Mama zawsze powtarzała mi, żebym nie mówił znajomym i przyjaciółkom, że pochodzę z zamożnej rodziny.

Dziś chcę spisać kilka myśli, bo wciąż nie mogę się uspokoić po wizycie u Joanny. Byłam u niej w domu, kiedy pojawił się jej tata. Wniósł zakupy i znalazł nas w salonie. Od razu wyprostował się i zaczęło mu przeszkadzać, że tam jestem. Joanna odprowadziła go do kuchni, ale słyszałam, jak niezbyt cicho mówił o mnie nazwał mnie wieśniakiem, który chce przejąć mieszkanie jego córki. Stwierdził, że widział mnie, jak wielokrotnie kręciłem się wokół ich domu. Prawie oskarżył mnie o śledzenie.

Najbardziej jednak zaskoczyło mnie, że Joanna rozmawiała z tatą tak, jakbyśmy byli tylko kolegami z uniwersytetu, że tylko miesiąc pracujemy razem w bibliotece, dlatego kręcę się wokół domu. Tymczasem od dwóch miesięcy tworzymy prawdziwy związek. Zdołałem jej powiedzieć, że to, iż moi rodzice mają dom pod Warszawą, nie oznacza, że jestem z wioski. Mieszkamy bardzo blisko miasta, mamy ładny dwupiętrowy dom, a mój tata prowadzi własny biznes. Jasne, nie jeżdżę po Warszawie luksusowym zagranicznym samochodem i nie krzyczę, skąd pochodzę, ale tak jest lepiej. Tacy ludzie jak Joanna i jej rodzina sami się wykluczają.

Moja mama zawsze powtarzała mi, żebym nie opowiadał o pieniądzach, bo osoba, którą kocham, nie powinna patrzeć na to w pierwszej kolejności. I nie powinna się mnie wstydzić, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jestem bogaty. Zastanawiam się, czy Joanna naprawdę mnie rozumie…

Oceń artykuł
Newskey24
Mama zawsze powtarzała mi, żebym nie mówił znajomym i przyjaciółkom, że pochodzę z zamożnej rodziny.