Wyobraź sobie, co się dziś rano wydarzyło! Osiemnastoletnia dziewczyna urodziła córeczkę w jednym ze szpitali w Gdańsku. Po wszystkim napisała oświadczenie, zadzwoniła po taksówkę i wyszła z porodówki bez słowa, nawet się nie obejrzała. Nie miała pojęcia, co może czekać jej maleństwo
Pamiętam tamten nasz wieczór, kiedy z Andrzejem jechaliśmy do szpitala. Te skurcze były coraz mocniejsze, ale ja byłam po prostu szczęśliwa, bo wiedziałam, że za chwilę powitamy na świecie nasze czwarte dziecko! Nasza rodzina zawsze była duża i wesoła, wszyscy nas pytali, jak sobie radzimy w tym stadzie.
Nasze drugie i trzecie dziecko to bliźniaczki Basia i Jagódka. Były całkowitą niespodzianką, bo nikt w naszej rodzinie nie miał bliźniąt. Po tym wydarzeniu żartowaliśmy z Andrzejem przed każdą kolejną ciążą: A jakby znowu były bliźniaki?. Rodzice byli w niemałym szoku, ale potem bardzo nam pomagali w pierwszych tygodniach z noworodkami.
Już na drugim USG lekarze powiedzieli, że tym razem bliźniaków się nie spodziewamy. Ale w sercu i tak mieliśmy tremę! Okazało się, że tym razem to jedynak nasz mały ninja. Wszystko jakoś się uspokoiło i z Andrzejem zostaliśmy w dwuosobowej sali, którą jeszcze wcześniej opłacił wyobraź sobie, ładne 250 złotych za noc, ale warto było.
Kilka godzin po porodzie przynieśli mi córeczkę do karmienia. Wtedy do pokoju wszedł ordynator, bardzo poważny i zmartwiony. Mówi: Proszę państwa, jest pewien problem.
Okazało się, że tego samego ranka młoda, ledwo pełnoletnia dziewczyna urodziła dziewczynkę, napisała oświadczenie o zrzeczeniu się praw rodzicielskich i błyskawicznie zniknęła ze szpitala. Była tak słaba, ledwo chodziła, ale na siłę chciała jak najszybciej wyjść. Nie zatrzymali jej musieli ją puścić.
Dziewczynka, którą zostawiła, była całkiem zdrowa i taka śliczna! Pomyślałam sobie wtedy: Zawsze marzyłaś o bliźniaczkach Może to jest właśnie ten moment, żeby pomóc temu maleństwu?.
Główna pielęgniarka, pani Grażyna Majewska znałam ją już od dłuższego czasu, czasem nawet wymieniałyśmy się wiadomościami na Messengerze powiedziała, tak na poważnie: Formalnie możemy napisać, że to pani jest matką Ale to nie jest legalne. Nie chcemy, żeby dziecko trafiło do domu dziecka. Co to za życie małego dziecka bez rodziny? Serce pęka.
Prawda jest taka, że proces adopcji jest bardzo długi. Wieki czekania, nie ma żadnej pewności, czy się uda. Najbardziej bolało mnie to, że póki co dziewczynka trafi do placówki opiekuńczej, zanim znajdzie ją rodzina. Smutne to wszystko.
Długo o tym myślałam. Los potrafi tak niesamowicie zaplątać ścieżki ludzi komuś w jednej chwili zawali się cały świat, ktoś inny ma szansę kogoś uratować. Pani Grażyna zaoferowała mi tę trudną propozycję właśnie dlatego, że wiedziała, iż nie jestem obojętna.
Czujesz, jak bardzo człowieczeństwo jest ważne w takich chwilach? Ta historia naprawdę zostaje w sercu. Bo każde narodziny to nadzieja, radość i mnóstwo emocji, ale czasem życie sprawia, że potrzeba nam ogromu empatii i wsparcia. I wiesz co? To jest właśnie najważniejsze nie przechodzić obojętnie obok takich losów.






