Dom z papieru

Zuza, spóźnimy się!

Tato, już jestem! Zuza podskakiwała na jednej nodze, próbując naciągnąć skarpetkę.

Te skarpetki były śmieszne. Każda w innym kolorze. Jedna różowa, druga zielona. To prezent od ciotki Zuzki, Kasi. Dostała też od niej te kolorowe trampki, każde inne. Kasia twierdziła, że teraz tak jest modnie.

Zuzka jej wierzyła. Kasia to była niezła modnisia. Mówiła, że jak urody brak, to trzeba nadrabiać innymi atutami.

Z tym co do urody, Zuza do końca się z Kasią nie zgadzała. No i co z tego, że Kasia tak bardzo odbiegała od powszechnie przyjętych kanonów piękna? Chuda „jak szczapka”, jak mówiła babcia, ciemnowłosa i szarooka, była tak charakterystyczna, że Zuzka aż się śmiała, gdy szły razem ulicą.

Tak, tak, nikt Cię nie zauważa! Widzisz, wszyscy się za Tobą oglądają!

Kto? Kasia zatrzymywała się i rozglądała na wszystkie strony z powagą dziecka.

W takich momentach Zuzka śmiała się do rozpuku. Kasia była w gruncie rzeczy trochę jak duże dziecko. Niby starsza od siostrzenicy, ale to Zuza czasem czuła się dorosła, stojąc przy niej.

Ta jej naiwność uderzała Zuzkę.

On mi powiedział, że mu się podobam! Zuzka, nie wiem co robić!

A on Tobie się podoba?

Bardzo! Ale się go boję!

Dlaczego?

Za przystojny. Wszystkie dziewczyny w biurze za nim latają. A on, nie wiadomo czemu, zwrócił uwagę na mnie. To jakieś szaleństwo!

Kasiu, jesteś śliczna i mądra! Dlaczego miałabyś mu się nie podobać?

Pytanie było retoryczne. Im bardziej Zuza próbowała przebić się przez pancerz niepewności ciotki, tym bardziej to się nie udawało. Zuza czasem się wściekała, nawet do łez, ale nic nie mogła na to poradzić.

Córuś, trudno przeprogramować coś, co budowało się przez lata Olek, ojciec Zuzki, kręcił głową, pocieszając nastoletnią córkę.

Przez kogo, tato? I po co? Dlaczego z fajnej dziewczyny robi się niepewną siebie gąskę? Ty mnie inaczej wychowałeś!

No ja tak nie, ale inni już tak. Nauczyciele też się dołożyli.

A u Kasi? Wiem, tato, mówisz o babci. Ale nigdy nie mówisz tego wprost.

Co miałbym Ci powiedzieć, córko? Że moja mama źle wychowywała swoje dziecko? Czy to coś zmieni? Jesteś już dorosła, pewne rzeczy zrozumiesz sama. Moja mama nas sama wychowywała, ojca nie było. Potem pojawił się mój ojczym, Piotr. Pamiętasz, zawsze go szanowałem. Zastąpił mi ojca, dużo mnie nauczył. Ale, co ważne, nie pozwalał matce za bardzo ingerować w moje wychowanie. Mówił, że faceci powinni wychowywać facetów.

Tato, to wszystko super, tylko czemu u Kasi nie było tak samo?

Tu właśnie jego zasada go pogrążyła. Kasia to dziewczyna, więc zostawił ją matce. A mama wychowywała ją na swój sposób. Nie oceniaj jej surowo, miała swoje powody.

Jakie powody, tato? Patrzę na Kasię i chce mi się płakać. Jest tak bardzo w porządku, czasem aż za bardzo. Ale taka… niepewna, nawet nieszczęśliwa. Ona się boi wszystkiego! Nawet ludzi. Skąd to?

Wiesz, córko, mama zawsze się bała o Kasię. Może stąd te obawy. Bała się do granic. Za rękę prowadzała ją do końca liceum. Ja nie rozumiem, skąd ten lęk. Ale wiem, jak ciężko mama przechodziła tę ciążę. Praktycznie całe miesiące była na podtrzymaniu w szpitalu. Wtedy właśnie z Piotrem się zbliżyliśmy. Dwie facety, a tam nasza ukochana kobieta w szpitalu. Wtedy widziałem, jak on ją kocha. Piotr nie był wylewny, Ty nie pamiętasz go dobrze…

Nie pamiętam, ale pamiętam konika na biegunach, którego mi zbudował.

