Po co ci to, Hela, stuknęła ci pięćdziesiątka, komu będziesz potrzebna? uśmiechał się pod nosem mąż. Ale Hela postanowiła to sprawdzić.
Mąż Heli, Zenon Romanowicz Korczyński, był człowiekiem z teoriami. Nie z jedną, oczywiście. Miał ich z dwadzieścia i wszystkie trzymał żelazną ręką. O tym, że prawdziwy rosół tylko z wiejskiej kury. Że koty są mądrzejsze od psów. Że telewizor trzeba mieć głośność na czterdziestkę dwójkę, ani więcej, ani mniej. Ale najważniejsza z tych teorii była taka: kobieta po pięćdziesiątce już dla faceta jest niewidzialna, przestaje być ciekawa.
Formułował ją różnie, zależało od humoru.
Czasem z powagą profesora: natura tak ustaliła, Hela, nic na to nie poradzisz, nie bierz do siebie.
Czasem filozoficznie: takie jest życie, z tym się nie dyskutuje.
A najczęściej, kiedy Hela zakładała nową sukienkę czy malowała usta rzucał zwyczajnie: Hela, masz już pięćdziesiątkę, kto cię jeszcze zechce.
Bez znaku zapytania. Jak fakt.
Hela miała pięćdziesiąt dwa lata. Pracowała jako główna księgowa w firmie budowlanej w Poznaniu. Rano ćwiczyła, wieczorami czytała książki, a w weekendy piekła szarlotki, które Zenek zajadał ze smakiem, zupełnie nie kojarząc wypieków z pytaniem dla kogo one w ogóle są.
Razem przeżyli dwadzieścia sześć lat. Zenek przez ten czas przytył, wyłysiał i wyhodował swoje teorie. Hela nie. Albo raczej nie aż tak. Tylko trochę, ale po swojemu.
Pierwsza to zauważyła jej przyjaciółka Danusia.
Helka zagadnęła któregoś dnia przy kawie, patrząc na nią tym swoim spojrzeniem sugerującym bombę: Zaraz ci powiem coś ważnego, choć trochę zwariowanego. Ty wiesz, że jesteś śliczna?
Oj daj spokój odburknęła Hela z nawyku.
Serio, naprawdę! I powiem więcej może zrobimy ci profil na portalu randkowym? Tak na próbę, dla zabawy!
Hela odstawiła kubek.
Zwariowałaś?
To tylko profil, wrzucimy ładną fotkę, zobaczysz, co się stanie.
Nic się nie stanie odpowiedziała Hela. Mam pięćdziesiąt lat. Nikomu nie jestem potrzebna.
I sama się zdziwiła, bo usłyszała w głowie głos Zenka Korczyńskiego.
Danusia była konkretna. Nie była mistrzynią przekonywania, to nie jej styl. Ona po prostu doprowadzała do tego, że odmówić się nie dało, nawet jeśli bardzo się chciało. I tego wieczoru przyszła do Heli z laptopem pod pachą i winem w ręku, jakby wszystko już było załatwione.
Bez gadania oznajmiła od progu, stawiając wino na stole. Robimy ci dzisiaj profil. Szybko, ładnie, krótka piłka.
Ale… jaki profil? Hela jeszcze fartucha nie zdjęła.
Na randkowym, przecież mówiłam.
Mówiłaś. A ja mówiłam: nie.
Ty powiedziałaś nikomu nie jestem potrzebna, a to nie to samo.
Hela patrzyła na nią. Danusia patrzyła z powrotem. Miała w oczach pewność osoby, która wie, że i tak wszyscy przyznają jej rację, tylko jeszcze nie teraz.
Danusia, ja mam pięćdziesiąt dwa.
Wiem, od trzydziestu lat jesteśmy koleżankami.
I co z tego?
Nic. Siadaj.
Hela usiadła. Nie dlatego, że się poddała, tylko dlatego, że po całym dniu ją nogi bolały. Po pracy raport, potem korki, wieczorem kolacja. Usiadła po prostu odpocząć.
