Jak ostatnia głupia czekałam, aż mi się oświadczy, ale nagle otrzymałam wiadomość, a po jej przeczytaniu grunt spod nóg mi się usunął.
Poznałam Maksa, gdy miałam osiemnaście lat. Pojawił się „książę na białym koniu”. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Czekałam na szczęśliwe zakończenie wymyślonej przeze mnie bajki. Szczęśliwe zakończenie oznaczało ślub i wiele dzieci. Obiecał, że weźmiemy ślub wkrótce.
Ta chwila trwała do momentu otrzymania dyplomu uniwersyteckiego. Maks został wysłany do pracy w pobliskim mieście. Nasze małżeństwo zostało więc ponownie przełożone z przyczyn obiektywnych. Maks powiedział, że wesele zagramy, jak już się tam zadomowi.
Miłość na odległość trwała przez kolejne cztery lata. Czasem on przyjeżdżał do mnie, czasem ja do niego.
Już podczas pierwszej wizyty u niego zauważyłam czystość i porządek w domu, ugotowany obiad. Wyjaśnił, że jego matka przyjeżdża i pomaga w sprzątaniu oraz gotowaniu. Ja, jak zakochany głupiec, mu uwierzyłam.
On oczekiwał awansu i podwyżki. Przekonywał mnie, że jeśli stworzy akceptowalne warunki dla rodziny, dla mnie i dzieci, od razu weźmiemy ślub. Któregoś dnia, kiedy po raz kolejny przyjechałam, otrzymałam sms: Czas, żebyśmy porozmawiały….
Nie miałam pojęcia, kto i o czym chce ze mną rozmawiać. Z niecierpliwością czekałam kiedy zadzwoni telefon.
Dziewczyna, która do mnie zadzwoniła, powiedziała, że podczas mojej nieobecności mieszkała z moim narzeczonym.
– Czy możesz mi to udowodnić? – zapytałam oszołomiona. Szczegółowo opisała mieszkanie, gdzie wszystko było, w której szafce jakie naczynia itp. W końcu przesłała mi korespondencję z Maksem, w której omawiali planowany na koniec sierpnia ślub.
Rozłączyła się, zaraz po tym jak krzyczałam przez pół godziny. Trochę się uspokoiłam, uporządkowałam, zebrałam swoje rzeczy i wyszłam. Przez trzy miesiące nie było żadnej wiadomości od Maksa. Stopniowo doszłam do siebie i usunęłam go ze swojego życia.
Zadzwonił do mnie w przeddzień swojego ślubu. Przeprosił, powiedział, że mnie kocha i zostawi wszystko, żebym tylko wróciła. Nie wybaczyłam. Nie byłam w stanie. Z sarkazmem, życzyłam mu szczęścia w życiu osobistym.







