Co zrozumiał mój mąż, kiedy zaczął opiekować się dzieckiem?

Gdy po urlopie macierzyńskim zaczęliśmy rozmawiać o moim powrocie do pracy, od razu stało się jasne, że trzy dni w tygodniu, aż do mojego powrotu do domu, naszym dzieckiem będzie musiał zajmować się mój mąż.

Na początku był on pełen entuzjazmu i zapału. Deklarował, że będzie się bawił, chodził z córką na spacery, sprzątał, gotował obiady a jednocześnie znajdzie czas na naukę i prowadzenie profesjonalnego bloga. Muszę dodać, że do tamtej pory nie miał okazji zostać z dzieckiem zupełnie sam na cały dzień – od rana do wieczora.

Oczywiście przez cały czas bardzo mi pomagał – karmił, przewijał, bujał i dbał o porządek w domu ale nigdy nie był zostawiony z tymi obowiązkami w pojedynkę.

Milczałam by nie zabijać w nim jego dobrych chęci i zapału.

Rozważała, że ja mogę być po prostu już zmęczona tą monotonią a on zapewne poradzi sobie z tym lepiej bo wkroczy w prace z zupełnie nową siłą. Zaznaczyłam tylko by pamiętał, że to nie są zawody a zwyczajne życie i nie musi dążyć do perfekcjonizmu. Czasem coś może się nie udać.

W pierwszym tygodniu wszystko wyglądało idealnie. Mąż doskonale radził sobie ze wszystkimi obranymi obowiązkami. Potem jednak jego entuzjazm zaczął blaknąć, aż w końcu ilość rzeczy jakie robił w domu stała się porównywalna do tych, jakimi mi udawało się zajmować na urlopie macierzyńskim. Chodził z dzieckiem, karmił, usypiał, mył podłogi, gotował obiady, sprzątał główny bałagan.

Bardzo szybko zaczął narzekać na monotonię, która go męczyła. W końcu zrozumiał dlaczego tak marudziłam siedząc w domu z dzieckiem i koniecznie chciałam wrócić do pracy, chociaż na część etatu.

Muszę przyznać, że ogólnie poradził sobie świetnie. W końcu przejęcie tych obowiązków było dla niego i trudniejsze i łatwiejsze zarazem. Łatwiejsze – jako, że był przyzwyczajony do wysiłku fizycznego o wiele mniej ciążyło mu ciągłe podnoszenie i noszenie dziecka, trudniejsze natomiast bo była to dla niego całkowicie nowa sytuacja, w której musiał się odnaleźć.

Docenił też, jak dobrze jest nie mieć ciągłego „dnia świstaka” i choć raz na kilka dni udać się do pracy by urozmaicić sobie życie.

Mój mąż przyznał, że ciągłe zajmowanie się pociechą jest czymś zupełnie innym niż pomoc w codziennych obowiązkach i ta różnica staje się widoczna dopiero, gdy się obu tych opcji spróbuje.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Twoja Strona
Co zrozumiał mój mąż, kiedy zaczął opiekować się dzieckiem?