Poznałam mojego męża na imprezie firmowej. Podszedł do mnie i przedstawił się. Od razu wpadł mi w oko, zwłaszcza, że był przystojny, czarujący. Zaczęliśmy się spotykać dość szybko.
Zdecydowaliśmy się na ślub już po roku i zaczęliśmy mieszkać w jego trzypokojowym mieszkaniu. Miałam wyższe wykształcenie i zawsze pracowałam w swojej specjalizacji, z zawodu byłam psychologiem. Moja mama całe życie była w domu, nie pracowała, z miłością zajmowała się domem, opiekowała się moim ojcem. Sprawiało jej to wielką przyjemność.
Kiedy powiedziałam o tym mężowi, był zaskoczony. Jego matka całe życie pracowała, nigdy nie została w domu, miała gosposię. Nie umiała nawet gotować. Od rana do wieczora była w pracy, na spotkaniach biznesowych, rzadko bywała w domu. Krótko mówiąc, była kobietą biznesu. Mój mąż powiedział mi, że po urodzeniu dziecka zostanę w domu, aby się nim opiekować.
Kiedy zaszłam w ciążę, wciąż chciałam pracować, ale mąż się nie zgodził. Teściowej też nie podobał się ten pomysł. Spojrzała na mnie surowo i powiedziała, że powinnam poświęcić się dla dziecka. I mówiła to ona, kobieta, której nigdy nie było w domu, bo była zajęta wiecznie pracą. Powinna mnie zrozumieć, że również miałam chęć spełniania się zawodowo. Kilka miesięcy później urodziła się nasza córka.
Zaczęłam zajmować się domem, opiekować dzieckiem, dbać o męża, gotować pyszne posiłki i pilnować, by zawsze w naszym mieszkaniu był porządek. Zaczęłam nawet hodować moje ulubione storczyki na balkonie. Kiedy nasza córka skończyła dwa lata, mąż zażądał, żebym poszła do pracy. Powiedział, że zatrudnił nianię do opieki nad naszą córką. Nie podobało mi się to, bo podjął tą decyzję bez konsultacji ze mną, ale nic nie powiedziałam.
Poszłam do pracy i zażądałam zatrudnienia gosposi. Nie gotowałam już pysznych posiłków, kupowałam gotowe dania. W domu nie było już tak czysto. Czasem mąż narzekał, ale przypominałam mu, że sam tak chciał.