No widzisz! Skręcał go, czekając aż się urodzisz. Złota rączka, nawet jak było mu źle, coś robił. Bał się, że nie zdąży.

A gdzie on jest?

Na strychu. Dla wnuków będzie jak znalazł.

Tato!

No co? Przecież kiedyś zrobisz ze mnie dziadka!

Jeszcze nieprędko.

Uff, kamień z serca.

Tato!

Znowu coś palnąłem?

Olek śmiał się, broniąc się przed zaczepkami córki, ale czuł ulgę. Wiedział, że pytań nie będzie mniej, ale nie na wszystko jest gotów odpowiadać.
W ich rodzinie nigdy nie było łatwo. Kasia mówiła kiedyś, że mają papierowy dom.

Dlaczego papierowy, Kasiu?

Olek z czasów liceum, wiecznie zajęty i szczupły, zawsze miał czas dla młodszej siostry. Kasia go rozbrajała.

Bo wygląda jak ten tulipanek! Kasia kręciła w palcach papierowego kwiatka. Piękny, a zobacz, jeśli tak…

Położyła tulipanka na dłoni i mocno klaśnięła drugą ręką.

Po co?! Olek aż podskoczył, zaskoczony hałasem.

W środku pusty. Widzisz? Zrób jeszcze jednego!

Zgnieciesz go tak samo?

Nie. Pokażę Ci coś.

Z wielkim trudem Kasia przepychała przez mały otwór kolorową plastelinę aż papierowy tulipanek był nią wypchany.

Widzisz? Teraz nie da się go zmiażdżyć. Dalej jest z papieru, ale jest mocny. Nasz dom taki nie jest. Brakuje mu tej plasteliny.

Kasia zawsze patrzyła głębiej. Olek, zadziwiony, przewracał w rękach papierowy kwiatek, pełen dziecięcej mądrości.

Te kwiatki nauczyła go składać koleżanka z ławki Alinka. Na pozór poważna, ale nieustannie coś dłubała na lekcji.

Ręce mnie swędzą. Muszę coś robić jak myślę.

Pod jej zwinne palce papier ożywał, a do końca lekcji na ławce pojawiał się żuraw, żabka, a czasem cały bukiet tulipanków. Alinę nauczyciele znali i nie przeszkadzali. Była najlepsza w klasie, zawsze odpowiadała bez pudła. A nawet jak zmarnowała kartkę? Trudno!

Olek zabierał jej prace do domu dla siostry. Kasia zachwycała się każdym papierowym cudeńkiem.

Jak ona to robi?

Chcesz, poproszę ją, żeby pokazała Ci sama?

Bardzo!

Olek musiał więc wyprosić pozwolenie u mamy, żeby zabrać Kasię do parku. Do domu Aliny nigdy by jej nie zaprosił. Wiedział, że matka by tego nie zaakceptowała.

Larysa, matka Olka i Kasi, była kobietą surową. Czasami aż za bardzo. Olek ją kochał, ale tłumaczył sobie, że mama się po prostu boi o niego i siostrę.

Oluś, musisz myśleć o przyszłości! Sam! Nikt Ci nic nie da! Ja swoje zrobiłam: urodziłam Cię i wychowałam na ile mogłam. Teraz radź sobie sam. Jest jeszcze Kasia. I na Piotra nie licz, to nie Twój ojciec, tylko ojczym. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

Olek nie dyskutował. Ale w głębi duszy wiedział gdyby zaszła potrzeba, Piotr by pomógł. O Piotrze mówił już tylko tata. Był dla niego prawdziwym ojcem.

Wiedział, że te mamine rozmowy przychodzą tylko wtedy, gdy Piotra akurat nie ma w domu. A Piotr przerwałby je natychmiast. Uważał rodzinę za najwłaściwszą rzecz w życiu, i starał się, by wszystkim było dobrze.

