Kropleczki

I co z tego, że jest brzydka! Jest piękna! Maksym, powiedz im coś!

Sasza ściskała do siebie zabiedzoną, chudą niczym patyk kotkę i płakała tak głośno, że sąsiedzi aż zatykali uszy.

Głośna, uparta, pewna siebie cała rodziną Saszka była znana w całej kamienicy. W wieku pięciu lat nie było drugiego takiego dziecka, które potrafiłby wrzasnąć tak, żeby drżały szyby w oknach.

Wszyscy już dawno przyzwyczaili się do całej gromadki Saszki i jej rodzeństwa. Nikt nie zwracał już uwagi na ich wybryki, bo i jak wymagać od matki, żeby zapanowała nad sześcioma żywymi srebrami? Aneta, ich mama, pracowała w tak dziwnych godzinach, że niejedna inna dawno by się poddała i rzuciła wszystko w diabły.

Płot, który oddzielał starą, podzieloną na mieszkania willę od ulicy, był chlubą wszystkich mieszkańców. Co roku cała wspólnota, z Anetą na czele, malowała go na wiosnę, więc miała święte prawo nawet chwilę po nim powisieć, jeśli już nie dawała rady.

Ale i tak nie pozwalała sobie na tyle słabości. Wzdychała tylko:

Wszyscy jesteśmy jak woły robocze! Piękne, silne, mądre. Nikt za ciebie nie przepracuje ani nie zrobi tego, co twoje. Wszystko muszę zrobić sama! I tylko ja, dziewczyny, jestem taki nieśmiertelny kucyk. Biegam w kółko, sama nie wiem dokąd. Po co już dawno zrozumiałam, ale gdzie koń jest, tego nikt nie wie. Ktoś cię popędza, ty pchasz się nosem w ogon konia przed tobą i marzysz, żeby już był wieczór, dzieci wykąpane, najedzone, zadowolone. I ta umyta zlewka, kiedy tam nie ma żadnych naczyń… Bo ktoś już je umył. I to, o dziwo, nazywa się szczęście…

Aneta była nie tylko życiowo rozgarnięta, ale i urodziwa. Ale kto miałby patrzeć na kobietę z szóstką dzieci, niemal bez wsparcia i pomocy? O swojej karierze sercowej już dawno zapomniała. Miała na głowie rzeczy ważniejsze niż jakieś zauroczenia.

Być matką sześciorga dzieci to nie jest kaszka z mlekiem!

A nikt jej o to nie czynił wyrzutów, bo wszyscy znali historię jej rodziny.

Sasza, jak i jeszcze trójka dzieci Anety, była adoptowana.

Nie, Aneta nie przyjęła ich z domu dziecka, kierując się wielkodusznością i misją ratowania świata. Może byłaby do tego zdolna, ale nie wtedy, a już na pewno nie sama. Miała swoje plany na życie, a samotne macierzyństwo z tuzinem dzieci nawet jej się nie śniło.

Ale życie, jak wiemy, jest największym żartownisiem. Podrzuca człowiekowi próby charakteru, wiary i serca, nie pytając o zdanie.

Na, masz! Zastanów się, kim jesteś.

Więc Aneta musiała się zastanowić choć od początku było jasne, co wybierze.

Wszystkie dzieci, które wychowywała, były jej dziedzictwem.

A jak dziedzictwo to albo się przyjmuje, albo nie. Aneta nie widziała u siebie innej drogi niż przyjąć wszystko. Jej samej nie zostawili, więc jak miałaby porzucić innych, zwłaszcza własnych krewnych?

Na te refleksje miała swoje powody. Dla niej wystarczało, że one były.

Anetka była dzieckiem lat 90.

Jej mama uchodziła za królową piękności w małym podwarszawskim miasteczku. Nic dziwnego już w wieku osiemnastu lat była po ślubie, w sukni tak bajecznej, że wszystkie koleżanki tylko wzdychały z zazdrości. Ojciec był tak obrotny, że aż strach pomyśleć, o jakie interesy chodziło.

Rodziców Aneta nie pamiętała zupełnie.

Chodziła z babcią na cmentarz, gdzie stał ich piękny nagrobek ze zdjęciami. Anetka głaskała ich fotografie i szeptem, żeby babcia nie słyszała, opowiadała jak jej się wiedzie że pani w przedszkolu ją pochwaliła, że babcia zrobiła szalik w biało-czerwone paski.

O tym, co się właściwie stało, dowiedziała się dopiero w wieku szesnastu lat.

