Powinieneś iść tam, gdzie Cię oczekują. Jeśli nie jesteście mile widziany nawet w domu swojego ojca, nie powinieneś tam być.
– Nie sądziłem, że tak będzie – surowo powiedział Stefan do swojej żony. – Wiedziałem, że trzeba mieć nadzieję na najlepsze, ale spodziewać się najgorszego. I tak też się stało. Myślałem, że tym razem będzie inaczej.
Katarzyna milczała. Już dawno przestała czuć się jak w domu ze swoim teściem. Wydawałoby się, że od pojawienia się nowej synowej minęło tak mało czasu, ale zmiany, które widziała, były po prostu zdumiewające. Od dłuższego czasu nie była szczęśliwa.
Pamięta, że gdy tylko się pobrali, teściowa była dla niej niezwykle miła. Zależało jej na tym, aby było im wygodnie, czysto i smacznie. Gotowała i piekła smakołyki, dawała im dużo snu i odpoczynku. To było takie miłe uczucie, jakby była zawinięta w ciepły koc, jak małe dziecko – tak spokojnie, tak cicho i tak pocieszająco. Chciała zostać jak najdłużej, ale przyjeżdżała tylko na kilka tygodni w roku.
Kiedy teściowej już zabrakło, teść kontynuował tradycję, oczekując ich i wnuków. Zaopatrywał się w kilogramy słodyczy, codziennie kupował lody i przynosił im smaczne jagody. Upewniał się, że jest świeże mleko, śmietana i ser, żeby nie czuli, że nie ma już matki.
Gdy najmłodszy syn ożenił się, nie było drastycznej zmiany, ale już pojawiały się zgrzyty. Oczywiście, dobrze jest mieszkać z dala od rodziców, ale jak można w jednej chwili stać się niekochanym dzieckiem, nie robiąc nic. To właśnie doprowadzało Stefana do szału.
Przyjechali na weekend, uprzedzając wcześniej, ale nie znaleźli się w spokojnym świecie „ulubionych gości”. Czuli się, jakby przeszkadzali wszystkim w dzień powszedni. Katarzyna i Stefan często oglądali w telewizji, jak toczy się codzienne życie rodzin. W zabawnym skeczu, kiedy mężczyzna beszta swoją żonę za niedosoloną zupę – to jedno, ale w prawdziwym życiu nie było to wcale zabawne.
Ojciec narzekał, że syn powinien zająć się pracą, bo wszystko jest na jego głowie. Wobec tego, syn poszedł skonsultować się z żoną, czy to zrobić, czy nie, ale ta zaczęła mówić, że nie należy słuchać starca i należy nadal mieć czas na wszystko. Dlatego poszedł do ojca i powiedział „nie”, a ten znowu zaczął marudzić. W końcu syn poszedł do pracy, a w kulminacyjnym momencie przyjechał Stefan z żoną. Ojciec i i młodszy syn byli zajęci, a jego żona nie wychodziła z pokoju i nie dbała o to, kto przyjechał, bo miała swoje problemy. Uznała, że jeśli nie ma nic do jedzenia, niech sami sobie ugotują.
Goście posiedzieli chwilę, zrobili kilka rzeczy i odjechali do siebie.
– Nie sądziłem, że tata tak nas potraktuje. Nie przyjeżdżamy tak często. Mógł po prostu zostać na kilka minut, porozmawiać z nami.
– Oni po prostu żyją tak na co dzień i nie myślą, że to nie jest normalne – powiedziała kobieta.
– Jak wszystko się zmieniło.
– To były dawne czasy.
– Więcej nie pojedziemy, skoro nas nie chcą. Bo też po co jechać? Kupiłem trochę mięsa, pomyślałem, że napijemy się, zrobimy zdjęcia, pośmiejemy się jak dawniej.
– Oni mają pracę, zrozum ich…
– Ale uprzedzałem ich, że będę.
Każde z nich było zanurzone we wspomnieniach. Oboje jednak byli zgodni, kiedyś było lepiej.
– Nie wszystko stracone – powiedziała Katarzyna. – Dopóki ja żyję, będę ich jeszcze uczyć, jak przyjmować gości.
– Rzeczywiście, jesteś podobna do mojej mamy.
Teściowa była niczym generał. Wiedziała jak rozkazywać i jak żyć właściwie. To tylko dzięki niej zachowały się uroczystości w tej rodzinie, bo ona pamiętała o wszystkich. Mobilizowała tych, którzy chcieli przyjść i bluźniła tym, którzy nie chcieli.
– Wiesz, Stefan – mruknęła Katarzyna. – Okazuje się, że przyjmowanie gości to wielka sztuka, a nie tylko zwykłe gotowanie. Może są ludzie, którzy potrafią być gościnni, ale są też tacy, jak żona Twojego brata – niszczą w człowieku jakąkolwiek chęć przyjazdu.
Śmiali się. Gdyby teściowa żyła, nie zostawiłyby męża samego z taką osobą.