Tyle, że dobrze dla każdego znaczyło coś innego. Ojciec mówił, że dzieci trzeba kochać i czasem rozpieszczać, matka że ważna jest surowość. I strach.

Mama bała się o dzieci 25 godzin na dobę. Godzina w zapasie na wszelki wypadek, bo nigdy nie wiadomo. Olek słyszał to stale, szczególnie od kiedy urodziła się Kasia.

A co, jeśli ktoś skrzywdzi Kasię!

To dotyczyło wszystkich. Koleżanek żadna nie była wystarczająca dobra. Nauczycieli, trenerów tylko służbowe relacje. Żadnego przytulania z wychowawczynią, po co to komu? Że inni tak robią? Ich sprawa.

Inni ludzie? Po co?! Przecież są matka, ojciec, brat. To wystarczy. Wszyscy inni to tylko zagrożenie.

Dlaczego Larysa była na tym punkcie tak przewrażliwiona, Olek zrozumiał dopiero dużo później. Tylko patrzył, jak matka krząta się jak w klatce, próbując wszystko ogarnąć. Zmieniła pracę, żeby odbierać Kasię ze szkoły, zrobiła prawo jazdy, żeby wozić córkę na angielski i balet, bo nie wypuściła jej samej. Olek pomagał, ale gdy Kasia trochę podrosła, on miał już własne życie.

W tym życiu było tyle wszystkiego… Alina A później ich wspólna córeczka, która była dla Larysy szokiem, bo przecież nie tak wyobrażała sobie bycie babcią.

Olek! Po co to wszystko? Tak wcześnie, tak… nierozważnie… Przecież masz zaraz magisterkę! Larysa stała przy oknie, obejmowała się ramionami, trzęsąc się z nerwów jak zwykle w trudnych chwilach.

Mamo, nie jestem już dzieciakiem. Odpowiadam za swoje życie. Alina jest w ciąży. To moje dziecko, rozumiesz?

Ale można się było zabezpieczyć! I nawet teraz… jeszcze jest wyjście…

Przestań, mamo. Mówisz rzeczy, których nie chcę usłyszeć. Już usłyszałem aż za dużo. Wiem jesteś zaskoczona. Przemyśl to, co powiedziałem.

Olek wyszedł z kuchni, zajrzał do Kasi się pożegnać, na koniec wszedł do ojczyma.

Piotr chorował już pół roku. Strasznie, ciężko, w milczeniu. Nie chciał martwić żony ani córki, tylko Oleka czasem dopuszczał do siebie.

Tym razem, zaciskając dłoń pasierba, przekazał mu klucze od swojego mieszkania.

Dokumenty załatwimy w tym tygodniu. O mamę i siostrę nie martw się zostawię im dom na wsi. Niedługo tu zrobią osiedle, działki zdrożeją. Nie będą stratne. A wy macie żyć! Dziecko musi mieć dom. Prawdziwy dom. Wiesz, co chcę powiedzieć?

Wiem, tato. Dziękuję…

Piotr już nie poznał malutkiej Zuzy. Urodziła się tydzień po jego odejściu, które przyszło po cichu jakby nie chciał nikomu sprawiać kłopotu.

Olek przejął opiekę nad rodziną bez słowa. Kasia trochę odetchnęła. Wiedziała, że Olek przechowuje małego papierowego tulipanka nad swoim biurkiem.

Po co? dopytywała, dotykając suchych płatków i twardej plasteliny pod spodem.

On przypomina mi, żeby nie być pustym w środku. I że muszę coś zrobić.

Co takiego?

Napełnić wasze życie czymś więcej, niż pustką. I nie tylko Aliny i Zuzy, ale też twoje i mamy.

To trudne, Oluś… Ona i tak cie nie wysłucha.

Ale muszę spróbować.

Tak, próbować możesz… Kasia wzdychała i zmieniała temat.

Nie chciała prowokować konfliktu brata z matką.

Z Larysą wszystko stało się naprawdę trudne. Po śmierci męża, jakby zamknęła jakieś drzwi w duszy. Kasia nie rozumiała co się dzieje, a Olek nie musiał nawet zgadywać. Doskonale pamiętał, jak to było, gdy jego ojciec ich opuścił. Miał wtedy zaledwie cztery lata, a łzy matki i krzyk, kiedy rozbiła ulubiony kryształowy wazon o ścianę, i potem zbierała kawałki, gderając na niego stojącego w kącie to pamiętał jak dziś. Róg był mu wtedy dobrze znajomy, matka wybuchała z byle powodu, to krzyczała, to tuliła i przepraszała… Jemu było łatwiej. Był trochę pancerny.

