Małgosiu, zostań dziś w domu. Czy naprawdę muszę cię wszędzie ze sobą ciągać, tylko dlatego, że jesteśmy małżeństwem? mruknął Aleksander, poprawiając się w lustrze. Małgorzata nawet go nie usłyszała. Pakowała właśnie rzeczy na działkę do znajomych. Przygotowywała się jak prawdziwa pani domu, z ogromną starannością, choć dziś dziś wszystko było dziwnie inne.
W przedpokoju zobaczyła męża w śnieżnobiałej, przewiewnej koszuli i zdziwiła się nieco.
Alek, a po co ci te białe piórka? Ja plam po kiełbasce nie dopiorę, uprzedzam. Pokręciła głową i dodała: Weź siaty z jedzeniem, wszystko gotowe. Zaraz się przebiorę w sukienkę i możemy ruszać.
Aleksander spojrzał z rezygnacją na wypchane torby, które Małgorzata podsuneła pod jego nos.
I co to jest niby za bagaż? z powątpiewaniem spytał, łapiąc niechętnie siaty.
No daj spokój, przecież jedziemy na działkę. Ludka, choć moja przyjaciółka, gotuje okropnie. Wszystko zabrałam sama: młode ziemniaczki, sałatki, drożdżowy kulebiak… Niech Artur je, co jego żona ugotuje, ja tobie wolę nie dzwonić po pogotowie. Wiesz przecież
Aleksander tylko mocniej się skrzywił:
Gosia, dzisiaj to może po prostu zostań w domu. Ugotuj coś lekkiego, a najlepiej idź pobiegać do parku, bo już masz boczki od tej swojej siedzącej roboty. A ja do Artura wpadnę tylko na pięć minut i zaraz wracam.
Czyli chcesz pojechać sam? powiedziała Małgorzata, a jej mąż zniwił się jeszcze.
Nie chciałem ci mówić Jesteś ciagle zawalona pracą, rzadko rozmawiamy. Artur się rozwiódł. Chciał nowości. Ma już inną. Nie chciałem jechać, ale Artur prosi, żeby mu pomóc z grillem. Bo nikt tak nie piecze jak ja.
Aleksander z triumfem odsunął torby.
Małgorzata nie spodziewała się takich wiadomości. Z Ludką dobrze się trzymały, choć czasem Małgosia tonęła w obowiązkach i problemach z własnym mieszkaniem, tym samym, które miała jeszcze przed ślubem z Aleksandrem. Najemcy ostatnio zniknęli zostawiając bałagan, więc Małgorzata zaczęła już myśleć o sprzedaży…
Ledwo znajdowała czas na przyjaciółki do Ludki nie dzwoniła już trzy tygodnie, a i by nie uwierzyła, że idealne małżeństwo Artura tak nagle się rozpadnie.
No to nowina wymsknęło jej się. Tam już pewnie jakaś silikonowa panna się rozsiadła i dlatego nie chcesz mnie brać.
Przestań, no. Zwyczajna kobieta, taka jak ty. Nie wiem nic, sam nie byłem. Zostań w domu, króliczku. Jeszcze zdążysz z Ludką obgadać tą nową.
Ale coś w Małgorzacie się poruszyło. Może kobieca solidarność, może prosta ciekawość, ale wymogła, że ma jechać z nim.
****
Połowę drogi na działkę przejechali w milczeniu; Aleksander pomstując na korki i beznadziejnych kierowców na trasie do Radomia.
Małgosia pisała wiadomości do pośredniczki od mieszkania:
Coś się ruszyło? Radzisz sobie beze mnie mruknął Aleksander, zerkając kątem oka na jej telefon.
Aha o mieszkanie ci chodzi? Jeszcze nie. Jedni chcą wynająć jeszcze przed kupnem, drudzy żądają nowej łazienki i mebli, a mamy co mamy
Pieniędzy na remont nie braknie powiedział Aleksander.
Ale ja chciałabym nad morze. Może dałoby się wyjechać?
To wybierz, albo remont mieszkania, albo morze. I pamiętaj, ja pracuję.
Odpowiedziała, że sąsiadka namawia ją, aby wynajęła mieszkanie jej córce z mężem i że już prawie się zgodziła. Alek nie był zadowolony.
Wynajmować jakieś obcym? Ich nie stać, wyremontujemy i sprzedamy! Pieniądze rozporządzę sam. Ty wszystko oddasz za grosze, Gosiaczku pouczał Aleksander. Ja powinienem sam się tym zająć. Za miękka jesteś.
Nasze? spytała cicho.
Nasze. Jesteśmy rodziną, jedno.
Na działce długo już na nich czekano. Pierwszy wybiegł rozbawiony Artur Chmiel.
No witam, staruchy! Co tak się wlekliście? zawołał Artur.
