Gosiu, pokroiłaś już pomidory? Dodałaś pieprz? Dlaczego nic nie robisz? – Mamo, odpocznę trochę i zrobię wszystko. – Najpierw to zrób, a potem odpocznij. Gosia ze zmęczeniem skinęła głową. I tak całe moje życie… Ostatnim miejscem, żeby się schować była szopa. Stara drewniana, która stał na końcu podwórza
Mama nie znosiła, kiedy stała bezczynnie. Ani minuty.
Gosia jest jedyną córką swoich rodziców. Wychowana twardą ręką. Matka powiedziała: pójdziesz do szkoły muzycznej, więc Gosia musiała pójść. I nie miało to znaczenia, że nie ma ani umiejętności, ani chęci gry na pianinie. Miała się nauczyć i tyle.
Dostała złą ocenę w szkole? Nie mogła więc oglądać telewizji, wyciągać cukierków z wazonu, nie mogła nawet iść na spacer. Dopóki nie poprawiła oceny. Ojciec zawsze zgadzał się z matką.
Skończyła szkołę przeciętnie. Nic nie pomogło. Gosia nie uczyła się lepiej. Nawet specjalnie się nie starała. Co by nie zrobiła i tak mama będzie z czegoś niezadowolona.
Podczas nauki w 7 klasie Gosia zaczęła spotykać się z Maćkiem. Mama wyraziła zgodę. Rodzina jest porządna, ojciec jest szefem, dobry wybór dla córki. Po szkole Gosia poszła do technikum, ale kilka miesięcy później zdała sobie sprawę, że jest w ciąży i porzuciła szkołę.
Ślub był wspaniały. Rodzice Maćka zapłacili za wszystko, z czego rodzice Gosi byli bardzo zadowoleni. Niech bogaci będą hojni.
Po ślubie Gosia i jej mąż pojechali do innego miasta, daleko od domu. Urodziła się córka Oleńka. Nie było nikogo, kto mógłby pomóc, ale Gosia radziła sobie. Raz w roku odwiedzali rodziców.
Maciek ukończył uniwersytet, pracował w swojej specjalności i całkiem nieźle zarabiał. Po urlopie macierzyńskim Gosia nie szukała pracy. Jej mąż zdecydował, że nie musi pracować, mają wystarczająco dużo pieniędzy. Nie miała też doświadczenia, aby zdobyć dobrą posadę.
Lata minęły. Gosia ciągle dzwoniła do rodziców, latem odwiedzała ich z córką. Dziadek i babcia kochali swoją wnuczkę i rozpieszczali ją, czego nigdy nie robili z Gosią w dzieciństwie.
– Mamo, spodziewam się dziecka. Maciek jest szczęśliwy. Mówi, że zawsze marzył o dwójce dzieci, ma nadzieję, że urodzi się syn – wyznała Gosia
– Dlaczego rodzisz na starość? Po co ci to? – odparła matka z niesmakiem
– Mam 35 lat, nie jestem aż tak stara. Ola skończy szkołę i wyjedzie na studia, a ja zajmę się dzieckiem, jest mnóstwo czasu i pieniędzy – spokojnie stwierdziła Gosia
– Nie wymyślaj! Teraz to już czas na wnuki czekać, a nie będziesz z dzieckiem zajmować! Co za bzdury! – parsknęła matka
Urodziła się Beatka. Zdrowa, silna dziewczyna. Latem Gosia przyjechała z dziećmi do rodziców. Zignorowali najmłodszą wnuczkę, pokazując wszystkim, że jest niechciana. Bardzo Gosi było przykro, że to zobaczyła.
Minęło 10 lat.
– Córko, mój ojciec i ja jesteśmy starzy i słabi. Kiedy zamierzasz się nami zaopiekować? Czy Ty masz sumienie? – skarżyła się matka.
– Maciek, dzieci i ja chcemy pojechać nad morze, a potem zatrzymamy się u ciebie – odparła Gosia
– Jakie morze? Dom wymaga remontu. Cały ogród jest zarośnięty. W ogóle nie myślisz o swoich rodzicach, ależ się wdzięczności doczekałam. Myślisz, że jest nam samym łatwo to wszystko zrobić? – narzekała coraz bardziej matka
Gosia zrozumiała, że w tym roku już nie zobaczą morza. Co roku ta sama piosenka. Mąż był już do tego przyzwyczajony i spokojnie pozwolił żonie pojechać do rodziców.
Za każdy kaprys młodszej córki Gosia usłyszała naganę od matki.
– Mówiłam ci, nie powinnaś rodzić drugiego dziecka. Cóż, nie posłuchałaś i teraz trzeba znosić jej wybryki i kaprysy – skarżyła się matka
– Mamo, ona jest jeszcze dzieckiem. Oleńka była taka sama, tylko zapomniałaś – tłumaczyła Małgosia
– Zdejmij starą tapetę i przyklej nową. Trzeba pomalować płot, zrobić ogórki i pomidory w słoikach, wyprać firanki. Pracy jest wiele. Jestem słaba, nie mogę. A ty zdrowy jak koń, pomóż mi – rozkazywała matka
Wskazywała, jak wszystko należy zrobić i co raz dodawała nowych obowiązków. Raz Gosia wzięła niewłaściwe wiadro, a potem nie rozcieńczyła farby we właściwy sposób. Nerwy Gosi były na skraju wytrzymałości. Bez względu na to, co robiła, zawsze słyszała wyrzuty.
Ostatnim miejscem, którym trzeba było się zająć była szopa. Ta stara szopa, który stała na końcu podwórza. Gosia odmalowała ją na nowo. Spędziła pół dnia w upale. Gdy nareszcie uporała się z jej malowaniem, mama stwierdziła, że należy ją wyrzucić i zamontować nową.
Idąc spać, Gosia zadzwoniła do męża i długo z nim rozmawiała. Następnego dnia przyjechał ze swoją najstarszą córką.
– Mamo, tato, jedziemy nad morze. Czy Wam się to podoba, czy nie. Zostawiam pieniądze, zatrudniam pracowników, oni dla was wszystko naprawią, sprzątną ogród i dokończą malowanie.
Mam dość. Wszystko, czego co robię – wszystko jest źle i nie tak jak sobie życzyłaś. Ja też jestem człowiekiem i moje nerwy nie są z żelaza. Przez Twoje pomysły nie byłam z rodziną nad morzem już od kilku lat. Piwnica jest już pełna przetworów, ale to Ci nie wystarczy. Dość, dość!
Gosia zabrała swoje torby, Maciej załadował je do samochodu i odjechali. Starsi rodzice przyglądali się. Na ich twarzach malowało się zdziwienie i irytacja. Jak to córka nie posłuchała. Zero szacunku i honoru. Za ich czasów tak nie było…
Gosia jechała na przednim siedzeniu samochodu i słuchała muzyki wydobywającej się z głośników. Jej dusza była lekka i radosna. Robiła co chciała, nie to, czego żądali rodzice. Po raz pierwszy w życiu…
Będzie pływać, opalać się i spędzać czas z ukochanym mężem i córkami. Trzeba myśleć o sobie, bo życie jest jedno! Może rodzice nauczą się, że nie można tego robić córce, narzucać swoich zasad i ignorować jej zdania.







