Miałem dobrego przyjaciela Krystiana, którego poznałem jeszcze w podstawówce. Byliśmy ze sobą na tyle blisko, że zostałem świadkiem na jego ślubie, a on ojcem chrzestnym mojego dziecka. Jako przyjaciel był świetnym facetem, ale jako człowiek był po prostu zepsuty.
Krystian miał wspaniałą kobietę za żonę, Ewelinę. Byłem ciekawy, jak to możliwe, że tak miła i życzliwa osoba mogła być u boku takiego egoisty? Pewnego dnia siedziałem z przyjacielem w jego domu na kanapie, kiedy zaczął narzekać na swoją żonę.
– Przecież to jakiś absurd, że Ewelina zarządza wszystkimi pieniędzmi! To naprawdę aż taki problem, jeśli chcę kupić sobie wędkę? – marudził, biorąc kolejny łyk alkoholu.
– Wydaje pieniądze na rodzinę, czego od niej oczekujesz? To ona w końcu więcej zarabia, nie ty – pokręciłem głową.
Krystian wszystkiego się czepiał, był pierwszy do krytykowania. Kiedy skończyło mu się piwo, zawołał Ewelinę, aby przyniosła więcej. Od razu otworzył puszkę i wziął łyk napoju. Nie minęła chwila i wszystko wypluł, rzucając pełne piwo na podłogę.
– Jak mogłaś się pomylić? Wiesz, że tego nie piję, przynieś mi inne!
– Mam dość ciebie i twojego wiecznego marudzenia. Jak masz problem, to wstań i sobie weź – powiedziała, widocznie zdenerwowana.
– Oszalałaś? Przecież ty jesteś za to odpowiedzialna – krzyknął trochę już wstawiony.
– Jak już powiedziałam, mam dość. Spodziewaj się papierów rozwodowych w nadchodzących dniach – poinformowała go i udała się pośpiesznie do sypialni, aby spakować swoje rzeczy.
Mój przyjaciel nie wiedział, jak zachować się w takiej sytuacji, bo wciąż myślał, że żona będzie znosić jego wybryki.
– Idź ją przeproś, co ty wyprawiasz? – namawiałem, przyglądając się całej sytuacji.
– Zostaw ją, kto jej potrzebuje… – Krystian wzruszył ramionami.
Nie spodziewał się, że ja również od niego odejdę, bo wszystko miało swoje granice. Od tamtego dnia nie rozmawiałem z nim więcej. Jakiś czas później usłyszałem plotkę, że stracił mieszkanie przez długi, a Ewelina znalazła w końcu kogoś, kto był jej wart.







