcioro.

Zajrzała do środka i była bardzo zdziwiona. W wózku znajdowała się kołyska do noszenia dzieci, a w niej leżało dziecko w kocyku. Zabrała dziecko i poszła do domu. Wchodząc do domu Irena krzyknęła:

– Antek, dzwoń na policję!

– Irenka, co się stało, znowu połamali płot?

– Nie, tym razem dziecko zostało rzucone! –  Antek zszedł z drugiego piętra i zaczął biegać od drzwi do okna

– Co to jest? Jak można zostawić dziecko na ulicy? Jak to się stało? Kto mógł to zrobić,  aż strach pomyśleć! – krzyczał Antek wniebogłosy

– Uspokój się Antek. Nie wydarzyło się nic nadprzyrodzonego, dziecko jest obce na działce, no przynajmniej nie w śmieciach!

Antoni zebrał się w sobie i wezwał policję.

Irena wysłała go do sklepu po pieluchy i żywność dla niemowląt. Sama wyjęła stare, drobne rzeczy syna i otuliła dziecko. Okazało się, że była to dziewczynka, o ile Irena była w stanie dobrze ocenić wiek dziecka – cztero-, pięciomiesięczna. Irena ostrożnie zdjęła koc i wypadła z niego kartka. Kiedy skończyła wszystkie niezbędne zabiegi z dzieckiem, spokojnie usiadła i zaczęła czytać:

„Proszę zaopiekuj się moim dzieckiem, nie mam absolutnie pieniędzy na jego utrzymanie. Dziewczynka ma na imię Oleńka, ma trzy i pół miesiąca i urodziła się 29 kwietnia. Proszę, nie zostawiaj dziecka w sierocińcu. Jest piękne, wesołe i zdrowe.  Wszystkie dokumenty znajdują się pod materacykiem wózka! Wybacz mi!”

Irena była zdumiona, że ​​rodzi nie mając nic, żyje z dzieckiem przez trzy i pół miesiąca, a potem wyrzuca na ulicę.

Wkrótce przyjechała policja. Antoni kręcił się w kółko na podwórzu domu i krzyczał:

– Jak to! to niewiarygodne!

Irena przestała zwracać uwagę na męża, ponieważ w każdej krytycznej sytuacji zachowywał się jak małe dziecko. Policja przeszukała całą wioskę, ale oczywiście nikt nic nie widział.

Wkrótce Irena zwróciła się do swojej najlepszej przyjaciółki o pomoc w adopcji dziewczynki. Odnalazła matkę, podpisała dokumenty adopcji i po raz drugi została mamą.

Minęło pięć lat, Irena i Antoni mają wspaniałą rodzinę. Obydwoje są bardzo przywiązani do dziecka, bardzo ją kochają  i nazywają  księżniczką!

Oceń artykuł
Newskey24
Proszę zaopiekuj się moim dzieckiem, nie mam absolutnie pieniędzy na jego utrzymanie. Dziewczynka ma na imię Oleńka, ma trzy i pół miesiąca i urodziła się 29 kwietnia. Proszę, nie zostawiaj dziecka w sierocińcu. Jest piękne, wesołe i zdrowe.  Wszystkie dokumenty znajdują się pod materacykiem wózka! Wybacz mi!