Panowie wymienili uścisk dłoni, a Małgosia wysiadła i z zaciekawieniem patrzyła na Artura.
Widok był wart zachodu w modnym t-shircie podkreślającym brzuszek, z podartymi dżinsami. Za Ludki by tego nie włożył!
Gosiu, co stoisz jak nie znajoma? Chmiel rozpostarł ramiona do powitania.
Hej Artur. Korki, jak zawsze. W bagażniku są torby z jedzeniem, przygotowałam na piknik.
A co tam, jedzenie, gościem jesteś wszystko zamówione z restauracji, moja nowa kobieta zadbała pociągnął ją do ogrodu.
Torby zostały zapomniane
W altanie panował rozgardiasz dzisiaj jeszcze raźniejszy niż zwykle. Już z oddali Małgosia słyszała kobiecy śmiech. Nowa partnerka Artura, urodziwa blondynka, właśnie wracała do stołu z koleżanką wróciły z basenu, żartując jakby cały świat należał do nich.
I tu najgorsze przypuszczenia się potwierdziły: Artur zostawił Ludkę dla młodej lalki, z ustami, tipsami i wielką grzywą sztucznych włosów. A Małgosia Nie była modelką, ale i nie należała do brzyduli choć, cóż poradzić.
Aleksander i Małgorzata usiedli w kąciku na ławie. Aleksander zaraz zaczął nadskakiwać Anieli i Dagmarze, nie zważając na swoją żonę. To też zanotowała.
Na stole dwie pizze, jakieś frytki na plastikowych talerzach Ludka by się przeraziła jej Artur karmiony przez blond anioła! pomyślała w duchu Małgosia.
Poznajcie się. To Gosia, żona Szanego. Freenlancerka, znaczy bezrobotna prychnął Artur, nieprzyjemnie raniąc Małgosię. A to moja królowa, ukochana Aniela i jej kumpela Dagmara wypiął pierś dumnie.
A Szanego nawet nie przedstawił dziewczynom. Małgorzata to natychmiast wyłapała.
Aniela pracuje jako kosmetolożka pochwalił się Artur.
No tak, nie kasjerka jak Ludka pomyślała Małgosia.
Jestem kosmetolożką i wizażystką przedstawiła się Aniela. Mogę zrobić rabacik, jakby pani chciała.
Małgosi głupio siedzieć przy dziewczynach w plażowych tunikach.
Aleksander wziął się za grilla, w podwiniętej śnieżnobiałej koszuli, a Małgosia została sama przy stole.
Gosieńko, zagadaj do dziewczyn podpowiadał Artur. A Dagmara jest fryzjerką, może z Szanemu coś zrobi lepszego na głowie!
Kochanie, nie przesadzaj, Szanek jest bardzo przystojny, każdy fryzjer by się za niego ucieszył podchwyciła Aniela.
Aniela, chodź pływać! powiedziała Dagmara. Pani nie chce się przyłączyć?
Obydwie rzuciły Małgosi wyzywające uśmiechy, więc Małgorzata wstała.
Nie, dziękuję. Artur, mogłeś dać znać nie przyjechałabym, gdyby wiedziała, że tu już taka kierowniczka. Z Ludką było inaczej.
Daj spokój! Dziewczyny do ciebie bez złej woli, a ty im dogryzasz brnął Artur.
Bez złej woli? Sugeruje, że mi potrzebna kosmetyczka i daje rabat?! Dagmara dobiera się do mojego męża! Żeby wiedziały Szanek jest za skąpy na ich usługi! Nasza sąsiadka go strzyże za darmo! I bardzo sobie chwali! wypaliła Małgorzata i pobiegła do Aleksandra.
Ten aż oblizywał usta na widok smukłych koleżanek chadzających po ogrodzie. Zauważył, że przy stole wrze.
Alek, zabierz mnie stąd oznajmiła przy grillu Małgorzata.
Po co? Przecież jest miło
Z Ludką było dobrze, teraz tragicznie! Kim są te nadęte lalki?
Szanek, odwieź ją machnął Artur i popędził z dziewczynami do basenu.
Aleksander odsunął się od grilla, chwycił żonę mocniej za ramię i zagaił:
Małgosiu, co to ma być? Zdziczałaś na tym swoim freelansie, nie potrafisz normalnie pogadać? Jedź do domu, idź do parku z sąsiadkami, albo do mamy, nasi chłopcy zaleźli jej za skórę na wakacjach. Zamówię ci taksówkę!
Małgosia aż się zagotowała ze złości. Sztuczny śmiech Anieli i Dagmary przy basenie doprowadził ją do furii. Może nie śmiały się akurat z niej, ale Małgorzata wszystko brała do siebie. Mąż rozpędzał się:
Nie mogę po prostu pobyć w towarzystwie bez twojego marudzenia? Jesteś nudna, stara i zgorzkniała! wypalił Aleksander tak, że nie przebierał w słowach.
