Domek letniskowy to nieudany prezent od matki.

„Twoja matka ciężko pracuje, żebyś był najedzony!” – Elżbieta była zrzędliwą kobietą, a jej mąż, Olek, przez długi czas znosił jej sztuczki i żądania. Kiedyś był powód, żeby je znosić: młoda Ela była rozpieszczoną pięknością, a on przeciętnym mężczyzną, a na dodatek, trochę niższym od niej. Miał jednak zamożnych rodziców: posiadanie samochodu i domu na wsi było kiedyś uważane za luksus. Małżeństwo z Olkiem zapowiadało dostatnią przyszłość.

Pobrali się w połowie lat 80-tych, dostali mieszkanie i samochód od rodziców. Teść stracił nogę z powodu zakażenia i nie był już w stanie prowadzić swojego Mercedesa. Pod koniec lat 80. urodził nam syn, Karol. Choć lata 90. były trudne dla wszystkich, rodzina Eli nie ucierpiała – wszystko kręciło się w jej wytrwałych rękach, szczególnie mąż, zarabiający na czym się dało. A ona miała swoje credo: „Rób swoje, ale dostań to, czego chcesz!”.

Tylko, czy możliwe jest życie z kobietą, która wymagała już rzeczy niemożliwych, jak na tamte czasy. W latach 90-tych zmarli teściowie, a Olek zamieszkał w ich mieszkaniu i zabrał tylko samochód. Z drugiej strony, sprawił żonie luksusowy prezent – klucze do domku letniskowego wraz z działką. Powiedział żonie:

– Jeśli chcesz ciężko pracować, proszę, weź łopatę w swoje ręce i idź pracować na roli. W ten sposób Ela  uzależniła się od ogrodnictwa i sadownictwa.

Jako dziecko Karol nie znosił chodzić z matką do tej pracy. Próbował wykradać rower z garażu i wyjeżdżał z chłopakami nad rzekę, by piec ziemniaki na ognisku z kiełbaskami na patykach. Jego matka nie była z tego zadowolona i za każdym razem, gdy wracał otrzymywał srogą nauczkę.

– Karolu! Matka ciężko tu pracuje, wyginając plecy, abyś Ty, niewdzięczny człowieku, był nakarmiony! A co jeśli zachoruję? Co będziesz wtedy jadł?! Musisz pomóc swojej matce, nie wolno Ci uciekać.

Karol nie rozumiał – jak można najeść się ogórkami, pomidorami czy rzodkiewką. Uważał, że warzywa nie karmią w ogóle, a tylko dekorują potrawy. Poza tym, po co mama ma pracować, skoro mają dobre wyżywienie – ojciec daje bardzo dobre pieniądze, a matka ma wysokie stanowisko w hurtowni i też zarabia swoje pieniądze.

Jako młody człowiek przestał chodzić z matką na tę znienawidzoną działkę. Pomagał jej tylko wynieść z domu liczne sadzonki i natychmiast uciekał pod wpływem przekleństw Elżbiety. Kilka razy zdarzyło się, że wymknął się z kluczami do domku letniskowego w czasie, gdy sezon się skończył, by urządzić z kolegami grilla. Było też gdzie przenocować – domek miał dwa pokoje z kominkiem. Dobrze, że matka nie zauważyła, bo inaczej jej histeria byłaby nieunikniona. Karol kłamał, że został na noc u przyjaciela.

Kiedy chłopak skończył 18 lat, skończyły się alimenty i rodzice zaczęli prawdziwą wojnę. Tata nawet ożenił się z młodą kobietą, a ona urodziła mu dziecko.

– Zdrajca! – krzyknęła do telefonu komórkowego swojego byłego męża. – Czy myślisz, że skoro nasze dziecko ma 18 lat, to pozbyłeś się syna? A co z jego studiami? A może dzieciak ma harować jak wół, biegając między szkołą a pracą?

– Niech zajmie się moim ogrodem! – krzyknął do niej Olek. – A ja zapłacę za jego naukę.

– Nie dotykaj mojego ogrodu swoim plugawym językiem! – odparła zdenerwowana. Nie wiadomo, czyj formalnie był to ogród, ale Elżbieta uwielbiała go całym sercem, a po osiągnięciu pełnoletności przez syna to ona stała się żywicielką rodziny.

