Regina, emerytka mieszkająca na wsi w okolicach Lublina, cieszy się spokojem swojego codziennego życia, doglądając domu i pielęgnując ogród warzywny. Jednak jej harmonia zostaje zakłócona przez niepokoje, z jakimi boryka się rodzina jej syna, mieszkającego w Warszawie. Jej wnuk, Marek, to porządny i opanowany młody człowiek. Zawsze osiągał dobre wyniki w szkole, ale zrezygnował z dalszej nauki i podjął pracę w fabryce. Po ślubie i narodzinach syna życie Marka nagle się zmieniło popadł w uzależnienie od alkoholu.
Spędzając czas w złym towarzystwie, zaczął zachowywać się destrukcyjnie. W domu nieustannie wybuchały kłótnie i napięcia. Małżeństwo Marka było na skraju rozpadu. Próbując ratować rodzinę wnuka oraz sprawić, by nie była sama na stare lata, Regina zaprosiła go do siebie na wieś. Była przekonana, że nowe otoczenie oraz jej obecność pomogą Markowi, a przy okazji będzie miał komu pomóc przy domowych obowiązkach.
Na początku przeprowadzka Marka rzeczywiście przyniosła pozytywne zmiany. Zaczął się podnosić z dołka, jego żonie również ulżyło. Szybko zaaklimatyzowali się u babci i chętnie pomagali jej w ogrodzie i w domu. Niestety, po miesiącu Marek powrócił do dawnych nawyków. Niedługo potem jego żona zabrała dziecko i wyprowadziła się do miasta, a Marek nie okazywał skruchy. Przeciwnie związał się z nową partnerką o podobnych upodobaniach i zamieszkali razem u Reginy, zupełnie nie przejmując się jej uczuciami.
Wkrótce pojawiły się problemy finansowe banki i firmy pożyczkowe zaczęły domagać się spłaty długu. Marek pożyczył nawet pieniądze od sąsiadek Reginy, czym tylko pogłębił jej zmartwienia. Pomimo trudnej sytuacji, zdołał nakłonić babcię, by przepisała mu dom, co postawiło ją w niepewnej sytuacji. Marek i jego partnerka żyli jej kosztem, nie pomagając i nie wykazując żadnej inicjatywy.
Pewnego dnia Regina, przygnębiona tym, do czego doprowadził los, westchnęła: Po śmierci piekło mnie nie przestraszy, bo już tu na ziemi przeżyłam najgorsze. Para wymyśliła, jak założyć własny biznes i zaciągnęła kredyt w banku na 40 tysięcy złotych. Jednak jeśli coś pójdzie nie tak, wszystkim grozi utrata dachu nad głową i konsekwencje, których nie da się przewidzieć.