Tobie młode się podobają jak Arturowi?! Czemu nie powiedziałeś, że je znasz?
Nie chciałem! Tak, byłem z Anielą, Arturem i Dagmarą w kawiarni I co z tego?
Wszystko jasne. Nie wracaj do domu i Maja chlusnęła na męża resztką sosu z marynaty na grilla.
Biała koszula była nie do odratowania.
Małgorzata wybiegła z ogrodu i ruszyła do przystanku PKS w pustawym letniskowym osiedlu. Szła szosą, kipiąc z gniewu. Teraz już wiedziała, czemu mąż nie chciał, by pojechała na działkę.
Po drodze zadzwoniła do przyjaciółki, Ludki, by jej się poskarżyć i wyżalić na pomysły Artura.
Czego chcesz?! warknęła Ludka w słuchawce.
Ludka, to ja, Gosia zmieszała się.
Nie dzwoń tu! Nie chcę cię znać, ani twojego Aleksa! On on Ludka rozpłakała się.
Małgorzata próbowała dociec, co zrobił Aleksander i dlaczego Ludka płacze.
Przecież to twój mąż poznał mojego Artura z tą blondyną! I on przez niego odszedł ode mnie! Nie mów, że nie wiedziałaś!
A Małgorzata naprawdę niewiele wiedziała. Ludka opowiedziała, jak Aleksander przyprowadził swoją koleżankę do Artura, on jej coś pomógł i się zaczęło. Kobiety się pogodziły, ale żal już pozostał.
Małgosia wiedziała już, że mąż ukrywa swoje nowe pasje i nie będzie się z tym tak po prostu godzić
****
Zamówiła taksówkę i pojechała do matki do małego miasteczka pod Warszawą. Synowie Małgorzaty, jak zwykle latem, bawili się z miejscową dzieciarnią.
Matka Małgosi, Zinaida, była w domu i nie spodziewała się odwiedzin.
Małgośka, czemu tak późno? Coś się stało? spytała Zinaida.
Wszystko mnie w domu męczy. Chcę u was odpocząć. Lato mija, a my z chłopcami nigdzie nie byliśmy.
Przecież Alek pracuje, ma etat
To co z tego? Czemu mam siedzieć w czterech ścianach z powodu jego roboty!? wybuchła.
Przecież jesteście małżeństwem. Jak pojedziesz sama z dziećmi? dopytywała matka.
Normalnie pojadę. On bez nas się bawi, i ja mogę.
Wypiły herbatę, a Małgosia opowiedziała, co się wydarzyło u Artura.
Nowych wrażeń mu się zachciało! Tę papugę po kawiarniach wozi, a my w blokach kisimy się! Pojadę z chłopakami gdzie chcę. Zbierałam pieniądze na remont mieszkania, ale teraz plany się zmieniły.
Zinaida zrozumiała, choć prosiła, by córka nie działała pochopnie przez wzgląd na dzieci
Podczas rozmowy chłopcy wbiegli do domu.
Mamo! Co tu robisz? zdziwił się młodszy.
Zabrać was do domu, a potem na wakacje do cioci Leny nad morze odpowiedziała, obejmując synów.
Wizja Artura na działce zmusiła ją do refleksji: w jej małżeństwie także nastał etap kryzysu. Ciągnęła dom, pracę na zleceniu, dwoje dzieci; on znikał w pracy. Nie zauważyła nawet, jak się od siebie oddalili.
Dziś skłamał, jutro zrobi jak Artur Oddałabym mu wszystko, a on to tak? myślała, już szukając telefonu.
Napisała sąsiadce, że zgadza się wynająć mieszkanie córce i synowi. Następnego dnia miała przelew na konto 3400 złotych. Małgorzata zrobiła to na złość mężowi i nie żałowała.
****
Po wesołym grillu Aleksander wylądował na noc u matki w Ursynowie. Przez cały weekend siedział u niej, knując jak wrócić do żony z niewinnym uśmiechem i zatuszować skandal, który wybuchł na działce.
E, Małgosia! Cały wieczór zmarnowała! szemrał Aleksander, próbując dodzwonić się do żony.
Odpoczniesz, królowo prychając, szorował z koszuli plamy po marynacie.
Po trzech dniach wrócił do mieszkania, gdzie czekała go już tylko cisza, pusty lodówka i puste szafy. Telefon Małgorzaty milczał.
Gosia, o co chodzi?! wreszcie się dodzwonił.
Tato, mamy nie ma odpowiedział Irek, starszy syn, głosem z telefonu matki.
Synku Gdzie jest mama? Jesteście u babci?