Karol nie mógł znieść tych skandali rodzicielskich. Chętnie poszedł do wojska, byle tylko uciec od tych kłótni, a po służbie zapisał się na studia w stolicy. Sam, bez niczyjej pomocy! Tam też pracował przez jakiś czas po studiach, znalazł dziewczynę, która też była przyjezdną i rok temu wrócił w rodzinne strony razem z narzeczoną Hanną. Nie dało się mieszkać z matką – wynajęli mieszkanie. Ale mama prosiła tylko o jedno – żeby chodzić z nią na działkę i pomagać jej: bardzo przytyła, bolały ją plecy i potrzebowała kogoś, kto by się zajął warzywami i owocami. Hanna chodziła po grządkach w ogrodzie zdumiona i nie mogła zrozumieć, dlaczego musi tak bardzo cierpieć z powodu chociażby ogórków.

Odbyło się wesele. Olek zaszokował gości, wręczając swojemu synowi kluczyki do nowego samochodu. Powiedział, że choć nie pomagał synowi pieniędzmi na studia, to oszczędzał, żeby dać mu samochód. To był okrutny cios dla Elżbiety – jak to możliwe, że znowu ją wyprzedził! Potem wstała i powiedziała:

– A ja Wam daję najcenniejszą rzecz, jaką mam – mój ogródek z domkiem letniskowym! Tak, tak, mój ukochany ogródek. Klucze są w domu, ale możesz je ode mnie wziąć i robić tam co chcesz! Haniu, ja tylko nauczę Cię, gdzie sadzić i jak dbać, a do jesieni będziesz miała wspaniałe zbiory!

Wszyscy przy stołach bili jej brawo, a Elżbieta spojrzała triumfalnie na męża, mówiąc: „I co? Nadal jesteś zadowolony z samochodu? Żelazo rdzewieje, a nieruchomość zostaje!”. Młoda para nie odmówiła przyjęcia prezentu, ale postanowiła wykorzystać go na swój sposób. Od jesieni zatrudnili architekta i projektanta krajobrazu, aby przekształcić teren – zrównano z ziemią ogrody warzywne i w następnym roku, zamiast grządek, krajobraz zdobiła szykowna fasada domu, kamienne ścieżki, ozdobne krzewy, tuje, latarnie, a obok altana z grillem. Była tam nawet mała fontanna! Wszystko to odbyło się bez żadnych uzgodnień z moją mamą – to był jej prezent, jak sama mówiła: „Róbcie, co chcecie!”. Para młoda zapowiedziała wszystkim, że będzie wielka niespodzianka. Niczego nie podejrzewająca Elżbieta tylko zadzwoniła do Hanny i udzieliła jej rady w sprawie sadzonek.

Nastały święta majowe i otwarcie nowego ogrodu. Zebrali się przyjaciele, przyjechał ojciec, a dopiero potem matka. Ciężko dysząc od ciężaru, spieszyła się niespokojnie z przystanku – ogrodzenie nie było takie samo, wysokie i metalowe, coś było nie tak. Wchodząc za bramę, została powitana przez całe towarzystwo okrzykiem „Niespodzianka!”. Ale Elżbieta zamarła w miejscu, a po jej twarzy spłynęły wielkie krople łez:

– Jak! Gdzie? Gdzie jest moja szklarnia? Gdzie jest ogródek warzywny? Koperek powinien być tutaj! Jakie są te ścieżki? Co to za kamienna dżungla? Do czego służy altana? Jakiego grilla? Co tu się dzieje?

Elżbieta biegała po działce, łamiąc swoim ciężarem krzaki i kopiąc wszystko, co napotkała na drodze. Była histeryczką i nikt nie mógł jej powstrzymać! Zachowywała się tak, jakby oszalała.

– Kto? Kto to wymyślił? Karol, czy to Ty? Czy Hanna Cię do tego namówiła? Albo Ty, Olek, draniu, postanowiłeś się na mnie zemścić? Natychmiast to przerwać! Zniszcz altankę! Oddaj mi to, co miałam! Aaah!

Wezwali karetkę, Elżbieta miała zbyt wysokie ciśnienie, zabrali ją do szpitala. Oczywiście, impreza musiała zostać przerwana. Następnego dnia Karol przyszedł do sali szpitalnej matki. Leżała spokojnie, ale gdy zobaczyła syna, znów zaczęła szlochać:

– Karol, mój synu, co Ty zrobiłeś? Czy to była Twoja niespodzianka? Czy zdecydowałeś się mnie zabić? Jak mogłeś zbezcześcić nasz ogród tymi kamieniami?

– Matko, mówiłaś, że to prezent dla nas!

– Tak! Na przekór Twojemu ojcu i jego taniemu samochodowi! Nie miałam pojęcia, że będziesz chciał tak ze mną zadzierać! Masz tę swoją Hankę, która tylko słuchała, jak opowiadałam jej o sadzonkach. Kłamczucha, jak Wy wszyscy! Proszę, synu, zburz to wszystko i oddaj mi klucze. Nie mogę tego znieść!

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Twoja Strona
Domek letniskowy to nieudany prezent od matki.