Pola, ubierasz się już? Spóźnię się do szkoły! zawołałam, wieszając ostatnią koszulę Kacpra na sznurku rozwieszonym na balkonie. Był nieoszklony, ze ścianami z łuszczącą się farbą, ale lubiłam tam przebywać najbardziej w całym mieszkaniu.
Podeszłam do barierki i jak zwykle na chwilę przystanęłam. Z siódmego piętra rozciągał się cudowny widok na Wisłę i warszawskie osiedla. Wschód słońca już rozkwitał, zalewając wszystko jasnym, wiosennym światłem. Zmrużyłam oczy i mocno ścisnęłam cienkimi palcami metalowe poręcze. Tak wygląda życie! Jasne, obiecujące, kiedy wszystko jeszcze przede mną i wszystko jest tak promienne, że aż bolą oczy! U mnie też tak będzie. I wszystko się uda! Muszę tylko uporządkować sprawy i reszta ułoży się tak, jak sobie zaplanuję!
Nadciągnęła chmurka i na chwilę zasłoniła słońce. Otrząsnęłam się nagle. Wszystko wokół stało się wyraźniejsze, trochę szare, zwyczajne. Tak zawsze bywa najpierw marzenia, potem rzeczywistość. A może Jak to powtarzała Sylwia? Rzeczywistość to my sami sobie tworzymy? To od nas zależy, jaka będzie? Może ma rację. To mądra kobieta, skończyła Uniwersytet Warszawski. Mówi, że mam szansę się tam dostać, jeśli tylko będę chciała. Ale samo chcenie to za mało trzeba wszystko przemyśleć. Z tym, co teraz się dzieje, tata sam nie da rady. Młodsi są jeszcze mali, a pieniędzy stale brakuje. To znaczy, że przede mną wybór: studia albo praca. I na razie nie mam innej opcji muszę pomóc tacie, czyli znaleźć pracę.
Sprawdziłam mały zegarek, który tata dał mi w drugiej klasie ojej, tuż przed dzwonkiem! Złapałam pustą miskę i szybko wróciłam z balkonu.
Paulinka spała słodko z rączką pod policzkiem, więc przez chwilę patrzyłam na nią z czułością. Była taka piękna! Rzęsy długie, aż ślady robiły jej na polikach. Jasne loczki rozsypane na poduszce uwielbiałam je czesać, choć to wymagało czasu. Nie chciałam nigdy jej ich obcinać taką urodę trzeba pielęgnować. Mama miała podobne. Zacisnęłam usta. Nie lubię wspominać o mamie. Można człowiekowi wiele wybaczyć, ale zdrady nigdy. A ona nas zostawiła. Paulinka była wtedy taka maleńka, nawet jej nie pamięta. Mówiła do mnie mamo i to nieraz powodowało dziwne spojrzenia na podwórku. Śmieję się na myśl, jak kiedyś panie na mnie się rzuciły.
Do obecnego mieszkania przeprowadziliśmy się po śmierci babci. To mieszkanie dostało się tacie w spadku. W naszej poprzedniej, malej dwójce, wszyscy się już nie mieściliśmy, więc cztery pokoje po babci wydawały się luksusem.
Babcia była wymagająca, surowa, wykładała na Uniwersytecie Warszawskim, więc nie utrzymywała relacji z sąsiadami uważała ich za płytkich. Jako dziecko nie rozumiałam jej do końca, potem próbowałam jak najrzadziej ją odwiedzać. Nie lubiłam tego, w jaki sposób traktowała ludzi. Pomagałam jej, choć każda wizyta była walką z sobą.
Jesteś podobna do matki. Nic z ciebie nie będzie, chyba że odziedziczysz nasze geny. Ale twojemu ojcu los nie dopomógł, więc nie wiadomo, czy w tobie coś się objawi. Jedyna szansa to wiedza. Ucz się, albo skończysz jak twoja matka.
Milczałam. Przeciwstawić się nie było sensu babcia nie znosiła sprzeciwu. Tata mnie nigdy za jej skargi nie beształ, ale gdy widziałam jego zamkniętą twarz do końca dnia, wiedziałam, że to najgorsza kara. Nie odpowiadałam, tylko sprzątałam czy wykonywałam polecenia i pożegnawszy się, wybiegałam z jej mieszkania. Tylko raz nie wytrzymałam i wydarłam się na nią, potem sobie to obiecałam: nigdy tego nie żałować.
