Jak Kasia została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu…

Jak Kasia została mamą dzięki swojemu dobremu sercu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co mi się ostatnio przydarzyło. Kasia, moja dobra znajoma, wracała wieczorem do swojego bloku na Woli w Warszawie i już pod drzwiami mieszkania zauważyła jakąś kartonową skrzynię. Patrzy zaskoczona a tam, zwinięci w kłębek, siedzą pies i kot. Oba wystraszone, patrzą na nią przejęte i aż się trzęsą.

-No cóż to za heca Kasia mówi do zwierzaków, jakby jej miały na to odpowiedzieć. I w tym momencie uchyla drzwi sąsiadka, pani Hanka.

Kasiu, kochana, dobry wieczór. Pewnie już słyszałaś, pani Wanda z drugiego piętra zmarła A jej zwierzakami nikt się nie zajął. Bratanica proponowała je wszystkim w bloku. Każdy znajdował wymówkę ktoś już ma kota, ktoś uczulony, inny nie chce nawet słyszeć Może wy z Krzysiem się zdecydujecie? Dzieci nie macie, młodzi jesteście, zarabiacie przecież nieźle.

Ja nawet nie pomyślałam o zwierzętach, a już na pewno nie dwóch naraz Kasia trochę zdezorientowana.

Ale rozdzielać ich nie można. Tacy zżyci, razem spali. Pieska Wanda wyprowadzała, a kot sam chodził po podwórzu. One problemów wam nie zrobią tłumaczyła dalej pani Hanka.

Może jednak je przygarniecie? dodała cichutko.

A jeśli nie? Co wtedy? Kasia pyta trochę niepewnie.

Słyszałam, że mają je zawieźć do uśpienia Prawie gotowi już byli, bo mieszkanie już nowi kupują i żadnych zwierząt nie chcą tłumaczyła sąsiadka z żalem.

W tej chwili na klatce pojawia się jeszcze pan Marek z mieszkania naprzeciwko, spogląda na Kasię i mówi:

Może jednak je zabierzecie To spokojne zwierzaki, dużo nie jedzą, już wiekowe są. Nie będą żyły wiecznie, ale szkoda ich bardzo Pani Wanda bardzo je kochała.

No trudno, nie zniosę myśli, że miałyby zostać uśpione. Wezmę je. Jak mają na imię? Dopiero tu dwa lata mieszkam, wszystkich nie znam Kasia na to.

Pan Marek aż się ucieszył, wsunął skrzynkę do przedpokoju i zostawił na szafce stówkę i smycz.

Psa wołali Felek, a kota Franek. Bardzo dziękuję, Kasiu, bardzo… Przyda się na start rzucił.

Kasia zamknęła drzwi i wzięła się za rozpakowywanie.

No i co teraz, chłopaki? Krzyś się zdziwi! Mam nadzieję, że nas stąd nie pogoni Ale jest dobry, pewnie się zgodzi mówiła do nich ciepło.

Nie bójcie się, nie dam nikomu was skrzywdzić! A ten pomysł z uśpieniem, to już w ogóle nie mieści mi się w głowie

Kot chyba zrozumiał, o co chodzi, bo powoli wyszedł z kartonu i zaczął dom eksplorować. Felek, piesek, jeszcze chwilę siedział groźnie skulony, ale przyglądał się Kasi i swoim nowym kątom.

Kasia poszła do kuchni, zagląda do lodówki karmy dla zwierząt brak. No to zgotowała kaszę jaglaną, ugotowała mięsko, wrzuciła do miski i stwierdziła, że obaj zjedzą z apetytem.

I faktycznie, kot pierwszy zajrzał do kuchni i od razu wziął się za jedzenie. Woła Felka pies wyraźnie się krępuje, ale jak zobaczył, że kot wcina, to podszedł i spojrzał Kasi w oczy takim spojrzeniem, że aż jej się serce ścisnęło.

Wieczorem przyszedł z pracy Krzyś, mąż Kasi. No i był w szoku. Ustalili jednak, że na razie dadzą zwierzakom dom, a jakby się znalazła jakaś dobra dusza z domem albo większym mieszkaniem, to wtedy się zastanowią.

Kasia z Krzysiem byli małżeństwem od czterech lat, dwa lata temu kupili to mieszkanie na Woli. Lubili siebie naprawdę bardzo, żyli zgodnie, tylko brak dzieci przeszkadzał im w pełni być szczęśliwymi.

Ty taka pedantka, nigdy nie chciałaś zwierzaka dziwił się Krzysiek.

