Nadchodzi rocznica śmierci mojego męża, a ja nawet nie chcę go wspominać życzliwym słowem!
Przez całe życie mój mąż jęczał i narzekał, że ciężko mu wychowywać dzieci, a nawet nie doczekał emerytury, bo rzucił pracę! A ja przez niego nie mam sama dobrej emerytury, tylko minimalną!
Tadeusz przez lata pracował jako elektryk, a jego pensja była śmiesznie niska. My mieliśmy trójkę dzieci, jedno rodziło się za drugim.
Powiedziałam mu więc, żeby poszedł do innej pracy, bo kiedy dzieci są małe, to jeszcze jakoś dajemy radę, ale potem wszyscy będą chcieli iść na studia i będzie trzeba im pomóc, zorganizować wesele.
Znalazł inną pracę. Wyjeżdżał na miesiąc, przywoził grosze, a potem narzekał, że jest zmęczony i musi wracać do pracy.
Nie narzekałam, że to ja muszę się opiekować dziećmi, pracą, domem.
Kiedy wydaliśmy naszą najmłodszą Kasieńkę za mąż, wydawało się, że mąż odmłodniał, był tak szczęśliwy.
– Wreszcie – powiedział – będę mógł odpocząć.
Jak to odpocząć? Nadal trzeba pomagać dzieciom. Tadeusz zarobił na studia dzieci, choć musiałam go zmuszać do pracy za każdym razem, ale jeszcze i tak nie spłaciliśmy całego kredytu za mieszkanie drugiego syna i córki.
Spłaciliśmy dopiero kredyt za mieszkanie Artura, najstarszego syna, ale za młodsze dzieci ciągle płacimy raty.
Co więcej, mój mąż miał jeszcze dwa lata do emerytury, więc po co odpoczywać?
A on trzymał się swojego. – Nie mam siły, kończę pracę – powiedział pewnego dnia.
– Myślałeś o mnie? – zapytałam. – Moja emerytura nie wystarczy dla nas wszystkich, nie mówiąc już o mojej pensji. A ja muszę pomóc dzieciom!
– No to niech dzieci nam pomogą – mówił.
– Nie wytrzymam tego, mamy sam chleb jeść? – krzyczałam.
– Zadbałem o szkołę, kupiłem im mieszkania, więc niech teraz wszyscy mnie karmią i na mnie pracują – nalegał Tadek.
Zaprosiłam wszystkie dzieci na kolację, ale moim głównym celem było to, żeby dzieci pomogły mi przekonać męża do kontynuowania pracy.
Dzieci były całkowicie po mojej stronie.
– Tato – mówił Artur – masz jeszcze tylko dwa lata pracy, nie dostaniesz dobrej emerytury, jak teraz rzucisz pracę.
– Mam staż – odpowiedział- czterdzieści lat, może to wystarczy?
– Teraz co roku zmieniają prawo- dodał Tomek – będziesz miał tylko minimalną emeryturę i jak będziesz żył?
– Tato – powiedziała Kasieńka – musimy myśleć o naszych dzieciach, a Ty jesteś dorosłym mężczyzną w kwiecie wieku! Gdybyś był starcem, to byłoby co innego!
Patrzyłam na niego, a w myślach tylko mówiłam – pomyśl człowieku!
Dzieci poszły do swoich domów. Wróciłam do mieszkania, a tam mąż siedział smutny i wzdychał.
Te wzdychania mnie po prostu niszczyły!
– Przestań się nad sobą litować! Całe życie nic nie robiłeś poza narzekaniem! Gdyby nie ja, dawalibyśmy naszym dzieciom kartonowe pudła, a nie mieszkania! Od tego jest ojciec! Co Ty będziesz robił? Leżał na kanapie? Pomyśl! – krzyczałam.
Musiałam zmarnować wiele nerwów, żeby mu przywrócić rozum, musiałam sprawić, żeby nie popełnił tego błędu. To wstyd dla takiego mężczyzny! – myślałam sobie.
Potem dostałam telefon do pracy, że karetka zabiera Tadeusza z domu.
No cóż, to jest dopiero artysta – pomyślałam – ugrał to, co chciał ugrać! Pewnie udaje.
Teraz jest rocznica jego śmierci…
Czuję taki gniew. Będę miała tylko swoją emeryturę, bo on nie dożył swojej.
Dzieci zajęte są swoim życiem, troszczą się o swoje dzieci i mają się dobrze. A ja ciągle myślę, jakim człowiekiem był mój mąż, że nikomu nie okazał dobra. Całe życie tak żył!