Twój brat i siostra pewnie nie są dziećmi twojego ojca. Nie mam z nimi nic wspólnego! Nie wspominaj mi o nich w tym domu!
W takim razie i mnie już tu więcej nie będzie!
Co powiedziałaś?! ton babci był zdumiony; jeszcze chwilę temu miałam ochotę zdemolować całą jej kolekcję porcelanowych figurek. Nienawidziłam tego porcelanu. Godziny z wilgotną szmatką pod babcinym okiem… Wszystko to było drogie, więc dzieci nie miały tu prawa wstępu.
Nie wrócę! rzuciłam i natychmiast wybiegłam, tylko buty ściągając w przedpokoju, od razu pobiegłam do domu. Paulinka gaworzyła w swoim kojcu, a ja od razu ją przytuliłam.
Jesteś moja, Kacper też! Jesteśmy rodziną! Nikt nas nie rozdzieli!
Tata wyjrzał z łazienki, gdzie prał dziecięce rzeczy, i popatrzył zdumiony na mnie płakałam w środku pokoju. Paulinka z przerażeniem patrzyła na mnie, a potem zaczęła płakać jeszcze głośniej ode mnie. Kacper wbiegł z kuchni.
Co się dzieje?
Nie wiem!
Kobiety… pokręcił głową i objął nas obie. Ryczące kluski! Zjecie kolację? Zrobiliśmy z tatą makaron.
Telefon od babci odezwał się godzinę później. Ostrożnie odstawiłam niedomyty talerz do zlewu i zakręciłam kran. Z pokoju długo dobiegał głos taty; był zdziwiony, potem zły, w końcu po prostu zirytowany i przykry. Usiadłam cicho i obejmując kolana, czekałam. Będzie awantura…
Ale pomyliłam się. Nie było wcale nic. Wieczorem tata przyszedł do kuchni, objął mnie mocno i szepnął:
Nie musisz już chodzić do babci.
Czemu?
Bo nikt nie ma prawa ciebie poniżać. Nawet jeśli to rodzina.
Odetchłam z ulgą. Koniec z tym ciężarem i niekończącymi się wyrzutami. Teraz będę mieć czas dla siebie i młodszych.
Babcia odeszła po półtora roku. Ostatnie dwa miesiące znowu miałyśmy kontakt, bo byłam z tatą u niej w szpitalu. W tej suchej, maleńkiej, kruchej kobiecie nie widziałam już osobistej surowości. Został ten sam ton w rozmowie z pielęgniarkami. Siedząc obok, ściskałam tatę za rękę.
Zostanę.
Córeczko…
Tak trzeba.
Pielęgniarki odetchnęły z ulgą, mając pośrednika. Chodziłam do szpitala przed szkołą. Gdy siedziałam na stołku, babcia łagodniała, pielęgniarki mogły wykonywać swoje zadania.
Wyjątkowa z ciebie dziewczyna powiedziała starsza pielęgniarka, obejmując mnie. Twojej babci nie miej za złe. Jeśli ktoś miał biedę w sercu, to nie znalazł szczęścia w życiu i tak odejdzie, niczego nie rozumiejąc.
Ostatniego dnia babcia była dziwnie cicha, spoglądała przez okno na zachmurzone niebo. Skończyłam wypracowanie, schowałam zeszyt i już miałam wychodzić.
Zaczekaj… wyszeptała. Przebacz mi, dziecko… Za wszystko… Zgłupio zrobiłam… Dbaj o tatę…
Kiwnęłam głową, zamknęłam za sobą drzwi, po czym cofnęłam się i pocałowałam ją w policzek.
Odpoczywaj. Wpadnę wieczorem.
Zdążyłam jeszcze dostrzec, jak szybko się odwróciła, chowając łzy. Do szkoły miałam prawie godzinę drogi czasu było w sam raz.
Babcia zmarła tego dnia. Przyjęłam wiadomość od taty w milczeniu, zabrałam młodszych i zostaliśmy w pokoju. Dla mnie była problemem, ale dla taty… była matką. Wiedziałam, że tata długo posiedzi w kuchni, potem otrze oczy i przygotuje coś na jutro.