Bandyta był twój ojciec, córciu. Sam źle skończył i zabrał ze sobą moją córkę. Źle się o nim mówić nie powinno, ale nie potrafię mu wybaczyć, że zabrał twoją mamę. Ileż to się napłakałam, ile prosiłam, żeby się z nim nie wiązała! Nic nie pomogło Kochała go… On ją też, ponoć, kochał… Koledzy mówili, że własnym ciałem ją zasłonił Chciał ocalić… Może i kochał. Teraz już kto to powie? Tobie miłości wystarczyło, przynajmniej coś mi zostało po mojej dziewczynie

Dopiero wtedy Aneta zrozumiała, kim byli ci dziwni goście wpadający do nich z babcią milczący, pod ręką wiecznie z kopertą, którą zostawiali na stole. Babcia pieniędzy nie odmawiała, ale wszystko odkładała. Kiedy Anetka kończyła szkołę, babcia kupiła jej ogromne mieszkanie.

To twoje dziedzictwo, dziecko. Od mamy… i ojca…

Aneta nie chciała tam mieszkać. Wolała zostać z babcią.

Dlaczego, Anetko? Przecież piękny dom! Pod nosem masz liceum, nie musisz dojeżdżać. Co się tak uparłaś?

Nie chcę bez ciebie! Albo zabierasz się ze mną, albo zostajemy tu!

Babcia długo nie chciała zostawić starego mieszkania, pełnego wspomnień po córce. Zgodziła się dopiero, jak pojawiła się jej siostrzenica, Halina.

Anetka, pozwól nam zamieszkać u ciebie. Mam dzieci, ty i tak nie chcesz tam mieszkać. Po co ma się marnować? Zapłacę za najem, łatwiej wam będzie. Pomóż z meldunkiem, bo inaczej dzieci nie przyjmą do przedszkola.

Halina była z gatunku, co to wszędzie się dostaną. Babcia przezornie ostrzegała:

Nie słuchaj jej, dziecko. Ona swoje wyciągnie. Nie mieszaj się w to. Lepiej trzymać dystans.

Babciu, ale ona ma dzieci…

I co z tego? Sama sobie radzi! Mi o ciebie chodzi!

Aneta słuchała babci, ale nie umiała być obojętna na dzieci Haliny. Maluchy lgnęły do niej czuły się przy niej kochane, płakały, gdy Halina wyciągała je z pokoju Anetki.

No już, marsz do mamy! A Anetka wam nie niańka!

I choć Aneta myślała, że nie fair jest mieć pustą nieruchomość, kiedy rodzina tuła się po cudzych kątach, to babcia zawetowała.

Nie ma mowy! stwierdziła krótko. Zostaniemy we dwoje w nowym mieszkaniu.

Halina tylko westchnęła na decyzję babci.

Wiedziałam, że nie dacie Anetki skrzywdzić.

My ci źle nie życzymy, Halinko. Ale Anetka jest sierotą, nie dam jej skrzywdzić. Masz, malutkie mieszkanie, na razie się naciśnijcie, potem się jakoś ułoży.

Dziękuję za prawdę i za dach nad głową!

Przeprowadzka się odbyła. Aneta i babcia zaczęły urządzać się w nowym domu.

Ale czas nie stoi w miejscu. Aneta bardzo chciała, żeby babcia w końcu odpoczęła, ale nie przeżyły razem zbyt długo…

Babcia regularnie chodziła do przychodni.

Jak do roboty śmiała się, przeglądając recepty.

Zdrowie już nie to. Aneta się martwiła, chciała ją odprowadzać, ale babcia tylko się złościła:

Co ja, kaleka? Dwa kroki! Zajmij się swoimi sprawami!

Ileż to razy potem Aneta żałowała…

Zima. Poślizgnęła się przy samej przychodni, upadła, uderzyła głową, straciła przytomność. Ludzie przechodzili obojętnie… Tylko jeden taksówkarz się zatrzymał, wezwał pogotowie, zadzwonił do Anety, bo znalazł jej numer w torebce babci Ale już było za późno.

Babci Anety zabrakło dobę po wypadku. Całą noc Aneta przesiedziała na szpitalnym korytarzu z Haliną, która rzuciła wszystko i przyjechała.

Jak ja sobie bez niej poradzę?

Nie wygłupiaj się! Trzeba mieć nadzieję! próbowała ją pocieszyć Halina, choć samej wcale nie wierzyła w cuda.

Lekarze unikali wzroku. Obie wiedziały, co to oznacza.

Aneta, babcia nie lubiła tego narzekania, pamiętasz? Była silna i ciebie taką wychowywała. Trzymaj się dla niej…

Dobę później Aneta wiedziała już, że wszystko zaczyna się od nowa. I że teraz to ona musi podejmować decyzje i odpowiadać za wszystko.

A działo się sporo.

W jej życiu pojawił się Olek, z którym spędziła prawie pięć lat i rozstała się spokojnie, zostając z dwójką dzieci. Olek zawsze był prostolinijny aż do bólu. Gdy zakochał się w innej, powiedział Anecie szczerze, że nie potrafi już z nią być, ale nadal będzie pomagał i wspierał dzieci.

