Dziś chciałabym opisać dzień, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Zarówno ja, jak i mój mąż, Piotr, znaleźliśmy się na domowej kwarantannie. Z pieniędzmi było krucho do wypłaty zostało jeszcze siedem dni, a na koncie świeciło pustkami. Tak bardzo liczyłam, że jakoś sobie poradzimy, chociaż miałam świadomość, że zapasy w lodówce znikają szybciej niż bym chciała.
Oczywiście żartowałam do Piotra, że damy radę, bo jeszcze jakieś jedzenie zostało. Ale wiedziałam, że musimy coś wymyślić.
Wtedy przypomniało mi się, że jedna z naszych znajomych Marta, która kiedyś pożyczyła od nas trochę gotówki do tej pory nie oddała długu. Nie była to duża suma, ale w obecnej sytuacji kupiłabym za to cały siatka jedzenia.
Kiedy zaparzałam herbatę, zauważyłam, że Piotr już odnalazł jej numer w telefonie i do niej dzwoni. Usłyszałam stanowczy ton jego głosu Piotr rzadko bywał taki zdecydowany kiedy poprosił Martę o zwrot pieniędzy. Po chwili jednak jego głos zupełnie się zmienił, pojawiły się przeprosiny, słowa współczucia. Po rozłączeniu Piotr wyjaśnił mi, że Marta powiedziała, iż jej mama właśnie zmarła. Chociaż byliśmy w trudnej sytuacji, uznaliśmy, że zachowamy się jak ludzie i poczekamy ze zwrotem.
Minęło kilka tygodni. Razem z Piotrem wybraliśmy się do pobliskiego warzywniaka planowaliśmy ugotować coś pysznego, żeby choć na chwilę zapomnieć o codziennych problemach. Gdy już wychodziliśmy z zakupami, nagle, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zobaczyłam mamę Marty! Wiadomość, że nie żyje, okazała się kłamstwem. Wstrząsnęło to mną, nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
Nigdy wcześniej nie widziałam Piotra tak rozgniewanego. Bez słowa wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania Marty. Otworzyła nam zupełnie pijana, nawet nie próbowała ukryć, że wcale nie zamierza oddać nam pieniędzy.
Piotr był już gotowy postawić sprawę na ostrzu noża, kiedy Marta nagle się załamała. Przyznała, że wymyśliła historyjkę o śmierci matki, bo bała się powiedzieć prawdę. Po chwili zniknęła w jednym z pokoi i wróciła z banknotami. Oddała dług. Od tamtego dnia już nigdy jej nie spotkaliśmy.
Zastanawiam się teraz, jak jeszcze można zaufać ludziom, skoro nawet osoby, które znaliśmy od lat, są w stanie tak kłamać.