Ty to masz skórę jak hipopotam! Niewzruszony! Płaczę, a tobie ani łezki. W ogóle ci mnie nie żal? Larysa marszczyła brwi, uspokajała się dopiero, gdy widziała, że syn przygryza wargę, by się nie rozpłakać. Jednak się nie zawiodłam, synku! Chodź tu! Mama też cię kocha!

Olek dobrze pamiętał te jej chwyty i pilnował, by jak mógł, oszczędzić to Kasi. Ale żeby ją ochronić, musiałby mieszkać z matką, a wiedział, że nie można na to pozwolić. Alina była zbyt delikatna jak jej papierowe figurki.

Synku, mówiłam Ci! Dobrze, że Zuza urodziła się zdrowa! O biedna Alinka! Taka młoda i już z problemami zdrowotnymi! Serca brak… Tego nie powinno być, rozumiesz? I Ty rozrywany między pracą a domem, małe dziecko… Wiesz, jak wiele znaczy w życiu dobry wybór?…

Olek zaciskał zęby:

Mamo, przestań natychmiast! Pokłócimy się!

Ależ nie, synku, nic złego nie chciałam! Znasz mnie, zawsze byłam… za dosadna.

Zdecydowanie… Olek brał córkę od babci po weekendzie i wracał do domu, czasem zapominając po takich rozmowach sprawdzić, co u siostry.

A Kasia nie narzekała. W ogóle była bardzo podobna do ojca. Cicha, zamknięta, wszystko dusiła w sobie.

Z matką miały jednak trudny grunt pod nogami. Tam wszystko stało na cienkim lodzie: krok źle postawisz i pęka strach, a wciąga cię zimna otchłań samotności.

Aliny zabrakło pięć lat po narodzinach Zuzy. Pewnego ranka po prostu się nie obudziła. Olek szykował się do pracy, cicho, żeby nie przeszkadzać żonie. Nagle zalał stół wrzątkiem, przestraszył kota, ślizgnął się na mokrej podłodze. Ale pośpiech był niepotrzebny. Gdy tylko zajrzał do sypialni, wiedział już wszystko. Świat się zatrzymał, została tylko jedna myśl.

Zuza!

Zrobił krok, potem drugi, zamknął za sobą drzwi sypialni i poszedł do pokoju córki. Pluszowy kot ulubiony leżał na poduszce. Zuza nocowała u babci, zabawkę zostawiła tylko dlatego, że Olek od razu po przedszkolu zawiózł ją do matki. Przytulił kota, zawył tak, jak zwierzę żeby chociaż trochę ulżyć temu, co krzyczało w środku.

Ile przesiedział w pokoju córki, nie pamięta. W końcu podniósł się, poszedł do kuchni i wybrał numer.

Mamo? Zuza jeszcze chwilę musi u Ciebie zostać. Wiem, że masz pracę. Ale tak trzeba. Oddzwonię.

Z kolejnych dwóch miesięcy nie pamiętał prawie nic. Żył jak automat robił obiad, zajmował się Zuzą. Zuza, jakby coś przeczuwała, tuliła się do niego, prawie nie zadawała pytań o mamę. Olek najpierw tego nie zauważył, ale potem zobaczył, jak mała skrada się do ich zamkniętej sypialni, siada na podłodze obok łóżka i cichutko rozmawia z dużym zdjęciem w ramce. Wtedy pojął, że Zuza dobrze wie, co się stało.

Nie wchodził do pokoju. Poczekał, aż córka wyjdzie, wziął ją na ręce i wtulił twarz w jej skołtunione warkoczyki te, które sam zaplótł jak umiał i zapytał:

Skąd wiesz?

Babcia. Powiedziała, że muszę Ciebie oszczędzać i nie mówić o mamie, bo ci będzie przykro.

Olek przytulił ją tak mocno, że aż pisnęła.

