Zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy nie wyjechała do Włoch

Wróciłam z Włoch o szóstej rano. Cicho zostawiłam walizki w przedpokoju i wyjęłam tylko nowy szkarłatny szlafrok. Miałam mieszane uczucia, z jednej strony byłam szczęśliwa, że wkrótce zobaczę swojego ukochanego, a z drugiej martwiłam się jego reakcją, bo Andrzej stale podkreślał, że jest za wcześnie na mój powrót.

Andrzej był przystojnym chłopakiem, którym połowa szkoły się interesowała. Pamiętam, jak chodził z moją koleżanką z klasy, a ja cicho zazdrościłam jej szczęścia.

Wiedziałam, że nigdy nie dorównam jej urodą. Olga była wysoka, piękna i wiele wiedziała o modzie. Ja byłam szarą myszką.

Pół roku później się rozstali, a sam Andrzej zaczął mnie podrywać.

Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, kiedy w moje dwudzieste urodziny Andrzej mi się oświadczył.

Mieliśmy piękny ślub, zaprosiliśmy ponad 150 osób na tę uroczystość.

Urodziłam Andrzejowi dwie córki. Gdy były małe, on jakoś próbował zarabiać i przynosić pieniądze do domu. Kiedy wróciłam z urlopu macierzyńskiego i również zaczęłam pracować w sklepie spożywczym, Andrzej postanowił nie przykładać się już tak do pracy, a pewnego dnia przyszedł do domu i powiedział, że został zwolniony.

Brałam każdą pracę dorywczą, na jaką tylko mogłam sobie pozwolić, ale to nie wystarczało, by zapewnić normalne życie dla siebie i dzieci.

Kiedy pewnego dnia do naszego sklepu spożywczego przyszła Jola, była pracownica, ubrana w szpilki, ciemne okulary, z czerwoną szminką na ustach, a co najważniejsze – bardzo pewna siebie, ucieszyłam się na jej widok.

Pracowała we Włoszech od ponad pięciu lat. Nie miała rodziny, więc wydawała wszystko, co zarabiała tylko na siebie i pomagała rodzicom, którzy mieszkali na wsi.

Niespodziewanie Jola zaproponowała, żebym wyjechała z nią do Włoch. To była moja szansa, by wyjść z ubóstwa i skorzystałam z niej.

Zanim się obejrzałam, minęło dziesięć lat w obcym kraju.

Kupiłam obu córkom mieszkanie i nigdy nie pozbawiałam ich prezentów. Nie zapomniałam o mężu, który nie pracował. Chwaliłam go za to, że pomagał naszym córkom, kiedy tylko mógł i utrzymywał nasze mieszkanie w czystości. Często rozmawialiśmy na Skype, więc mogłam zobaczyć, co się dzieje.

Kiedy po pewnym czasie zaczęłam dawać Andrzejowi do zrozumienia, że chcę wrócić do Polski na stałe, mój mąż znalazł sto powodów, żeby mnie przekonać, bym tego nie robiła.

Wszystko drożeje, za co tu będziemy żyć? Czy pomyślisz o nas zamiast tylko o sobie? Myślisz, że ja mam tu dobre życie sam? – tak starał się wywrzeć na mnie presję.

Rozumiałam go, więc zostałam za granicą na kolejny rok.
Dzieci wciąż się uczyły. Ula, starsza córka spotykała się z chłopakiem i już mi dawała do zrozumienia, że chce wyjść za mąż. To był dobry moment na zakończenie mojej pracy we Włoszech, więc nie mówiąc nic mężowi, wróciłam do domu.

Wyobrażałam sobie otwarcie drzwi do naszej sypialni i zobaczenie go, mojego męża, za którym tak bardzo tęskniłam.

Weszłam cicho, zostawiłam walizki w przedpokoju i wyciągnęłam szkarłatny szlafrok, by zdjąć z siebie ubrania, które dosłownie przykleiły się do mnie z gorąca.

W sypialni czekała na mnie niespodzianka w postaci Olgi, mojej koleżanki z klasy.

Wszystko ci wytłumaczę… – krzyknął za mną Andrzej. Ale jego słowa dochodziły do mnie, jakby przez ogromny tunel.
Tydzień później wróciłam do Włoch, by zarobić pieniądze na kupno mieszkania.

Od sześciu lat mieszkam znowu w Polsce w moim skromnym jednopokojowym mieszkaniu i pomagam wychowywać moje wnuki, a mam ich już troje.

Andrzej swoją drogą, jak tylko przestał dostawać pieniądze ode mnie, zerwał z Olgą, chociaż mówiono mi, że byli razem przez lata.

Teraz zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy nie wyjechała do Włoch…

Oceń artykuł
Newskey24
Zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy nie wyjechała do Włoch