Dawaj jakąś fotkę zarządziła Danusia, odpalając laptopa.
Jaką?
No najlepszą! Masz jakieś porządne zdjęcia?
Hela się zamyśliła. Ostatnie były z firmowej wigilii, gdzie stała w kącie z kieliszkiem, bokiem do aparatu, bo Zenek trzy razy dzwonił z pytaniem, kiedy wróci do domu.
Z Nowego Roku mam mruknęła niepewnie.
Pokaż.
Pokazała. Danusia gapiła się dobrą chwilę.
Super! No serio, wyglądasz świetnie. Tylko czemu całe życie się garbisz, a tu nie?
Bo na zdjęciu nikt mnie nie podgląda burknęła Hela, sama nie do końca rozumiejąc, co mówi.
Danusia spojrzała na nią uważnie, przez chwilę milczała, potem otworzyła wino.
Profil wypełniały długo. Tak naprawdę Danusia wypełniała, Hela kwestionowała. Wszystko.
Cel znajomości? Hela, wpisz rozmowa.
Nie chcę z nikim gadać.
Nie szkodzi. Pisz.
O sobie. Co ja mam napisać? Księgowa, umiem gotować rosół, mieszkam z facetem, co wymyśla teorie o kobietach po pięćdziesiątce?
Napiszemy: Aktywna, ciekawa, lubię czytać i podróżować.
Ja nigdzie nie jeżdżę.
Chciałabyś?
Hela się zamyśliła.
Chyba tak.
To nie kłamstwo.
Wybrały tę noworoczną fotkę. Hela w bordowej sukience, włosy spięte z tyłu, a w oczach coś… żywego. Zenek tej sukienki nie widział, wtedy już chrapał przed telewizorem, zanim wróciła.
Gotowe Danusia zamknęła laptopa. Wysłałyśmy.
I co teraz?
Teraz czekamy.
Na co?
Zobaczysz.
Hela nalała sobie wina. Spojrzała przez okno. Za oknem był po prostu wieczór latarnia, nagie gałęzie klonu, nic szczególnego. Klasyczny październikowy wieczór w Poznaniu. Zenek w drugim pokoju oglądał telewizję głośność równo na czterdziestkę dwójkę. Ekran szeleścił znajomym szumem.
No dobra, niech będzie ten profil pomyślała Hela. Przecież i tak nic z niego nie wyniknie.
Dopiła wino i poszła zmywać.
Nazajutrz w ogóle o profilu nie myślała. Pojechała do pracy, włosy spięła w koczek, pół dnia siedziała nad kwartalnym raportem, potem na obiad zjadła bezsmakową zupę w bufecie na parterze i o trzeciej przyłapała się, że przez dłuższą chwilę gapi się przez okno i liczy gołębie.
Telefon leżał w torebce.
O piątej zajrzała, ot tak, sprawdzić, czy Zenek czegoś nie pisał. Nie pisał. Za to było powiadomienie z portalu. Czerwone kółeczko z liczbą obok.
Liczba: 11.
Jedenaście wiadomości. W jeden dzień.
Hela spojrzała na telefon. Telefon spojrzał na Helę. Odłożyła go na minutę, po czym znowu sięgnęła.
Jedenaście.
Pewnie jakieś boty pomyślała.
Otworzyła. Żadnych botów. Jedenaście wiadomości od facetów ze zdjęciami, imionami i całkiem konkretnymi tekstami. Jedni pisali krótko: Cześć, fajny profil, inni elaboraty. Jeden, Paweł, pięćdziesiąt cztery lata, naskrobał trzy długie akapity o książkach, o tym, że dawno nie widział takiego spojrzenia na zdjęciu i że uwielbia podróże.
Hela przeczytała to dwa razy.
Przecież ja też napisałam, że lubię podróżować przypomniała sobie i trochę ją to zawstydziło. Trochę, ale tylko trochę.
Wieczorem zadzwoniła do Danusi.
Jedenaście! rzuciła na powitanie.
Serio już?! Danusia aż podskoczyła po drugiej stronie. Widzisz, mówiłam!
