Ja go kocham! A ty mi tutaj jakieś głupoty opowiadasz! Nic nie chcę słyszeć! Po prostu mi zazdrościsz, dlatego się wtrącasz tam, gdzie nikt cię nie prosi! Zostaw mnie w spokoju! Zajmij się lepiej sobą!
Karolina nie mówiła. Ona wręcz wrzeszczała, tak że nawet pan Wincenty, lekko przygłuchy sąsiad krzątający się przy swoim garażu, odwrócił się z zainteresowaniem. Rzadko mu się to zdarzało, co mogło oznaczać tylko jedno Karolina darła się naprawdę głośno.
Było ku temu kilka powodów
Przynajmniej ona tak uważała.
Bo stan zakochania był dla Karoliny czymś więcej niż tylko uczuciem było to jej naturalne środowisko. Przerwy, jeśli się w ogóle zdarzały, trwały najwyżej tyle, by zauważyły je tylko osoby dobrze ją znające. Tych osób były dwie jej matka i siostra. Ale matka już nie żyła, a siostra, Aneta, odmówiła rozumienia Karoliny.
A przecież bez tego pięknego rozedrgania Karolina nie żyła, tylko egzystowała. Jej spojrzenie stawało się puste, myśli się rozbiegały i nie pozwalały skupić się na prostych rzeczach, a nerwy były w takim stanie, że nawet koleżanki z pracy zaczynały się od niej odsuwać z powtarzanym z westchnieniem:
Może powinnaś łykać jakieś zioła na uspokojenie? Jakoś się z tobą ciężko robi, Karolinko.
Karolinka wtedy zaciskała usta, zgrzytała lekko zębami i miała na temat tych dziwnych kobiet naprawdę nieprzyjemne myśli.
Im, pewnie, wszystko się układa! I mężowie czekają w domu, dzieci szaleją po mieszkaniach… A ona? Ani domu, ani męża! I nic się nie zapowiada! Syn owszem, był, ale czy mogłaby powiedzieć, że jest nim szczęśliwa? Trudno. Nawet porównując go z dziećmi siostry, jej Piotrek wypadał blado. U Anety dzieciaki były bystre i zdolne. Najstarszy, Szymon, grał w piłkę i miał świetne oceny, a młodsza, Weronika, śpiewała i tańczyła w zespole, jeździła na konkursy i festiwale. W swoich niespełna dziesięciu latach widziała więcej niż jej ciotka przez całe życie.
Było jej przykro. Dlaczego? Karolina też przecież chodziła w dzieciństwie do kółek i sekcji, ale żadnej nie poświęciła się na dłużej serca nie da się oszukać! Gdy tylko coś ją nudziło, porzucała to i szukała nowego zajęcia.
Bo tak trzeba żyć! Słuchać swojego wnętrza! Drugiego życia nie będzie, nikt na tacy nie poda jej szczęścia: Bierz, Karolinko! Całe dla ciebie!
Tę prawdę znała od dawna. Zawsze trochę kpiła sobie z Anety, która godzinami ślęczała nad książkami:
Ucz się, Aneta, ucz! I kto cię potem zechce za żonę? Babcia zawsze mówiła, że kobieta nie może być mądrzejsza od mężczyzny! Nawet chłopaki na ciebie nie patrzą!
I bardzo dobrze! Po co mi teraz chłopcy? Babcia niezupełnie tak powiedziała!
Jak, nie pamiętam?
Pamiętasz źle. Mówiła, że mądra kobieta nigdy nie pokazuje wyższości, jeśli kocha. To co innego.
Nie zawracaj mi głowy! Pomóż mi lepiej uczesać się. Sebastian już czeka!
Karolina biegła na randkę, a Aneta układała się z książką na kanapie. Te dwie godziny spokoju naprawdę były świętem w ich domu.
Siostrę, oczywiście, Karolina kochała. Była jedyną bliską osobą. I znała Karolę niemal jak siebie. Karolina nie była zła rozdygotana, niepewna, trochę chaotyczna, ale serce miała na dłoni. Ciągle znosiła do domu jakieś zwierzaki z ulicy. Trzeba przyznać dwa koty i pies, które przyprowadziła na błagalne prośby, dzięki jej opiece przeżyły długie lata. Rodzice, wiedząc, że Karola nie odpuści, zgodzili się je zostawić, pod warunkiem, że nie będzie kolejnych. Karolina odpowiedzialnie zajmowała się wszystkim sama. Czasem Anetcie wydawało się nawet, że siostra kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.
Karola, mama prosiła, żeby jechać do babci, pomóc przy sprzątaniu.
Jedź sama, mam ważne sprawy! Felix kuleje. Muszę iść z nim do weterynarza.
On kuleje już cały tydzień.
I co z tego?! To nie powód, żeby zmieniać kota na kłopoty babci. Ona daje radę, a Felix nie obroni się sam!
Dziewczyny się sprzeczały i rozchodziły w swoje strony, a Karolina wyciągała z szafy elegancką bluzkę na spotkanie z Sebastianem. Felix był tylko pretekstem, żeby nie tracić dnia na przeklęte porządki.
Skończyły szkołę różnie. Aneta z czerwonym paskiem, Karola zdała, tak jak tysiące innych. Nic szczególnego.
O zawodzie nie musiała się długo zastanawiać zawsze chciała być cukierniczką. Jej miłość do ciast i tortów była widoczna już w dzieciństwie. Mogła godzinami stać pod cukiernią, doprowadzając rodziców do szału. Słodkości niewiele ją obchodziły lubiła na nie patrzeć, potem robiła takie same z plasteliny.
Drogi sióstr znowu się rozeszły.
Aneta zamieszkała u babci, która wymagała opieki. Miała blisko do uczelni, więc wszystkim to odpowiadało. Babcia zyskała pomoc, a Anetka dodatkową godzinę snu i spokój. Swojego męża, Pawła, przedstawiła jako pierwszemu właśnie babci.
Starczy miejsca dla wszystkich! śmiała się babcia na małym, ale wesołym ślubie.
Babcia nie kryła planów mieszkanie zostanie dla Anety, a Karolinie pokój po dziadku w starej kamienicy.
Babcia jeszcze doczekała się pierwszego prawnuka Szymona. Zmarła, gdy chłopak miał dwa lata. Przez rok walczyła jeszcze z następstwami udaru, ale serce nie wytrzymało. Aneta długo płakała, żegnając ukochaną osobę.
Rodzice nie protestowali przeciw testamentalnemu podziałowi Aneta sobie zasłużyła.
Karolina, cóż, jej też wszystko jedno było. Była wtedy w kolejnym związku i nie interesowało ją, kto, co i dlaczego dostał. Miała miłość!
Chociaż powiedzieć miłość to za dużo. Karolina płonęła uczuciem, a wybranek patrzył raczej przez nią niż na nią. On był zadowolony z tego, że Karola wpada, posprząta, ugotuje, upierze, ale nigdy nie zostaje na noc.
Jestem starym kawalerem, Karolcia. Nie umiem inaczej.
Sztucznie westchnął, prosząc, żeby ogarnęła jego pracownię, po czym ją wypraszał, tłumacząc:
Sztuka wymaga ode mnie wszystkiego! Poświęcenia! Ale ty znasz moje życie. Tyle rzeczy, tyle spraw Jestem zmęczony!
Karolina kiwała głową, pamiętając o niewprawnym portrecie, który malarz od miesięcy trzymał zakurzony w kącie. Ale był jako dowód, że zainteresowała kogoś na tyle, by stać się natchnieniem.
Portret dostała w prezencie, kiedy powiedziała mu o ciąży.
Szła wtedy przez Kraków, mrużąc oczy przed słońcem. Marzenia szybowały tak wysoko, że Karolinie brakowało tchu. Nowe życie, które pojawiło się nieoczekiwanie, było dla niej wymarzonym cudem.
Ale cud nagle się skończył facet zmarszczył czoło i uciął jej zachwycony monolog:
Jaki znowu dziecko? Zwariowałaś?
Finisz historii był tak banalny i pusty, jak dno, w które po tej rozmowie zapadła się Karolina. Marzenia rozbiły się na drobne kawałeczki i rozleciały w różne strony. Swojej godności już nie próbowała poskładać. Pokornie poprosiła o portret na pamiątkę.
Zgoda była, spędziła więc wieczór, siepiąc obraz na drobne strzępy.
Jeszcze wszystko będę miała! A ty już chyba nie!
Co stało się z byłym kochankiem, Karolina nigdy się nie dowiedziała i nawet nie zaprzątała sobie tym głowy. Zmartwień miała dość. Dziecko, wymarzone, przyszło na świat, ale nie przyniosło szczęścia. Szukała w synu cech ojca, jego geniuszu i nie znajdowała nic. Piotrek rósł cichy, spokojny, nie wykazywał talentów artystycznych czy plastycznych. Wolał piłkę lub szachy sam zapisał się do kółka, a na pytania matki odpowiadał wzruszeniem ramion:
Co tam widzisz fajnego? Przecież to nudne!
A jemu nie było nudno. Ta gra była jak piękny taniec. Czasem, analizując szczególnie ciekawą partię, wstawał i obracał się po pokoju, jakby słyszał w głowie melodię. Pozwalał sobie na takie tańce tylko, gdy raz matki nie było w domu. Karolina nie pochwalała tańca był jej obcy.
Chłopakom nie wypada tańczyć! Daj spokój!
Jedyną osobą, która rozumiała Piotrka, była kuzynka Weronika. Relacje matki z jej siostrą były dla chłopca niepojęte, ale babcia zawsze powtarzała, że rodzina to rodzina, czego nie rozumiał jako dziecko, lecz pamiętał. Z Szymkiem miał poprawne relacje, ale to Weronikę Piotrek kochał całym sercem. Znała klucz do jego duszy, słuchała go, gdy opowiadał o muzyce logicznych rozwiązań i własnych marzeniach.
Ty słyszysz ją? szeptała Weronika.
Tak. Cicha, ale piękna…
Ja też, chyba… No pokażę ci!
Kręciła się po pokoju, chcąc wyrazić pieśń, którą podarował jej brat swoją opowieścią, a Piotrek wiedział, że nie jest sam. Zawsze znajdzie kogoś, kto go rozumie.
Dzieci nie decydują, z kim się kontaktują. Wybór zależy od dorosłych. A Karolinie humory dopisywały często, przez co po każdej kłótni z siostrą potrafiła zabronić synowi spotykać się z kuzynostwem.
Piotrek był wobec działań matki bezradny. Protestował, jak umiał. Robiąc awantury, odmawiając jedzenia, aż w końcu matka machała ręką:
Rób, co chcesz! Mam dość twojego marudzenia!
Czemu matka kłóci się z Anetą długo nie wiedział. Nie wiedział, że po jego narodzinach Aneta bardzo pomagała, ale została odtrącona, gdy związek Karoliny się rozpadł i dowiedziała się, jak babcia rozporządziła swoim mieszkaniem.
To niesprawiedliwe! Też jestem wnuczką!
Karola, nie prosiłam o to babci! Sprzedajmy mieszkanie i podzielmy się, nie chcę się z tobą kłócić!
Nie chcę twoich ochłapów! Babcia zawsze cię bardziej kochała! Zabrałaś mi wszystko!
Karola, nie masz racji! A ja? A rodzice?
Co to za miłość, skoro mnie nie rozumiecie? Myślisz, że mi chodzi o mieszkanie? Nie! Chcę tylko wiedzieć, że w rodzinie jestem kochana!
Karola…
Dość! Nie chcę już słuchać!
Tak zalęgła się między siostrami uraza. Uwiła się w sercach gniazdo, które z gałązek starych żalów tylko się wzmacniało.
No zobacz, pamiętasz, jak Anetce kupili lalkę? Taką samą jak twoja, ale w różowej sukience, a twoja była zielona… Ty chciałaś różową, pamiętasz? Nie chciała się zamienić jędza. A przecież z takich drobiazgów składa się życie! Wszystko lalki, ciuchy, tusze, które miała dostać Karolina, a dostała siostra, mieszkanie, praca, dzieci, zupełnie inne niż jej cichy Piotrek… To wszystko cegły budujące jej dom iluzji. Pokraczny dom, w którym nic nie jest takie, jak powinno.
A przecież Aneta nie była lepsza! Sama nie miała tego polotu, jakiego Karolina była zdaniem miała w nadmiarze. Aneta nigdy nie rozumiała tego pragnienia, nie wiedziała, czym jest miłość prawdziwa, ekscytująca, taka, o jakiej wie tylko Karola. Miłość to lot! Miłość to życie! Miłość daje klucze do szczęścia i nie każdemu je wręcza! Aneta przecież nie wie, jakie to klucze!
Aneta czasem czuła żal, ale miała inną naturę i jej gniazdko z urazów było słabe, gotowe się rozpaść czasem miała ochotę zdmuchnąć tę urazę i ponownie otworzyć się na siostrę. I próbowała, wielokrotnie po kolejnych kłótniach, choć kosztowało ją to dużo.
Rodzice odeszli prawie jednocześnie. W jednym roku. Rozpacz całkowicie zatopiła obie siostry.
Anetko, jak to się stało?! Po co? Byli tacy młodzi! Przecież mogą jeszcze żyć!
Karolka, tak już jest… O zdrowie trzeba dbać, ale nie zawsze się udaje. Zrobiliśmy, co mogliśmy.
To niesprawiedliwe!
Życie nie jest sprawiedliwe. Wydaje się, że daje każdemu po równo, a potem…
No tak. Masz rację…
Aneta, zrzekając się swojego udziału w spadku na korzyść Karoliny, na trochę zyskała spokój. Karolina zabrała się za papiery mieszkania po rodzicach.
Myślałam, że i to mi zabierzesz rzuciła Karolina.
Siostry stały pod kancelarią notarialną, czekając na Pawła.
Karola, nie jesteśmy sobie obce?
Nie wiem, Aneta… Chyba nie. Ale ty mnie nigdy nie rozumiałaś.
A ty mnie… Ale to chyba nie najważniejsze?
Jak nie?! Jeśli ludzie się nie rozumieją, po co są razem?
Może po to, żeby jednak próbować zrozumieć? Nie wszystko przychodzi za darmo!
O, ja to wiem! W twoim życiu wszystko proste: mąż, dom, dzieci. A ja? Sama. Zawsze sama!
Karola, przesadzasz. A Piotrek?
Piotrek to już nie mój syn, tylko twój! Całe dnie u ciebie, rozmawiać nie chce. Wszystko przez ciebie! Zabierasz mi wszystko!
Co ci niby zabrałam?
Życie! Moje klucze!
Jakie klucze?
Aneta zastygła, słysząc te słowa. Patrzyła na Karolinę, siebie, całe ich życie czy naprawdę tego chcieli rodzice? Babcia? Gdzie pogubiły się nici, które łączyły je kiedyś?
Zmieniając ton, jeszcze raz zapytała:
Jakie klucze, Karolina? Co masz na myśli?
Klucze do szczęścia… odpowiedziała Karolina, wycierając łzy. Ty je masz! A ja?
Wtedy Aneta zrozumiała, o co chodzi. Podeszła, przytuliła młodszą siostrę, jak kiedyś mama.
Chodź tu! O Karolka, czemu ty jesteś taka…
Głupia? To chciałaś powiedzieć? Karolina próbowała się wyrwać, ale Aneta uścisnęła ją mocniej.
Nie, nie to! Wymyślasz! Chciałam powiedzieć, że jesteś bardzo wrażliwa. Bardzo potrzeba ci miłości… To mogę zrozumieć. Ale nie proś mnie, bym zrozumiała, jak można syna przekładać nad kogoś innego. To nie jest w porządku! Kluczy ci nie zabierałam, sama mam kłopot ze swoimi. Po co mi jeszcze twoje? Ale jest między nami różnica.
Jaka?
Ty nieustannie próbujesz wręczyć swoje klucze komuś innemu, a ja swoje trzymam przy sobie.
I która ma rację?
Nie wiem. Życie pokaże.
Już pokazało… załkała Karola. Jak mam dalej żyć? Nikomu nie jestem potrzebna
Mnie jesteś potrzebna! Mało? Piotrkowi też! To nie wystarczy?
Nie wiem…
Zacznij od tego. Reszta przyjdzie, Karolino.
A jeśli nie…?
To znaczy, że masz klucze do nie tych drzwi. I ich nie otworzysz. A te, do których rzeczywiście pasują, zostaną zamknięte. Chcesz całe życie stać na korytarzu?
Nie!
No, to dobrze! Pojedziesz do syna?
On mi nie wybaczy…
Oj, Karola! Twój Piotrek rozumie życie lepiej niż ty. Ale łatwo nie będzie. Jest bardzo zraniony.
Pewnie…
To rób coś! Ty jesteś matką, czy tylko obcą ciotką?!
Aneta!
No co? Wsiadaj do samochodu! Ile będę cię jeszcze prosić? Paweł, podaj jej chusteczki z schowka. Niech się ogarnie! No, ruszamy, dzieci czekają!
Nowy ojczym Piotrka pojawi się dużo później. W końcu Karolina odnajdzie to, czego tak pragnęła. Piotrek zostanie z Anetą jej dom wybierze, nie nową kawalerkę mamy, gdzie będzie płakać jego nowo narodzona siostrzyczka. Karolina dołoży wszelkich starań, by syn wiedział, że jest kochany i mile widziany. Mężczyzna, z którym połączy losy, okaże się znacznie dojrzalszy od poprzednich. Da Piotrkowi czas, a z biegiem lat ich relacja stanie się silniejsza niż jakiekolwiek więzy krwi.
I kiedy Piotrek żegnał się z bliskimi na peronie w Warszawie, przed wyjazdem do wojska, uścisnął mocno nowego ojczyma i poprosił:
Pilnuj mamy!
A wysoki mężczyzna z pierwszymi siwymi włosami poważnie skinie głową, odwzajemniając uścisk.
Ty też dbaj o siebie, synu! Czekamy!
Wiem!







