Dobrze się ustawiła

Marto, pamiętasz, że w niedzielę idziemy do mojej mamy na urodziny? zapytał mąż przy śniadaniu.

No jakżeby o tym zapomnieć Przez ostatni tydzień Jacek o niczym innym nie mówił, a teściowa już z cztery razy dzwoniła, żeby mi przypomnieć. Chciałoby się, a nie da rady zapomnieć… przelatywało Marcie przez myśl, ale tylko uśmiechnęła się i rzuciła spokojnie:

Pamiętam, Jacku, pamiętam westchnęła cicho pod nosem. Ostatnio wizyta u teściowej to była dla niej prawdziwa katorga. Pani Teresa miała wiecznie skrzywioną minę. Marta nie rozumiała do końca, co tak bardzo jej nie pasuje. Przecież syna kochała, wnuków wychowywała, w domu wszystko lśniło. Ale jak to się mówi wszystkim się nie dogodzi.

Z Jackiem poznali się jak na te czasy przystało przez internet. W grupie z suplementami na Facebooku. Marta kupowała magnez, a Jacek jakieś batoniki proteinowe. Od zwykłej rozmowy wszystko się zaczęło, później on zaczął jej lajkować zdjęcia i tak zaczęli rozmawiać codziennie. Ze znajomości zrobiło się coś poważniejszego. Po siedmiu miesiącach wzięli ślub.

Marcia, zobaczysz, ja będę świetnym ojcem! Przysięgam! I wiesz co? Chciałbym czwórkę dzieci. Dwóch chłopaków i dwie dziewczynki. Uważam, że jedynak to potem często egoista. A jak jest gromadka, to i dzieci lepsze rosną, i radośniej w domu.

Oj tam zaśmiała się Marta sam jesteś jedynakiem, a wcale egoistą nie jesteś

Ja to wiesz, wyjątek od reguły puścił jej oczko i przytulił do policzka.

Mama Jacka, Teresa, gdy poznali się pierwszy raz, spojrzała na Martę twardym wzrokiem nauczycielki i brwi mocno podkreślone, jak od linijki. Przy obiedzie dopytywała o rodzinę, wykształcenie Kiedy usłyszała, że Marta jest ze Śląska, pochodzi z wielodzietnej rodziny i mieszka z mamą w dwupokojowym mieszkaniu w Gliwicach, od razu spochmurniała. Resztę obiadu dziobała widelcem w talerz, zaciskając usta.

Wesele zrobili hucznie, w znanej restauracji. Z Gliwic przyjechała mama Marty, jej dwie siostry i trzech braci wszyscy młodzi, energiczni, głośni. Było wesoło i szampańsko. Marta z Jackiem promienieli i nie odstępowali siebie na krok, jak dwa gołąbki

A po dwóch miesiącach ogłosili rodzinie, że spodziewają się dziecka. Jacek był tak szczęśliwy, że aż czkał od emocji. Rodzeństwo Marty zarzuciło ich gratulacjami, jej mama popłakała się z radości, kiedy zadzwonili z nowiną. A teściowa? Ta tylko westchnęła i znów przygryzła wargi.

Nie mogliście poczekać? Trochę pożyć dla siebie, nacieszyć się, a nie od razu dzieci Jakie z was rodzice sami jeszcze młodziaki
Mamusiu, kochana! Będziesz już niedługo babcią, rozumiesz? To takie szczęście! A ja będę ojcem! Jacek śmiał się całą buzią, złapał mamę za ręce i obrócił po pokoju. Ona tylko wzruszyła ramionami.

W odpowiednim czasie urodziła im się cudowna, zdrowa córka, Hania. Cała była do Marty podobna. Jacek nie posiadał się ze szczęścia. Marta rzuciła się w wir macierzyństwa i urządzania mieszkania. Jacek dobrze zarabiał, Marta mogła sobie pozwolić nawet na pomoc do domu czy nianię. Ale postanowiła zrobić wszystko sama. Spisywała się wspaniale jako mama i gospodyni. Jacek chętnie się dokładał kiedy miał wolne, zabierał Hanię na spacer, karmił, nawet pieluchy przewijał bez mrugnięcia okiem.

