Dziewczyno, posadź swoje dziecko na kolanach

Dziewczyno, posadź swoje dziecko na kolanach! zagrzmiała korpulentna pani, chyba po pięćdziesiątce, jej głos odbił się echem po autobusie, jakby rozbrzmiewał w jakiejś dziwnej sali koncertowej. Tego dnia kupiłam Krzysiowi oddzielny bilet na autobus za 350 złotych niech ci będzie, drogo, ale Krzysiek to już prawie mężczyzna, choć ma tylko pięć lat, a rodzina widzi go jako ucznia pierwszej klasy. U nas traktuje się dzieci jak dorosłych, więc zawsze dostaje własne miejsce w autobusie, grzecznie siedzi, jest wysoki i ciężki, prawie jakby jego buty były z gliny; trzymanie go na kolanach byłoby dziwne, a inni pasażerowie mogliby mieć ślady na ubraniach.

Tamtego dnia Krzysiek siedział przy oknie, patrzył na zapętlone krajobrazy, ja siedziałam obok. Wybraliśmy miejsca z przodu, żeby łatwiej wysiąść przecież mieliśmy wysiąść szybciej niż reszta. Kierowca, pan Wiesław, wiedział, że bilet Krzyś dostał zupełnie legalnie nie chciałam, żeby komuś przyszło do głowy, by próbować usiąść na tym miejscu.

Wyjechaliśmy na trasę z Warszawy, i nagle na drodze autobus zatrzymała masywna pani. Jeszcze były wolne miejsca na końcu, więc Wiesław otworzył drzwi. Ta kobieta wgramoliła się do środka, powietrze gęstniało przeszła przez autobus jak fala, kabina zaczęła lekko kołysać. Wszyscy zamilkli, jakby nagle zniknęły im głosy. Kiedy zamknęła drzwi, usłyszałam westchnienie kierowcy niemal melancholijne.

Autobus jechał dalej, a ta pani przesuwała się coraz bliżej naszych miejsc, jakby coś ją niewidzialnie napędzało. Dziewczyno, posadź dziecko na kolanach! powtórzyła, a jej głos był jak echo w pustym rynku. Odpowiedziałam spokojnie, że zapłaciłam za miejsce Krzysia i nie zamierzam przesiadać go na kolana. Pan Wiesław wtrącił, że można usiąść z tyłu, bo tam jeszcze są miejsca. Kobieta mruknęła, że jej należy się okno, i ona zawsze tu siada zwyczajnie nie zamierzała ustąpić, bo niby łatwiej nam przesunąć się, a ona jest stałą bywalczynią autobusu.

Nie oddałam miejsca. Autobus nabierał tempa, pani jakby tańczyła wokół naszego siedzenia, nie zdecydowana, czy usiąść czy demonstrować. Wewnątrz miałam burzę, ale nie chciałam robić widowiska przed Krzysiem, więc zaczęłam z nim rozmawiać o niebieskich ptakach za oknem i drzewach skaczących w rytmie. Kobieta była wyraźnie zirytowana moją spokojną postawą i syknęła głośno: Ależ przesuń się natychmiast, dziewczyno! Odpowiedziałam cicho, że Krzysiek jest już dorosły, mam bilet na niego i usiadłam tam, gdzie chciałam. Żadnych numerowanych miejsc, wolność wyboru.

Kierowca kontynuował jazdę, jakby to był zwyczajny dzień, choć jego twarz wyglądała na doświadczoną. Reszta pasażerów przez chwilę nie była zainteresowana słuchawki, drzemka, zapamiętały wzrok w okno. Jednak powoli pojawiły się komentarze: Pani, proszę usiąść z tyłu. Niech pani nie krzyczy, to nie pani dom! Pani upierała się, że nie może, bo jej ciężko przejść, choć wszyscy widzieli, że chodziło jej o to konkretne miejsce.

W autobusie panował senny chaos. Potem wydarzyło się coś dziwnego autobus zatrzymał się, Wiesław wyszedł z kabiny z jakąś dziwną powolnością, wyniósł jej torby na zewnątrz jakby to były stare walizki na stacji PKP. Uprzejmie, lecz stanowczo zaprosił panią do opuszczenia autobusu. Kobieta była tak zaskoczona, że wydawało się, iż nawet nie zdążyła mrugnąć. Wiesław wrócił za kierownicę, a autobus odjechał w ciszy tak gęstej, że można było ją kroić nożem.

Na przystanku w małym miasteczku, pasażerowie położyli na stoliku pod oknem złotówki, by oddać kierowcy stratę za niewzięty bilet tej pani. Wiesław uśmiechnął się szeroko, obiecał, że już nigdy nie wpuści tej pani do autobusu bo zawsze kłóci się ze wszystkimi jakby była bohaterką snów, które ciągle wracają, choć nikt już nie chce o nich pamiętać.

Oceń artykuł
Newskey24
Dziewczyno, posadź swoje dziecko na kolanach