Babcia Genowefa miała siedmioro dzieci. Dożyła 96 lat

Ta historia przydarzyła się nam pół roku temu. Mój mąż i ja postanowiliśmy kupić domek letniskowy dla siebie. Dom sprzedawała młoda dziewczyna. Powiedziała, że babcia zmarła dawno temu, a dom nie jest nikomu potrzebny. Jej rodzice nie przyjeżdżają tu od lat.

Podobał nam się dom i zdecydowaliśmy się go kupić. Wnuczka, która go sprzedawała, zostawiła nam wszystkie meble i rzeczy osobiste. Nie wytrzymałam i zapytałam:

– Pani nie chce zabrać chociażby zdjęć ?

– Nie, Nie chcę. Po co mi one? Może je Pani wyrzucić.

Mój mąż i ja byliśmy tym bardzo zaskoczeni. Jak to możliwe? W końcu na ścianach wisiały zdjęcia bliskich ludzi.

Tak zawsze robiła nasza babcia. Miała wiele zdjęć na ścianach w domu. Często mówiła nam, że każdego ranka wita się z nami wszystkimi. Witała się z dziadkiem, który zginął na wojnie, witała się ze zmarłymi rodzicami. Przywitała się z nami: swoimi dziećmi i wnukami. Zawsze życzyła nam zdrowia i powodzenia. Uważaliśmy to za normalne.

Po śmierci babci nie wyrzuciliśmy żadnych zdjęć. Jak w ogóle można to zrobić? To historia rodzinna. Kawałek człowieka, którego już nie ma. Babcia bardzo często opowiadała nam różne historie o dziadku, o wojnie. Patrzyliśmy na jego zdjęcia i wydawało nam się, że jest teraz obok nas.

Nie mogliśmy wyrzucić zdjęć, które wisiały na ścianach zakupionego domu. Ręka wcześniej by mi uschła, nim bym to zrobiła. Na zdjęciach widać było, jak babcia bardzo kochała wszystkie swoje dzieci i wnuki. A teraz nikt nawet nie chciał wziąć jej zdjęcia na pamiątkę.

Potem mój mąż i ja znaleźliśmy całą paczkę napisanych, ale niewysłanych listów. Te listy babcia pisała do swoich dzieci i wnuków. Opowiadała w nich o swoim trudnym życiu, o okropnościach wojny. Prawdopodobnie babcia chciała, aby jej dzieci znalazły te listy przynajmniej po jej śmierci.

Mój mąż i ja nie mogliśmy po prostu wyrzucić tych listów. Zadzwoniliśmy do wnuczki i poprosiliśmy o numer telefonu jej matki. Kiedy zadzwoniliśmy, ta kobieta powiedziała:

– Proszę to wszystko wyrzucić! Nie chcę niczego! Nie miała nic do roboty, więc pisała te całkowicie niepotrzebne listy do nikogo.

Z mężem było nam żal wyrzucać te listy. Mój mąż jest pisarzem. Postanowił napisać książkę na podstawie tych listów, ale najpierw trzeba było uzyskać zgodę krewnych na korzystanie z tych pism.

– Domyślam się, że najprawdopodobniej ci krewni nigdy nie czytają niczego poza menu w restauracji, ale wszystko musi być zrobione zgodnie z prawem! – powiedział mój mąż.

Dostał pozwolenie od córki, wszystko załatwił prawnie.

Okazuje się, że ta babcia – Genowefa, miała siedmioro dzieci. Dożyła 96 lat, zdążyła pochować sześcioro swoich dzieci. Dom w spadku otrzymała najmłodsza córka. Potem nam go sprzedała.

Pewnego dnia z mężem zaczęliśmy sprzątać w piwnicy. Było tam dużo weków. Wszystkie słoiki zostały podpisane i to nie bez powodu. Napisano na nich, co jest w słoikach i dla kogo. To było takie wzruszające. ” Dżem wiśniowy dla Kasieńki „, ” marynowane grzyby dla Karola „, ” Jeżyna dla Marysi „.

Babcia w tym wieku robiła dla nich weki, pisała do nich listy, a oni uważali to za śmieci.

Szkoda… taka niewdzięczność… Jak to możliwe?!

Jak bardzo Genowefa kochała swoje dzieci i wnuki! Szkoda, że wszystkie jej rzeczy uznali za śmieci i wyrzucili.

 

Oceń artykuł
Twoja Strona
Babcia Genowefa miała siedmioro dzieci. Dożyła 96 lat