Przepraszam, skarbie! Za wszystko! Możesz zawsze mówić przy mnie o mamie, zawsze! I nikogo innego nie słuchaj, tylko mnie, dobrze?

Po tym, jak Zuza wybuchła wielkim płaczem, Olek pojął, jak samotny był jego dziecko w tym bólu. Klął się za to, że zostawił ją samą, z takim brzemieniem, i miał żal do siebie, że matce nie potrafił wytłumaczyć rzeczy oczywistych.

Ale prawdziwy gniew przyszedł dopiero wtedy, gdy następnego wieczora pojawiła się u niego Kasia.

Tego wieczora usypiał Zuzkę, sam nie zapalił światła, głaskał kota i gapił się w ciemność. Nie mógł spać. Sypiał teraz na dmuchanym materacu w pokoju córki, ale wiedział, że trzeba coś zmienić: mieszkanie, gdzie wszystko przypomina Alinę, albo znaleźć inne rozwiązanie.

Cichy stukot do drzwi by nawet nie usłyszał, gdyby nie panowała zupełna cisza.

Po latach wspominając tę noc, zawsze bał się pomyśleć, co by było, gdyby Kasia zwróciła i odeszła, gdyby połknął tabletkę nasenną, jak radził lekarz.

Przemoczona do suchej nitki, bo lał typowy jesienny deszcz, Kasia od razu wpadła mu w ramiona, jak on niedawno przytulał córkę.

Kasiu! Co się stało?!

Boli… I zemdlała, więc Olek zaniósł ją na rękach do pokoju córki.

Pogotowie przyjechało po pół godzinie, a Kasia natychmiast zasnęła na materacu, nie mówiąc nawet, co się właściwie wydarzyło.

Olek domyślił się rano kiedy zobaczył siniaki na jej rękach.

Co to?

Kasia próbowała naciągnąć za długie rękawy, żeby skryć ślady.

Kasia?

Olek, nie chcę o tym mówić.

Rozumiem. Ale musisz. Inaczej nie będę mógł pomóc. Muszę wiedzieć.

Szare oczy zaszkliły się łzami. Kręciła głową, nie odpowiadając.

To… mama? Olek zapytał, choć od odpowiedzi już bolał go brzuch.

Kasia tylko skinęła głową i wtuliła się w jego ręce.

Nie oddawaj mnie jej, proszę! Nie dziś! Bardzo się boję, Olek…

Olek uspokajał siostrę, w głowie liczył szybko plan. Gdyby teraz zrobił awanturę, nie byłoby już powrotu do normalności. Rozumiał, że stało się coś poważnego, skoro mama przestąpiła własne ograniczenia przecież Kasia to jej ukochana córka.

Powiedz, co się stało. Tylko powiedz. I razem coś wymyślimy. Obiecuję, że już nigdy nie pozwolę Ci płakać! Wierzysz mi?

Kasia przez chwilę wahała się, a potem skinęła głową Olek wiedział, że jeśli by się zawahała, już nie mógłby nazwać się mężczyzną. Na szczęście zrozumiała.

Usiadła prosto, bardzo do ojca podobna, Olek aż się wzdrygnął. Nie mógłby go zawieść. Jeśli jego siostra potrzebowała pomocy, kto jak nie on miał jej pomóc?

Mama dowiedziała się, że spotykam się z Maćkiem. Pamiętasz go?

Taki kudłaty? Olek podał jej kanapkę i herbatę.

Jedz!

Nie mogę. Później. Sam jesteś kudłaty! Ale tak, to on. U nas nic poważnego, twoje słowo! Po prostu dwa razy kino i spacer po parku. W dzień! Nawet nie próbował mnie pocałować!

Kasiu, nie krzycz. Wszystko rozumiem. I Ci wierzę. Ale co się stało z mamą?

Wściekła się na mnie! Potrząsała mną i krzyczała… Olek, tak brzydko mówiła… Kasia objęła kolana, zamknęła oczy Nie mogę powtórzyć… Dlaczego ona mnie tak traktuje? Co ja jej zrobiłam? Przecież zawsze byłam posłuszna! I nie jestem naiwna, wiem, że na poważne sprawy jeszcze czas. A ona krzyczała, że skończę jak Ty… Przepraszam! Nie powinnam tego powtarzać, ale… Olek, czy naprawdę jestem taka, jak mnie nazywała? Nie umiem trzymać języka za zębami…

Rozpłakała się tak żałośnie, że Olek chwilę nie wiedział, co zrobić.