Nie, jesteśmy nad morzem. U cioci Leny, a mama poszła pływać zameldował Irek.
Kiedy wracacie?
Nie wiem. Mama ma urlop. Na razie nie powiedziała. Muszę lecieć, pa, tato! zaraz rozłączył się rozradowany chłopiec.
Pa… sapnął Aleksander.
****
Tydzień nad Bałtykiem minął jak w śnie. Małgorzata z dziećmi wróciła do Warszawy wypoczęta, a Aleksander czekał z muchami w nosie.
Niepokoiło go nie tylko, że żona przez tydzień go ignorowała i wydała rodzinne pieniądze na urlop. Była jeszcze jedna sprawa a tego nigdy jej nie daruje.
W ogóle się z nim nie przywitała. Zaraz poszła rozpakowywać walizki.
Chłopcy rzucili się na pierogi, te które Aleksander przywiózł od matki i jadł przez dwa dni. Gdy dzieci uciekły, mąż ruszył do sypialni za Małgosią.
Nie masz mi nic do powiedzenia? spytał chłodno.
W jakiej sprawie? odparła oschle.
Łupiąc raz po raz, Szanek miał coraz większy żal.
Gosia, odkładaliśmy pieniądze na remont. A ty je przepiłaś nad morzem.
Moje mieszkanie. I przypomnę, dałeś tylko pięć tysięcy, pozostałe pięćdziesiąt należały do mnie.
Nie odwracaj się ode mnie! Nie jestem dzieciak, żebyś mi fochy strzelała! Co z mieszkaniem?
Wynajęłam sąsiadce, jej córka i zięć się wprowadzą. Ot, tyle.
Spojrzała na niego, a Aleksander aż wyraźnie schudł i przygasł przez ten tydzień.
Powinnaś sprzedać, nie wynajmować! Remont miał być, z tych pieniędzy krzyczał.
Przestań. Muszę cię wszędzie ciągać, bo jesteśmy małżeństwem?
Słowa rzucone kiedyś przez Aleksandra wracały do niego jak bumerang.
I nie będę ci się spowiadać. Ty też mnie z niczego nie rozliczasz. To moje mieszkanie, zrobię jak chcę!
Nie! Mieszkanie podzielimy! Jestem mężem, mam prawo! Szanek pocił się z bezsilności.
Po dawnych uczuciach nie zostało wiele, ale nie na tyle, by się rozwodzić…
Wszystko po połowie, jak trzeba. Ale mieszkanie sprzedam po rozwodzie dodała spokojnie Małgorzata.
Jaki rozwód?! Nie zgadzam się! Mamy dwoje dzieci, nie rób tego!
O dzieciach sobie przypomniałeś? Masz dość powodów, żeby odejść. Nie zamierzam być służącą twojej Dagmarze! rzuciła. Niedługo potem złożyła pozew o rozwód…
Ale trzeba jakoś żyć do czasu rozwodu.
Jeszcze tego samego dnia odesłała synów do babci i przestała gotować dla męża. Robiła coraz mniej w domu, wdrożyła dietę tak jak z troską zalecał Aleksander…
Aleksander kilkakrotnie zaglądał do pustej lodówki i zrozumiał, że Gosia nie żartuje. Żywił się w pracy i w barach, ale szybko poczuł, że dla oszczędnego mężczyzny to klęska. Spał na rozłożonym materacu na balkonie, lecz gdy pogoda się załamała, wrócił do matki, która była już dość zirytowana całą sytuacją.
Oskarżył żonę, mówiąc, że na kurorcie się zapuściła i nie zamierza z nią dłużej mieszkać.
Małgorzacie ta sytuacja coraz bardziej ją bawiła w kuchni i korytarzu nie mogła powstrzymać śmiechu na widok zgryźliwego męża.
Po tygodniu nieudolnych prób egzystencji wrócił do matki z walizkami.
****
Dwa tygodnie po imprezie na działce Aleksander zadzwonił do Dagmary. Miał już prawie wolną rękę, nowa rola mu odpowiadała. Liczył na spotkanie i coś więcej… Zderzył się jednak ze ścianą.
Szanek, było miło, ale raz wystarczy. Nic ci nie obiecywałam mrugnęła fryzjerka.
Dziewczyna doskonale pamiętała sknerę, który nawet kwiatów nie przyniósł po ogrodowym pikniku.
Ale jak to, Dagmarko? Myślałem, że zaprosisz mnie do siebie I w ogóle, umówimy się na tę obiecaną fryzurę żartował niezręcznie Aleksander.
Nie mam teraz czasu, a w razie czego, to u sąsiadki cię przecież strzygli, prawda? ucięła.
Tego nie przewidział. Daga już się nie odezwała. A przecież myślał, że jest tak blisko nowego otwarcia.
Koniec.




