Życie Kamila od samego początku było bardzo trudne. Podczas porodu jego matka zmarła. Ojciec wpadł w alkoholizm.
Po tym wydarzeniu ojciec chłopca wpadł w nałóg, był pijany przez cały czas, a ze względu na swoje pijaństwo wierzył, że Kamil był przyczyną wszystkich tragedii w jego życiu. Wyładowywał całą swoją złość, którą nagromadził w ciągu dnia na swoim synu, a skandale w ich rodzinie były na porządku dziennym. Chłopiec wciąż marzył o tym, by w końcu dorosnąć i wyprowadzić się z domu ojca.
Życie obok takiej osoby to istne piekło, a dla Kamila lepiej było spędzać całe dnie na dworze, nawet bez dostępu do wody, niż mieszkać w jednym pokoju z osobą, która się nad nim znęcała psychicznie i fizycznie. Nierzadko nieznajomi pomagali chłopcu, kupując mu coś do jedzenia lub picia, ale sam nigdy nie żebrał o pomoc.
Pewnego dnia, z desperacji, poszedł nawet do najbliższego sierocińca i zapytał, czy może tam zostać, ale surowi i bezduszni pracownicy powiedzieli, żeby wracał do domu. W końcu wciąż bardzo młody, ale już złamany przez życie chłopiec musiał zaakceptować, że przeżyje swoje najlepsze życie w tym świecie. Gdy tylko jego ojciec się o tym dowiedział, zaczął się znęcać nad Kamilem jeszcze bardziej, niż wcześniej.
Chłopcu było coraz ciężej ukrywać swoje siniaki. W końcu sprawą zainteresowała się wychowawczyni w szkole i postanowiła podjąć odpowiednie kroki, by pomóc dziecku. To było niedopuszczalne, że takie rzeczy wciąż miały miejsce w XXI wieku. Do domu Kamila kilka dni później przyszła opieka społeczna, która zauważyła, jak bardzo było źle się tam działo. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu i nieco agresywny, przez co natychmiast musiała zostać wezwana policja.
Chłopiec siedział zapłakany w kącie, bojąc się cokolwiek powiedzieć. Opieka społeczna uznała, że najlepszym pomysłem będzie umieścić Kamila w rodzinie zastępczej i tak też się później stało. Jego ojciec nie próbował nawet odzyskać praw rodzicielskich, a pił jeszcze bardziej, lądując jakiś czas później na ulicy.
Po tym, jak chłopiec wiele wycierpiał, był w końcu szczęśliwy ze swoją nową rodziną. Nie był w ogóle bity, poniżany i widać było, że ludzie, którzy go przygarnęli, pokochali go jak własne dziecko.