Jesteśmy w końcu przyjaciółmi, Anecia pakował walizki, nie patrząc jej w oczy.

Mhm… Olek, słyszysz siebie? Aneta czuła się wtedy jak po tamtym telefonie od taksówkarza. Nie potrafiła się nawet złościć.

Zresztą, za co? Za uczciwość? Za to, że pokochał inną? Takie życie. Dzieci kochały go i tylko to się liczyło.

Aneta nie pytała już o nic. Pomogła mu się spakować i zamknęła za nim drzwi.

Potem zajrzała do dzieci, zadzwoniła do Haliny

Przyjedź, błagam…

Halina, która nadal mieszkała w mieszkaniu po babci, pracowała jako oddziałowa, właśnie kojarzyła dzieci do szkoły. Prawie się wkurzyła na kuzynkę, ale coś wyczuła w jej głosie i zaraz była pod drzwiami.

Przestań płakać! Nie ten będzie drugi! Co za facet! Lepiej, że już odszedł.

Dlaczego? Co ze mną nie tak?

Ty nic nie zawiniłaś. On taki był. Zawsze by odszedł, czy to teraz czy później. Najważniejsze nie wyrzekł się dzieci. Obiecał, że nie zostawi i pewnie słowa dotrzyma.

Gdyby nie babcia, nie miałabym w sobie tej siły powiedziała Halina i objęła Anetę.

Miała rację. Czas leczył, choć nie leczył do końca po prostu przynosił inne troski.

Olek dalej spotykał się z dziećmi, zabierał je na weekendy. Gdy oznajmił Anecie, że w jego nowym związku pojawi się dziecko, przyjęła wiadomość bez żalu.

To dobrze…

Dziękuję ci, Aneciu!

Za co?!

Za to, jak na to reagujesz. Jesteś wyjątkowa…

Wiem o tym! Aneta w końcu się uśmiechnęła.

A potem życie zaskoczyło ją znowu.

Halina! Jak to?

No jakoś tak wyszło, nie będę się tłumaczyć. Daj spokój obyczajom! Chłop zniknął, jak tylko się dowiedział.

Kto ojciec?

Nieważne! Zniknął i już! A ja mam teraz dwójkę w drodze. Co ja mam robić? Ani majątku, ani mieszkania stałego… A Maks i Liza… Jak ja ich utrzymam, a tu kolejne dzieci?!

Dzieci wbiegły do kuchni, zgarnęły cukierki ze stołu.

Maks, po równo! rządził. Proszę ciociu, masz cukierka, na smutki!

Patrząc w ciemne oczy chłopca, Aneta podjęła decyzję może i głupią według wielu.

Zwariowałaś! Halina kręciła głową, trzymając w ręku akt darowizny. Nie mogę…

Możesz. I powinnaś. Gdyby nie babcia, to przecież nawet nie byłoby nas tu razem. Dostajesz mieszkanie od serca.

Kawalerka babci przeszła na Halinę, a rodzina czekała na bliźnięta.

Sasza i Marysia urodziły się terminowo, zaraz dały znać światu, że są głośne i waleczne.

Jak je nazwiesz?

Jedna po babci Aleksandra, druga po cioci Maria.

Dobra kobieta była z tej cioci?

Najlepsza. Bez niej tych dzieci by nie było.

Pod szpitalem czekały na Halinę dzieci i Aneta.

No, powiększamy rodzinę! powiedziała Aneta, poprawiając kocyk na niemowlaku. Piękne dziewczynki!

Byleby były szczęśliwe… szepnęła Halina, choć już wtedy skrywała niepokój.

Może gdyby powiedziała Anecie, co czuje, skonsultowała się z lekarzem, wszystko byłoby inaczej… Ale której matce w głowie myśleć o sobie?

Źle się Halinie zrobiło tydzień po wyjściu ze szpitala. Zawołała Maksa, poprosiła, by przypilnował bliźniaczek, zadzwonił do Anety i nie płakał przy Lizie.

Haliny nie udało się uratować.

I znów życie rzuciło Anetę na próbę.

Jest pani jedyną rodziną kiwała głową urzędniczka z opieki. Ale sześcioro dzieci to kolosalna odpowiedzialność… Musimy się zastanowić…

Aneta nie kłóciła się.

Przyjąć do domu swoją dwójkę i cztery adoptowane…? Oddać dzieci do domu dziecka albo w świat? Dla Anety to było nie do pomyślenia. Wiedziała, że musi ponosić skutki swoich słów i czynów babcia jej to powtarzała. Rodzeństwa nie wolno rozdzielać i koniec.