Bo myślałam, że dziecko się w końcu pojawi. A tu biedaki, mieli na usypianie je zawieźć. Nie mogłabym się na coś takiego zgodzić Kasi zaszkliły się oczy.

Wiesz, ja też lubię zwierzaki. Co robić, zaopiekujemy się nimi. Pogadam jutro w pracy, może ktoś będzie chciał je wziąć przytulił ją Krzysiek.

Od tego dnia wszystko potoczyło się jakoś tak naturalnie. Kot i pies szybko się oswoili. Co ciekawe, ich dawne mieszkanie było dokładnie nad mieszkaniem Kasi i Krzyśka, ta sama klatka, ten sam układ, nawet podwórko to samo.

No jakbyście zawsze z nami tu byli Kasia śmiała się do nich. Pieska wyprowadzała trzy razy dziennie, kot chodził na spacery przez okno i sam wracał, zupełnie jak poprzednio.

Pani Hanka była wniebowzięta, że Kasia przygarnęła zwierzaki. Przynosiła Felkowi chrząstki z zupy, a Frankowi resztki kaszy.

Wieczorami zaś Kasia i Krzyś śmiali się serdecznie, patrząc, jak kot wymyśla nowe zabawy, a Felek śpi rozciągnięty jak naleśnik na nowym posłaniu.

Zwierzaki zawsze spały razem, przytulone. Naprawdę nie dało się ich rozdzielić. Po kilku miesiącach już nikt nie myślał o oddawaniu ich komukolwiek tak wszyscy się zżyli.

W weekendy przychodziła do Kasi jej mama, która mieszkała w sąsiednim bloku. Też pokochała zwierzaki, choć na początku była sceptyczna.

Wzięłabym kota, ale mieszkam wyżej, a on tak lubi podwórko tłumaczyła Kasi.

Na to Kasia zdecydowanie:

Mamo, będziesz nam tylko pomagać, jak kiedyś pojedziemy na wakacje. Podlejesz kwiatki, wyprowadzisz Felka tyle nam trzeba!

Na wakacje pojechali nad Bałtyk, a Kasia wydzwaniała niemal codziennie do mamy, żeby spytać o zwierzaki.

Wszystko dobrze, jedzą, są grzeczni, Franek gania po podwórku, spaceruję z Felkiem codziennie odpowiadała pani mama.

Kiedy wrócili, kot i pies zrobili taką radochę, że aż Krzyś się śmiał pies podskakiwał i merdał ogonem, a kot od razu zabrał się do mruczenia przy nodze. Kasia pogłaskała oba futrzaki i od razu podała kolację.

Rano też już wstawała pierwszy raz, by z Felkiem wyjść na krótki spacer i nakarmić wszystkich po powrocie.

I wyobraź sobie, niespełna po paru miesiącach Kasia ze łzami w oczach obwieściła Krzysiowi, że wreszcie będą mieli dziecko. Radość była niesamowita.

Mama Kasi powtarzała:

Widzisz, to nie przypadek, że przygarnęłaś Felka i Franka. To taka próba twojego serca, a teraz los ci podziękował. Trzeba się szykować na macierzyństwo.

Może masz rację, mamo śmiała się Kasia Chociaż nie wierzę w znaki, to od kiedy mam tych futrzaków, czuję się gotowa i do opieki, i do czułości, i do obowiązków.

Mama zaproponowała nawet zabrać zwierzaki na ten czas, żeby Kasi było łatwiej.

Ale skąd, dam radę! odparła Kasia Przecież ty będziesz przychodzić z wózkiem pooddychać na podwórku, jak maluch będzie spał. To cię bardziej zaangażuje!

Przytuliły się obie wzruszone.

Ciąża przebiegła spokojnie i w terminie urodził się synek. Krzyś chodził dumny jak paw, a Kasia szczęśliwa jak nigdy.

Felek, już trochę stareńki, przyjął nowego domownika w spokoju, Franek znów chodził do ogrodu, czasem siedział na ławce pod lipą, nikt nie robił kłopotów.

Wszyscy się kochali i byli w komplecie, a sąsiadki rozpowiadały po całej ulicy tę historię o Kasi, która została mamą dzięki swojemu złotemu sercu.

Pani Hanka podawała to jako prawdziwą opowieść i dowód, że dobro wraca do ludzi.

A Ty jak myślisz, ma rację? Napisz mi, co sądzisz daj lajka, jeśli lubisz takie historie!

Oceń artykuł
Newskey24
Jak Kasia została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu…