Nauczyłem teściową na Dzień Kobiet.
Słuchaj, Anka, no tak być nie może!
To jeśli już na początku naszego małżeństwa twoja mama tak się zachowuje, to co będzie, jak dzieci nam się pojawią?! Przecież ona w końcu z naszej kawalerki w ogóle wyplątać się nie będzie chciała.
Zamęczy nas! już się pieklił Kacper, gdy usłyszał od Anny, że mama zamierza dalej bezceremonialnie włazić im do mieszkania.
Dobra, jak słów Zofia Stanisławowna nie rozumie, to jutro wzywam ślusarza, niech zamki wymieni! sapnął Kacper rozdrażniony.
Kacper, no ale mama to też nie jakaś obca kobieta dla mnie. Przecież i tak prędzej czy później wyłudzi ode mnie klucze. I co, wtedy za każdym razem będziesz zamki wymieniał?! A po drugie, obrazi się, jak zobaczy, że zamek zmieniony, trzeba z nią po ludzku! Tak, żeby sama zrozumiała, że tak się nie robi! próbowała go jeszcze przekonać Anna.
Wiesz co, Aniu, skoro Twoja mama nie łapie aluzji, nie rozumie, nawet jak w śnie rękami macham, to już tylko radykalne środki pomogą! odburknął Kacper poważnie.
Co masz na myśli? Ania wytrzeszczyła oczy na męża.
Dobrze rozumiem, że jeśli Zofia Stanisławowna ma klucz do naszego mieszkania, to Ty masz klucze do mieszkania Twoich rodziców? zapytał Kacper z miną detektywa.
Stanisław Marianowicz i Zofia Stanisławowna postanowili wybrać się w sobotni poranek na miejską giełdę. A tam, na specjalnym targu z okazji Dnia Kobiet, można było wyłapać produkty od lokalnych rolników za parę złotych taniej niż w Biedronce.
Nic dziwnego, że emeryci nie widzieli nic złego w tym, by wstać o siódmej rano tylko po to, żeby zaoszczędzić pięć złotych na tuzinie jajek.
O, tato, patrz, udało nam się schwytać wołowinkę. A te karpie istne cuda! Jeszcze się w siatce ruszają. Jednego zaraz usmażę, a drugiego zaniesę Ani. Może sobie wieczorem też go usmaży. Wyobrażasz sobie minę tego naszego świra, Kacpra, jak mu jeszcze żywy Karpik zacznie furczeć z torby?! już roztaczała wizje Zofia Stanisławowna.
Ech, kobieto… może byś jednak zostawiła dzieci w spokoju! Chcą sami mieszkać bez twojego długiego nosa mają już po trzydziestce, a ty ciągle tam włazisz, chodzisz, szukasz pod którym stołem Kacper skarpetki rzucił. Ja nie wiem, z nudów ci się wszystko myli czy co? próbował ją utemperować Stanisław Marianowicz.
Zaraz, cicho, czekaj Zofia przerwała filozofowanie męża. Ty, stary, a czy czasem prysznica nie zostawiłeś włączonego?! Słyszysz, woda leje się! Zofia czujnym krokiem wlazła do łazienki i w środku sekundy wybiegła jak oparzona.
O ja Cię! zaczęła wrzeszczeć Tam KTOŚ!!! Goły! W mojej łazience się myje!
Kto, pytam się, kto tam goły?! Może byś łaskawie powiedziała? nieśmiało chciał wejść do łazienki Stanisław Marianowicz.
Nasz zięć, Kacperek! Co on robi w mojej łazience?! piszczała na cały blok Stanisławowna.
Co robię, co robię U nas na osiedlu ciągle rdzawa woda, a po pracy spać brudnym i śmierdzącym mi się nie chciało, to stwierdziłem, że prysznic u was wezmę! w tym momencie z łazienki wyszedł Kacper, zupełnie swojsko, w szlafroku, jakby był u siebie.
No właśnie, Pani Zofio, ja tu w przededniu Dnia Kobiet chciałem jako prawdziwy mężczyzna zwrócić Pani uwagę: nie przystoi, żeby kobieta w tym wieku suszyła swoje majciochy na grzejniku w łazience. To jeszcze nie byłyby koronkowe i wylajtowane, wtedy to można by popatrzeć, ale tu… Szczerze współczuję, Panie Stanisławie! perorował Kacper, snując się gospodarsko do kuchni i włączając ulubioną ekspres do kawy teściowej, by zrobić sobie kawę.
Ale jak śmiałeś?! To mój dom, gdzie chcę, tam sobie bieliznę suszę! wściekała się Zofia.