Olek pomógł, załatwiał formalności, siedział z dziećmi podczas biegów Anety do urzędów.

Twoja żona nie ma nic przeciwko?

Nie. Też jest matką. Wie, że ty nie wrócisz do mnie. I się nie martwi.

Jesteś pewien, że dam radę? spytała go Aneta najszczerzej.

Niczego nie jestem pewien, Aneciu. Boję się. Ale oddać je? Nigdy… One są moje, wszystkie razem, jak można rozdzielić?

A czego się boisz?

Że nie dam rady, że nie starczy sił.

Nie jesteś sama, jeśli pozwolisz. Pomogę. Jestem ci coś winien. Nie płacz! Damy radę. Ty, Aneciu, dasz radę. Taką kobietę drugi raz trudno spotkać!

Oby Pan Bóg cię usłyszał, Olek!

Jestem pewien, że babcia wszystko zdaje Mu na bieżąco!

I była to chyba prawda, bo po raz pierwszy od odejścia Haliny, Aneta naprawdę się uśmiechnęła.

Dalej było ciężko.

Czasem w nocy, tupiąc pięścią w poduszkę, cicho płakała, by dzieci nie słyszały.

Babciu, co robić? Jak ogarnąć tę gromadę? Co ty byś radziła? pytała w myślach.

I pamięć podrzucała jej różne rozwiązania, czasem ukryte jak zagadki, ale zawsze wystarczały, żeby przetrwać. I choć życie bywało trudne, dzieci miały w niej najważniejszą osobę. Wiedziały, że mogą przyjść ze wszystkim, a ona zrozumie, pomoże, jak trzeba wybaczy. Nigdy nikogo nie skrzywdzi.

Tego dnia Saszka tuliła znalezioną kotkę i z zaciętością odpowiadała na sąsiedzkie uwagi:

Pani Aneta i tak cię z nią wyrzuci! Zobacz, Saszko, jaka ona brudna i chora. Zostaw!

Nie! Sasza spojrzała błagalnie na starszego brata i potem w stronę wejścia do klatki.

Tego dnia Aneta miała w planach zabrać dzieci do zoo. Wstała wcześnie, zrobiła śniadanie, obudziła rodzinę i w godzinę wszystkich zorganizowała. Tylko na chwilę zajrzała do domu po stare adidasy dla siebie.

Maks, pilnuj młodszych na placu! Daj mi pięć minut!

Są u Lizy w szafie! Zaraz pójdziemy na dwór! Tylko, mamo, pomaluj drugi oko, bo dziwnie wyglądasz! Nie śpiesz się!

Aneta biegała po domu, znalazła buty, pomalowała drugi oko i nawet usta wyjątkowo jak na wolny dzień. Zwykle w weekend szła nieumalowana. Ale może właśnie tego dnia zerkając w lustro, pomyślała przecież mogę dobrze wyglądać, choć mam gromadę dzieci. Warto o siebie zadbać.

Ostatnio nauczyła się pozwalać sobie na odrobinę słodyczy. Zamiast tylko ganić dzieci, mogła kupić im jeszcze po lodzie i powiedzieć:

A ja idę oglądać żyrafę! Kto ze mną?

Wspominała, jak babcia brała ją do zoo, piła kompot, jadła kanapki i marzyła, żeby ten dzień się nie kończył. Teraz sama gotowała dzieciom kompot i szykowała kanapki. A one pewnie kiedyś będą tak samo postępować i to jest właśnie dobre.

Aneta spojrzała w lustro, złapała plecak i wybiegła z klatki schodowej.

Na schodach minęła się z sąsiadką, która szepnęła z uśmiechem:

Idź, idź, Anetko, szykuj się na niespodziankę!

Saszka wybiegła naprzeciw i wyciągnęła kotkę.

Mamo! Ona jest piękna!

Co mogła jej odpowiedzieć Aneta?

Wzięła kotkę na ręce, obejrzała ją i westchnęła.

Zoo odwołane. Mamy własnego tygrysa. Maks, gdzie tu jest najbliższy weterynarz? Ruszamy!

To był dobry dzień. Do zoo nie dotarli, ale i bez tego atrakcji nie zabrakło.

Po miesiącach wychudzona kotka zamieniła się w piękną, wypielęgnowaną, przymilną kocicę, która wniosła do ich domu kolejną kropelkę radości a nawet morze szczęścia.

Nikt się już temu nie dziwił. Bo tu, gdzie jest miłość nigdy nie jest jej za dużo.

Z tej historii nauczyłem się, że nawet najmniejsza kropelka życzliwości wraca do nas jak ocean dobra. Trzeba tylko otworzyć serce i być gotowym przyjąć każdą odpowiedzialność, nawet tę najtrudniejszą z miłości.

Oceń artykuł
Newskey24
Kropleczki