Przeprowadzka była trudna. Paulinka ciągle chorowała, Kacper robił psikusy nie chciał się uczyć. Tata rozbijał się między pracą i domem, a ja pakowałam klamoty, modląc się, żeby tu się wszystko ułożyło. Nie wiem do kogo kierowałam te prośby, ale miałam wrażenie, że jednak ktoś mnie słyszy.
W babcinym mieszkaniu każdy odnalazł swój kąt, ale i tak zaraz łóżko Paulinki stanęło u mnie, bo czesto w nocy przychodziła do mnie. A Kacper zamieszkał przy kuchennym stole razem odrabialiśmy lekcje, pilnując, żeby obiad się nie przypalił i żeby ziemniaki były posolone.
Maggie, posól ziemniaki! uczyłam się fizyki. Zawsze sprawiała mi trudność, ale nie chciałam się rozpraszać.
Wiktoria, co dalej z zupą? Już się gotuje!
Już, poczekaj! odkładałam długopis i siekałam warzywa.
Nie radzę sobie z zadaniem! Te ujemne liczby to magia! Wikcia?
Daj, pomogę. Pola, a Ty rysujesz z nami?
Paulinka siedziała przy swoim stoliczku i ślęczała nad kredkami, bo jak starsi się uczą, to ona również!
Początki nie były łatwe. Tata pracował, dzieci zostawały na mojej głowie. Z Kacprem się jeszcze można było dogadać, z Polą trudniej. Przedszkole pomagało, ale była często chora, więc musiałam opuszczać lekcje. Do czasu, aż pojawiła się Sylwia.
Sylwię, sąsiadkę z klatki, poznałam przypadkiem wyszłam z Polą na plac zabaw. Było ciepło, dużo dzieci, matek, babć, niań i towarzyskich rozmów. Pola chciała na huśtawkę, ale była kolejka.
Mamo! jej głosik zabrzmiał głośno i wszystkie spojrzały na mnie podejrzliwie.
Matka? Taka młoda?! Bez wstydu, pewnie podrzutek, skandal…
Natychmiast pojawiły się życzliwe panie z opiniami. Pola płakała, a ja rozglądałam się, jak ją zabrać.
Co tu się dzieje?
Aż drgnęłam; wydało mi się na moment, że to głos babci. Ten stalowy tembr uciszył wszystkich na placu.
Sylwia, dobrze, że jesteś. Nowa sąsiadka, próbuje się odnaleźć.
Sylwia, szczupła, ubrana w spodnie i koszulkę, podeszła do mnie.
O co chodzi? zapytała spokojnie.
Najgłośniejsza z pań, krępa emerytka, wypięła się dumnie:
Wyobraź sobie, Wiktoria, ona w tym wieku dziecko, toż to hańba! Dziecko dzieckiem wychowuje! Tak nie może być!
I to wszystko? Sylwia zmarszczyła brwi i czekała, aż pani się zmiesza.
W końcu kobieta ucichła i pospiesznie odciągnęła wnuczkę.
Ważne, że po koncercie! zaśmiała się Sylwia. Dziewczyno, kim jest dla Ciebie ta malutka?
Jest moją siostrą.
Wątpliwości rozwiane? Panie uciekły czym prędzej.
Jak masz na imię?
Wiktoria, to Pola.
Sylwia, nie trzeba ciotek! żachnęła się śmiejąc. Młoda jestem jeszcze.
Nie pamiętam do końca, jak się zaprzyjaźniłyśmy. Ktoś powie: nastolatka i dorosła kobieta, co to za przyjaźń? A jednak właśnie tego wtedy potrzebowałam i los dał mi Sylwię.
Szybko zrozumiałam, dlaczego wszyscy się z nią liczą. Sylwia była prawniczką, specjalistką od spraw rodzinnych. Dobrze znała ludzi i pomagała, ale miała dyskrecję w małym palcu.
Wiesz, ile ja wiem o tych ludziach? śmiała się, pomagając mi zdejmować firanki do prania. Sąsiad nie płaci alimentów, inna babcię oddała do domu opieki, żeby mieszkanie przejąć… Wszyscy chcą dobrze wyglądać, ale prawda zawsze wychodzi na jaw.
Kiwałam głową. Tata przeniósł nas właśnie tu, by uciąć plotki o naszej mamie…
Sylwii jako jednej osobie opowiedziałam całą prawdę o mamie. Przywykłam trzymać wszystko w sobie, a przecież żal się kumuluje, pytania dręczą, a jeżeli babcia miała rację i będę jak matka?
Pewnego dnia Sylwia poprosiła mnie, żebym nakarmiła kota.
Mam sprawę w sądzie, potem lekarz, potem spotkanie. Mogę wrócić później. Nakarmisz Ogórka? Inaczej będzie miauczeć cały wieczór i obudzi pół bloku!
Przecież to tylko kot! zaśmiałam się.
Zobacz! zamknęła drzwi do kuchni, gdzie spał pręgowany Ogórek.
Przyłożyła palec do ust i szepnęła:
Raz, dwa, trzy
Nagle kot zaczął tłuc się łapą w drzwi, aż zadudniło.
Wow!
Tak, i tak długo, aż go wypuszczę.
Kiedy jeszcze byłam w szkole, potem długo Pola nie mogła się ubrać w przedszkolu, na dodatek Kacper potrzebował pomocy przy matematyce i dopiero po ósmej weszłam do Sylwii.
Przepraszam, Ogórek… postawiłam karmę i miskę no, już, już!
Nagle drzwi się otworzyły. To Sylwia, rzuciła torebkę i przysiadła na taborecie zmęczona.
Dziękuję, dobrze, że przyszłaś tylko spojrzała na mnie i nagle wybuchła płaczem, chowając twarz w dłoniach. Byłam zaskoczona. Wydawała się zawsze silna, a przecież też czuje…
Cicho przytuliłam ją i głaskałam po ramieniu.
Przepraszam… Ciężki dzień, nie mam z kim pogadać. Mamy już nie ma, nikogo bliskiego
A ja? spojrzałam jej w oczy. Nie jestem człowiekiem?
Sylwia uśmiechnęła się przez łzy, przeciągnęła dłonią po moich włosach.
Loczki… Zawsze marzyłam o lokach. Kobiece pragnienia są śmieszne to, czego nie mamy, kwitujemy zazdrością. Marzyłam o loczkach… i o dziecku.
Loczki możesz zrobić, a dziecko…? spytałam cicho, trochę bezczelnie, ale jeśli ktoś nie ma komu się zwierzyć…
Sylwia wyjęła z torebki przezroczystą teczkę.
Dziecko to mój wyrok, Wiktoria. Nigdy nie będę miała dziecka. To moja wina i nikogo innego. Czasem za błędy płaci się za dużo. Zaszłam w ciążę od razu, z mężem czekaliśmy długo, planowaliśmy, ale życie nas zaskoczyło. Zamiast się cieszyć, myślałam tylko o podróżach i nowych meblach. Mąż się cieszył, ale na wyjazd do Grecji nalegałam mimo wszystko… I tam wypadek… Dziecka nie udało się uratować… Od tego czasu nie mogę już mieć dzieci. Lekarze rozkładają ręce.
Wtedy zamknęłam się w sobie, odsuwałam się od męża, aż w końcu się rozstaliśmy. Po roku spotkaliśmy się przypadkiem na sali sądowej, spróbowaliśmy rozmawiać. Zostały już tylko wspólne wspomnienia i żal, że nie potrafiliśmy sobie pomóc. Potem zostałam znów sama, skupiona na pracy, ale myśl, że mogłam inaczej postąpić, czasem wraca. To już za późno.
Jesteś tego pewna? Co, jeśli lekarze się mylą?
To minimalna szansa, praktycznie żadna.
To próbuj! Po co płakać na zapas… Spróbuj i dopiero potem się martw!
Sylwia przytuliła mnie.
Skąd ty taka mądra jesteś? Przecież jesteś jeszcze dzieckiem.
Po prostu miałam dobrych nauczycieli… mruknęłam i podeszłam do czajnika.
A powiedz mi… Nigdy nie mówiłaś, czemu jesteście tylko z tatą. Co z mamą? Otwartość za otwartość…