Zofio, od kiedy my z Anią pół roku temu daliśmy Wam ekspres, to już jest w stanie agonalnym. Może byście go raz na tydzień chociaż przepłukali, na fermie świń w chlewie jest czyściej! upominał ją Kacper.
Oj, Kacper, przesadzasz, wtrącił się w końcu Stanisław.
Co jest przesadą, Panie Stanisławie?! Proszę popatrzeć, co za bałagan w kuchni twojej żony, a i w ogóle w mieszkaniu jeden wielki chlew, wszystko rozrzucone jak w starym warsztacie samochodowym! Skandal!
Panią Zofię wysłać by trzeba na rok do wojska, żeby się nauczyła porządku i dyscypliny, przeszedł przez mieszkanie powoli Kacper, wyliczając kolejne wpadki emerytki.
A lodówka?! Nie chciałbym być wścibski, ale zajrzałem do środka. Śmietana z majonezem dwa tygodnie po terminie! Ser już wyschnięty na parmezan!
Kacper bez litości wyrzucał przeterminowane produkty do kosza.
A kasza?! Talerz z resztkami kaszy gryczanej zostawiony w zlewie szczyt niechlujstwa! Wiecie, ile to potem szorowania? Czy wy myślicie, że posiadanie zmywarki to przyzwolenie na syf?!
Już chciał zajrzeć do zmywarki, ale Zofia zastawiła sprzęt własną piersią.
No, starczy tego! Wynocha mi z domu, albo zaraz dzwonię po policję i zgłaszam włamanie!
I nie obchodzi mnie, że jesteś moim zięciem, Kacper! Tak cię posadzą, że nie poznasz mieszkania z celi! To mój dom, moja kuchnia, moja łazienka, moje majtasy! I nikt ci nie dał prawa, żebyś tak się tu rozchodził i marudził! Zofia wydzierała się jakby jej kto prosiaka ukradł.
Stanisław tylko się podśmiechiwał, wyraźnie widząc gdzie pies pogrzebany, osadzając się w roli cichego obserwatora intrygi Kacpra, a Zofia dalej jeszcze nie łapała całego sensu.
No i widzi Pani, Pani Zofio, oto chodziło! westchnął Kacper z wyraźnym uśmiechem.
Wszystkie te słowa, które mi tu teraz wykrzyczałaś, skieruj też do siebie! Bo od miesięcy Ty nam z Anką robisz dokładnie to samo, wpadasz bez pytania do mieszkania robiąc kontrolę i fochy!
I jeszcze jedno: o policję, nikt Cię za język nie ciągnął! Spróbuj jeszcze raz ja też potrafię! Ale liczę, że zrozumiałaś, więc oby nie trzeba było sięgać po artykuły!
Kacper założył jeansy, bluzę i buty, zbierając się do wyjścia.
Kochani teściowie, wszystkiego najlepszego z okazji byłych i obecnych świąt! Na kuchni zostawiłem Panu, Panie Stanisławie, Pana ulubioną whisky, a Pani, Pani Zofio, flaszkę dobrego wina i perfumy.
Anka mówiła, że to Wasze ulubione! Kacper uśmiechnął się już szczerze i bez zadziorności, delikatnie zamykając drzwi za sobą.
Zofia, w szoku i z wrażenia, odkręciła butelkę whisky, wylała sobie szota i jednym ruchem wychyliła, popijając kawą, którą zięć z ekspresu już porządnie przygotował.
Ej, Zofia, a ten Twój zięć to i dyplomatą jest! Zagrał Cię jak po nutach. Jeszcze końcówkę tak zorganizował, że pigułka gorzka, ale skuteczna. I jeszcze posmak zacny! Stanisław podziwiał flaszkę, perfumy i dobre półwytrawne wino.
No co, żono, z Dniem Kobiet! Wychodzi na to, że Kacper Cię pierwszy w tym roku obdarował! I to w pełnym pakiecie przedstawienie było, alkohol też, są perfumy, potrzebujesz jeszcze tylko się wymalować, ubrać kieckę i do teatru. Twój mąż też nie spał! Stanisław mrugnął szelmowsko, wyciągając dwa bilety na Przygody Hulaki.
Od tego czasu Zofia więcej bez solidnego powodu i bez ostrzeżenia nie pojawiała się w mieszkaniu Anki i Kacpra, ale na obrażanie się też czasu nie straciła doceniła kreatywność zięcia.
Granice zostały wytyczone, nikt nie poczuł się urażony, a Kacper w końcu mógł się wyspać po zmianie, nie zastanawiając się, czy Zofia Stanisławowna nie buszuje gdzieś w jego szufladzie ze skarpetkami…