Rozwiązanie przyszło samo. Kasia była taka podobna do małej Zuzy Olek wziął ją na kolana i, jak córkę, tulił, wycierając łzy:

Już, już, przestań płakać. Nikt Ci już krzywdy nie zrobi, rozumiesz?

Szare oczy spojrzały na niego, a Olek powtórzył twardo:

Nikt. Nawet mama. Dałem tacie słowo, że nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić. Myślisz, że mogę złamać takie słowo?

Kasia pokręciła głową.

No właśnie. Wychował mnie na faceta, facet słowa dotrzymuje. Posiedzisz z Zuzą? Wkrótce się obudzi. Dasz jej coś jeść, a ja jadę do mamy.

Nie jedź! Kasia zerwała się z miejsca.

Muszę! Olek posadził ją z powrotem i podał kanapkę. Zjedz! I potem umyj się, nie chcę straszyć dziecka!

Rozmowa z matką była bardzo trudna. Larysa krzyczała, żądała natychmiastowego przywiezienia Kasi, potem płakała, prosząc o jej powrót. Olek słuchał w milczeniu, aż się uspokoiła.

Mamo, Kasia zostaje u mnie.

Powstrzymując ją gestem, ciągnął dalej:

Na razie. Musi dojść do siebie. Tobie też się przyda.

Ale Olek! Przecież ona ma szkołę! Kółka! Zaraz liga, sprawdziany! Koniec semestru, Olek!

Mamo, słyszysz się? Jakie sprawdziany? Nawet nie zauważyłaś, że nie wróciła na noc! Jakby nie przyszła do mnie?

Myślałam, że jest w domu!

Tak się zasypiałaś w swojej potrzebie kontroli, że przestałaś widzieć w nas ludzi. Może nigdy nie widziałaś. Nie przyszło Ci do głowy, że mamy uczucia?

Co Ty gadasz, synku?!

Powiedz, kiedy ostatnio rozmawiałaś ze mną jak matka, nie jak szefowa? Zapytałaś, jak się czuję bez Aliny? Jak sobie radzę? Tak, pomagasz z Zuzą, jestem wdzięczny, ale traktujesz mnie jak podwładnego. I Kasię tak samo. Mamo, jesteśmy Twoimi dziećmi, nie pracownikami! Jako szefowa super, ale jako mama… wybacz, tylko ja mogę to ocenić. Jesteś słaba. I nawet teraz, kiedy Twoja córka płacze na drugim końcu miasta, myślisz tylko o jej sprawdzianie i pucharze na półkę! Tak nie można! Milcz! Wiem, co zaraz powiesz! O przyszłości, wysiłkach i tak dalej. Otóż Kasia ma mnie! I choćby skończyła szkołę na tróję trudno! Zapłacę za jej studia, dostanie dyplom. Wiesz, że chce być weterynarzem? Nie lekarzem, mamo, jak chciałaś weterynarzem. Sama. I nim zostanie. Masz to u mnie jak w banku!

Nie możesz! Nie możesz decydować za nią! Jestem jej matką!

I daje Ci to prawo łamać ją? Olek nagle się uspokoił.
Przed nim nie stała już lwica, tylko zagubiona, rozczochrana kobieta, która nie wie, co dalej. Krzyczała, ale jej głos nie był już taki pewny.

Olek wziął matkę za ramiona, spojrzał w oczy:

Mamo, chcesz zostać sama? Nie straszę, tylko ostrzegam. Jeśli tak dalej pójdzie, nie odzyskasz już mnie ani Kasi. Nie zgubię się. Nigdy jej nie opuszczę. Ale co z Tobą? Pomyśl.

Pocałował matkę w czoło, zszedł dwa piętra w dół i usiadł na tej dobrze znanej klatce schodowej.

Ile razy biegał po tych schodach? Teraz nie mógł policzyć. Czasami gnał, przeskakując trzy na raz, czasami wlókł się bez siły. Teraz nie miał siły ani iść w dół, ani wracać. Po prostu siedział, zamrożony w tym momencie, i liczył schody…

Ile lat można biegać tam i z powrotem i nie wiedzieć, ile schodów jest w jednym biegu? Dziwne, prawda?

Dzwonek telefonu wyrwał go z letargu. Wstał, wszedł na samą górę i starannie policzył schody prowadzące na dół. Uśmiechnął się do siebie i pojechał do domu. Wtedy już wiedział, co zrobi.

Jego taktyka się sprawdziła. Larysa nie wytrzymała długo. Po dwóch dniach przyjechała do syna i próbowała zgodzić się z córką.
To jednak nie nastąpiło od razu.

Kasia nie była w stanie wybaczyć wszystkiego matce. Przez kolejne pięć lat ich relacja przypominała dziwne huśtawki. Ruchy losowe i nieprzewidywalne.

Larysa bardzo się starała, bo wiedziała, że dzieci nie wrócą do bycia maluchami. Nie będą czekać aż się ocknie. W jej duszy wciąż brzmiało: Oni są razem, a ja?.

Kasia skończyła studia, dostała dobrą pracę w klinice weterynaryjnej. Zuza śmiała się, widząc minę ojca, gdy ciotka zjawiała się w domu z kolejnym pacjentem.

Kasia! To przecież pyton!

I co z tego? Olek, zobacz, jaki on miły! I ciepły! Dotknij! No, dotknij, nie bój się! O widzisz? Wcale nie taki straszny! Tylko tymczasowo. Właściciel wróci z delegacji i zabierze go. Gienek się nudzi jak jest sam.

Gienek? Boże, on ma nawet imię?

Oczywiście!

Zuza śmiała się, groziła ojcu, że pójdzie w ślady ciotki.

Tego jeszcze brakowało! Olek łapał się za głowę, udając zgrozę.

Praca, dom, sporadyczne kontakty z matką. Kasia żyła, jakby z nawyku. Zuza namawiała ojca, by coś zorganizował ciotce, ale nic z tego.

Aż wreszcie nowina!

Chcę wam kogoś przedstawić powiedziała Kasia, spuszczając wzrok. I tylko błagam, nie śmiejcie się ze mnie!

Kasiu, aż się chce płakać! Zuza przytuliła ciotkę.

Prawy trampk, który wczoraj nowy pacjent Kasi taszczył po całym mieszkaniu, znalazł się pod łóżkiem w sypialni taty. Zuza wsunęła trochę sfatygowany bucik i wybiegła do przedpokoju.

Gotowa!

No nareszcie! Olek spojrzał sceptycznie i wzruszył ramionami. Teraz to już można się nie spieszyć. I tak ciocia nie wybaczy nam spóźnienia!

Tato! Bez przesady! Mamy jeszcze pół godziny!

Zobaczyli ich w parku już z daleka.

Tato, patrz, to on? Ten kudłaty?

Szepcąc, Zuza była tak głośna, że Kasia aż zmarszczyła brwi i groźnie machnęła palcem.

Maciek.

Olek.

Uścisk dłoni, wymiana spojrzeń, uśmiech.

Zuza.

Kudłaty! Maciek się zaśmiał, spojrzał na narzeczoną. Kasiu, nie dąsaj się! Uśmiechnij się! Właśnie tak! Chciałbym, żebyś zawsze się śmiała. Ojej, ale masz fajne trampki! Też bym takie chciał!

Zuza spojrzała wymownie na Olka, zaśmiała się i nagle zauważyła coś nowego w oczach ciotki. Zamiast stali pojawiło się srebro. Tak piękne, że aż nieświadomie zaczęła klaskać w dłonie, czym bardzo zdziwiła przyszłego wuja.

Co się dziwisz? W naszej rodzinie wszyscy trochę zakręceni. Przyzwyczajaj się!

Uspokoiłaś mnie! Teraz wiem, że u was będzie mi najlepiej w rodzinie czy w… paczce?

Rodzinie, Maćku, rodzinie! Zuza mrugnie do ciotki i chwyci tatę pod ramię.

Oceń artykuł
Newskey24
Dom z papieru