Na pierwsze urodzinki Hani dowiedzieli się, że ich rodzina znów się powiększy. Jacek marzył o synu i rzeczywiście, za dziewięć miesięcy Marta urodziła chłopca, Stasia.

Z dwójką dzieci już nie było tak prosto, więc zdecydowali się na pomoc do domu, żeby Marta mogła w pełni zająć się wychowaniem maluchów. Była szczęśliwa, żyło jej się świetnie. Jacek dbał o nią, kochał dzieci i zabezpieczył im życie bez żadnych trosk. Ta sielanka miałaby trwać, gdyby nie teściowa Teresa.

Jacek, powiedz szczerze, dlaczego twoja mama mnie nie lubi? Mam wrażenie, że nawet do wnuków nie pała sympatią. O co jej chodzi, możesz mi wytłumaczyć?
Marciu, nie przejmuj się. Mama zawsze była charakterystyczna, ma jakiś swój świat i my się tam średnio wpasowujemy przytulił ją, cmoknął w czoło. Najważniejsze, że ja cię bardzo mocno kocham.

Dzieci rosły, Jacekowi firma się rozkręcała, w domu był spokój i radość. Marta była wdzięczna losowi, że kiedyś zgodziła się na tę pierwszą randkę z nieznajomym z internetu Bo teraz był jej najbliższą osobą. Ukochanym mężem.

Pewnego razu, gdy dzieci zostały z nianią, Marta i Jacek wybrali się razem do teatru jej wielkiej pasji. Zasiadła w wygodnym fotelu z operowym lornetką w ręku i już czuła ten klimat, aż tu nagle zrobiło jej się niedobrze

Jacek, coś mnie mdli To pewnie przez tę sałatkę z tej knajpy. Od razu mi się wydawała jakaś podejrzana

Próbowała się uspokoić, popijała wodę, ale nie przechodziło. Wyszli z teatru, wrócili do domu. Marta położyła się, a po jakiejś pół godzinie już jej minęło. Jeszcze po godzinie dla pewności zrobiła test ciążowy. Tak dla spokoju Wynik pozytywny!

Marta! Ale super! Trójka! Zawsze o tym marzyłem! Jacek prawie tańczył po pokoju.
Trójka fajnie, tylko czy nie za wcześnie? Staś i Hania jeszcze tacy mali zastanawiała się cicho Marta.
Jak to za wcześnie? Nasze dzieci, damy radę. Damy, zobaczysz! A teściowa haha Na jej urodzinach jej powiemy! Idealnie pasuje jako prezent, nie?

Ciekawe, jak teściowa na to zareaguje. Pewnie jak zwykle krzywo spojrzy i zarzuci, że rozmnażamy się jak króliki Albo powie coś gorszego przemknęło Marcie przez głowę, ale na głos nic nie wspomniała. Uśmiechnęła się tylko szeroko do męża. Co ma być, to będzie.

W końcu, w pogodną niedzielę, całą rodziną ruszyli do pani Teresy na urodziny. Po drodze kupili kwiaty i wielki sernik. I klasycznie spóźnili się z pół godziny.

Teściowa przywitała ich w progu, uśmiechnięta, w perfumach z drogerii, prawie jak z jakiegoś francuskiego sklepu. Ucałowała syna, synową, przytuliła wnuki i zaprosiła do stołu.

Goście już hulali i z lekka byli wstawieni. Nowo przybyli musieli wypić kielicha za zdrowie jubilatki. Jacek wziął to na siebie zaśmiał się, stuknął kieliszkiem i mówi:

Kochana mamusiu i babciu, gratulujemy ci wspaniałych lat i życzymy zdrowia, szczęścia i uśmiechu! A my, twoje dzieci, dołożymy wszelkich starań, żebyś miała radość z naszej gromady. No to teraz czas na prezent i niespodziankę! Podszedł do matki, podał jej eleganckie pudełeczko (w środku złota bransoletka z brylancikami), a na wierzchu jeszcze malutką białą kopertę. Potem ją wyściskał i usiadł czekając na reakcję.

I długo nie czekał.

Pani Teresa pogładziła pudełeczko, otworzyła, popatrzyła chwilę, odłożyła na stół. Z ciekawością otwiera kopertę, wyciąga test ciążowy z dwiema kreskami. Od razu twarz jej twardnieje, jakby trzymała w ręce żabę rzuca test na podłogę i zwraca się do Marty:

To tak rozumiem, twój prezent. No nic innego nie potrafisz, tylko dzieci? Tylko rodzić i rodzić, jak ta kotka Nie przeszkadza ci, że znów jesteś w ciąży? I dobrze ci się żyje, co? Siedzisz w domu, dzieci rodzić, a mój Jacek pracuje, żeby was utrzymać. Masz wszystko pomoc domowa, niania Żyje ci się jak królowej, serio. Szepnęła z przekąsem, ale słyszalnie dla wszystkich.

W pokoju zapadła martwa cisza. Goście zatopili się w talerzach, a po cichu śledzili koncert.

Jacek aż pobladł, zadrżały mu usta, spojrzał na matkę:

Mamo, co ty mówisz Nie mogę w to uwierzyć. Myślałem zawsze, że mnie kochasz Syna. A ty Ty tak naprawdę kochasz tylko siebie

Wstał od stołu, za nim Marta, która ledwo powstrzymywała łzy. Szybko pozbierali dzieci i wyszli z mieszkania. Mama nie patrzyła w ich stronę, a goście tkwili w milczeniu.

W samochodzie Marta rozpłakała się, ale cicho żeby dzieci nie widziały. Łzy ciekły jej po policzkach strumieniami, Jacek spoglądał na nią co chwilę, ciężko wzdychając. Ewidentnie też to przeżywał.

Po powrocie do domu resztę dnia spędzili w ciszy. Dopiero wieczorem, jak dzieci już spały, usiedli w kuchni z herbatą, żeby pogadać o tym wszystkim

Wiesz, Martuś, tak sobie dziś cały czas myślę I wiesz co? To wcale nie twoja wina Marta spojrzała na niego, nie dowierzając. Tak, twoja wina to nie jest. Mogłabyś mieć na imię Zosia, Teresa, Basia czy Anka, a ona i tak by znalazła powód, żeby komentować. Albo dzieci, albo rosół, albo brudna podłoga. Po prostu jest zazdrosna. I trochę jej szkoda, że życie miała ciężkie mama mnie sama wychowała, ojciec od nas odszedł, chował się nawet przed alimentami. Pracowała jak wół, żeby mnie utrzymać. A ty masz wszystko, co trzeba i ja przy tobie, i dzieci, i dom pełen spokoju. Ona nie potrafi przeboleć, że komuś innemu w rodzinie może się układać Nawet jej własnemu synowi. Wiesz, wybacz jej, bądź od niej mądrzejsza. Przebacz w sercu. Potem się zobaczy

Siedzieli długo w ciszy, przytuleni przy ciepłej lampce w kuchni, każde zatopione w swoich myślach. Jacek myślał, jak mało znał swoją matkę i jak mu głupio przed ludźmi A Marta myślała, że może kiedyś wybaczy teściowej, ale na razie wolałaby jej nie widzieć. Co będzie dalej, życie pokaże.

Tyle mieli zmartwień i przemyśleń, ale trzymało ich jedno: miłość. I dzieci. A to w życiu liczy się najbardziej.

Oceń artykuł
Newskey24
Dobrze się ustawiła