Roksana nie pracowała, bo była na urlopie macierzyńskim w domu z dwuletnią córką. Nie wiedziała, ile zarabiał jej mąż, bo to on zajmował się wszystkimi wydatkami w domu, tak jak to wcześniej ustalili. Pewnego dnia kobieta zaczęła z ciekawości pytać o zarobki Filipa.
– Kochanie, ile zarobiłeś w tym miesiącu? – zapytała Roksana.
– A potrzebujesz na coś pieniędzy? – zażartował mąż.
To pytanie nigdy więcej nie padło. Jeśli Roksana potrzebowała pieniędzy, po prostu prosiła o nie Filipa. Nie czuła się przez to upokorzona, bo zawsze dostawała tyle, ile potrzebowała. Cóż, prawie zawsze. Czasami mąż, całkiem rozsądnie, odmawiał lub odkładał zakup na później. Na przykład, kiedy kobieta chciała kupić odkurzacz piorący, jej mąż usprawiedliwiał się brakiem dodatkowych pieniędzy w tym miesiącu i sugerował, aby odłożyła zakup na następny miesiąc.
Filip ostrzegał Roksanę, jeśli zamierzał wydać dużo pieniędzy. Zwyczajowo ostrzegali się nawzajem z wyprzedzeniem o przewidywanych dużych wydatkach. Podczas normalnych, spokojnych dni żona dawała rano swojemu mężowi listę niezbędnych rzeczy, a mężczyzna wybierał się wieczorem po pracy na zakupy.
Jeśli Roksana jechała do matki, Filip dawał jej kartę i upominał, by wszystkiego nie wydała. Pewnego dnia udała się ze swoją matką na zakupy i widziała tyle cudownych rzeczy, że nie mogła się opanować. Zaczęła wydawać coraz więcej pieniędzy, nawet nie patrząc na paragony, aż w pewnym momencie jej karta została odrzucona, chociaż na początku na koncie znajdowały się dwa tysiące złotych.
Gdy tylko jej mąż o wszystkim się dowiedział, był wściekły. Kazał Roksanie zwrócić wszystkie rzeczy, bo przez jej rozrzutność zostaliby bez pieniędzy do końca miesiąca. Kobieta była na tyle oburzona tym pomysłem, że postanowiła się wyprowadzić. Chciała chociaż raz na jakiś czas zaznać przyjemności z dużych zakupów i zaczęła żałować, że nie miała pracy i własnych pieniędzy. Po przeprowadzce do matki zaczęła szukać pracy, a później zarabiać na siebie i wydawała tyle, ile miała. Odetchnęła, że już więcej nie musi się prosić o pieniądze, ani bać, czy dostanie burę od męża za nadplanowe zakupy.







