Mamo, otwórz, zamarzliśmy!

Na ulicy jest silny mróz, ledwo dobiegłam z przystanku do wejścia. Tam pojawił się przede mną znajomy obraz: dzieci z sąsiedztwa w starych, wiosennych kurtkach nie mogą dostać się do swojego mieszkania.

– Mamo, otwórz, zamarzliśmy.…

– Co, znowu zasnęła, nie słyszy?

Ośmioletnia Wiktoria westchnęła ciężko i skinęła głową. Jej czteroletni brat był cały we łzach i szlochał.

– Chodźcie do mnie. Rozgrzejecie się i znajdziemy coś do jedzenia.

Maluchy weszły za mną schodami na piętro wyżej.

To nie był pierwszy raz, kiedy pijana matka wysłała dzieci ” na spacer „, aby zająć się amorami ze swoim konkubentem w wynajętej kawalerce, wszystko kończyło się zawsze tym samym: podpita para zasypiała w ciepłym łóżku, a dzieci czekały na korytarzu.

Pewnego dnia musiałam je nawet zabrać na noc, ponieważ nie mogły się dostać do środka. Rano wysłuchałam żali ich matki, że zabrałam dzieci bez ostrzeżenia.

Chyba nadszedł czas na zgłoszenie gdzieś tego, zanim wydarzy się coś strasznego. Dobrze, latem to jeszcze pół biedy, ale zimą? Dzieci nie mają nawet normalnego, ciepłego ubrania, zamarzną jeszcze…

Tego wieczoru nie mogliśmy ponownie dostać się do mieszkania z dziećmi, chociaż Wiktoria powiedziała, że widziała z daleka, kiedy spacerowała jeszcze z bratem, że wujek Witek, konkubent jej matki, wyszedł z bloku i gdzieś poszedł. Wydawało mi się to dziwne, ale pomyślałam, że dziewczynka mogła się pomylić, skoro widziała z daleka.

Matka nie otworzyła drzwi rano. Musiałam zadzwonić na policję, a w pracy poprosić o wolne. Policjanci jechali długo na miejsce. Po przyjeździe musieli otworzyć drzwi. Halina, matka Wiktorii i Olka leżała na łóżku i nie ruszała się, ale żyła. Policjanci wezwali karetkę. Przybyły lekarz podejrzewał u Haliny udar albo zawał. Było oczywiste, że coś stało się z kobietą wczoraj wieczorem, ale ponieważ nie udzielono jej natychmiastowej pomocy medycznej, teraz szanse na uratowanie matki dzieci były bardzo małe.

Kobieta została zabrana do szpitala, a dzieciom pozwolono na razie ze mną zostać. Długo zeznawałam, podpisywałam jakieś dokumenty i pomagałam w sporządzeniu portretu pamięciowego konkubenta Haliny. Policjanci musieli znaleźć tego mężczyznę, aby dowiedzieć się, czy nie wyrządził swojej partnerce jakiejkolwiek krzywdy, która nie przyczyniła się do jej aktualnego stanu.

– Ciociu Amelio, a jeśli mama umrze, zostawisz nas na zawsze? Nie chcę do sierocińca… W telewizji widziałam, że dzieciom tam jest bardzo źle…

Wiktoria patrzyła na mnie litościwymi oczami, a ja nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Żal mi tych dzieci, ale sama nie byłam zbyt szczęśliwa. Przez całe życie wychowywałam mojego jedynego syna sama, odetchnęłam dopiero niedawno, gdy mój syn skończył studia i podjął pracę. Chociaż mieszka teraz w innym mieście i sam się utrzymuje, prawdopodobnie wkrótce się ożeni i będę musiała mu pomóc w domu i przy przyszłych wnukach.

Wszystkie te myśli wyraziłam śledczemu, który zaproponował, żebym sprawowała opiekę nad dziećmi, kiedy przyszedł do mnie z wiadomością, że Halina nie żyje.

– Pani Amelio, państwo pomoże w tej sprawie. Dzieci będą otrzymywać rentę, poza tym na każde dziecko dostanie Pani zasiłek, na pewno sobie Pani poradzi.

Bałam się jednak, musiałam to skonsultować z moim synem. Tego wieczoru zadzwoniłam do niego i opowiedziałam o tym, co się stało.

– Mamo, zdecyduj sama, ale zgodziłbym się na Twoim miejscu. Znając Ciebie, podejrzewam, że jeśli postąpisz inaczej, będziesz zamęczać się myślą, że postąpiłaś źle. Nerwy zrobią swoje, jeszcze zachorujesz, a ja potrzebuję zdrowej matki!

– Przekonałeś mnie! Przyjedź, aby poznać nową rodzinę.

Wiktoria i Olek zostali ze mną. Bardzo ich lubię, a moje życie stało się ciekawsze i bardziej urozmaicone z tymi dzieciakami – jakbym wróciła do czasów, kiedy mój już dorosły syn był jeszcze mały.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Twoja Strona
Mamo, otwórz, zamarzliśmy!