Jeden napisał, że czytam książki…
Odpisz mu.
Nie mam zamiaru.
Hela…
Co Hela? Mam pięćdziesiąt dwa lata, jestem mężatką.
Odpisz.
Nie odpisała. Myła naczynia i myślała o Pawle i jego trzech akapitach.
Wariuję mruknęła do siebie.
Ale rano otworzyła aplikację. Liczba w czerwonym kółku już nie była jedenastką.
Dwadzieścia osiem.
Hela usiadła na skraju łóżka. Zenek spał.
Dwadzieścia osiem wiadomości przyszło tej nocy.
Przeglądała je ostrożnie, jakby bała się coś zepsuć. Andrzej, czterdzieści osiem lat, inżynier, zdjęcie z kotem. Michał, pięćdziesiąt sześć, garnitur, napisał: Jest pani bardzo piękną kobietą. Krzysiek i tu Hela się zatrzymała czterdzieści jeden, zdjęcie z Tatr, napisał po prostu: Cześć, opowiedz coś o sobie.
Czterdzieści jeden! Był młodszy od niej o jedenaście lat.
Hela zamknęła telefon. Po minucie otworzyła znowu.
Wieczorem drugiego dnia liczba przekroczyła pięćdziesiątkę.
Pięćdziesiąt trzy wiadomości. Właściwie to już pięćdziesiąt cztery kolejna doszła, kiedy liczyła.
Siedziała w kuchni z herbatą, przeglądała je jak ktoś, kto poszedł po bułki, a znalazł złoto. Jest i Włodek, pięćdziesiąt lat, przedsiębiorca, przesłał wiersz nie swój, ale i tak miło. Jest Nikodem napisał wprost: Spodobała mi się pani, chciałbym się poznać. Krzysiek z Tatr napisał znów, bo nie odpisała. Podszedł delikatnie: Może jest pani zajęta? Spoko, rozumiem.
Hela patrzyła w ekran długo.
Zenek w pokoju coś wygadywał do telewizora, telewizor mu odpowiadał. Dobrze się dogadywali.
Komu ty jeszcze jesteś potrzebna przypomniała sobie.
Pięćdziesiąt cztery wiadomości przez dwie doby. Niektórzy w jej wieku, niektórzy młodsi. Jeden napisał wiersz. Inny cierpliwie czekał na odpowiedź.
Teoria Zenona Korczyńskiego rozpadała się na kawałki. Powoli, tak jak stary parkiet w przedpokoju, ale pękała wyraźnie.
Dopiła herbatę. Odstawiła kubek. Po raz pierwszy od lat spojrzała na swoje odbicie w kuchennym oknie nie przelotnie, nie po drodze tylko naprawdę.
Stała tam kobieta, pięćdziesiąt dwa lata. Prosta. Z ładnymi oczami. Której przez dwie doby napisało pięćdziesiąt czterech facetów.
No popatrz… szepnęła swoje odbiciu.
Odbicie jakby się z nią zgodziło.
Telefon leżał na stoliku nocnym.
Zenek sięgnął po okulary, leżały obok, i akurat wtedy ekran rozjaśnił się: powiadomienie. Zenek podniósł telefon machinalnie. Zerknął. Zmarszczył czoło.
Spojrzał jeszcze raz.
Na ekranie: Krzysiek: Dzień dobry! Cały ranek o Pani myślę…
Zenek usiadł na łóżku powoli. Jakby ktoś mu powiedział coś ważnego, ale on jeszcze nie wiedział, czy to dobrze, czy źle.
Hela! zawołał.
Hela była w kuchni, robiła kawę. Słyszała, nie śpieszyła się.
Hela!
Już idę.
Weszła z kubkiem. Spokojnie. Zenek trzymał telefon, jakby miał przed sobą coś żywego i nie wiedział, czy to wypuścić, czy nie.
Co to ma być?! rzucił.
Hela spojrzała na ekran, potem na Zenka. Łyknęła kawy.
Powiadomienie.
Widzę, że powiadomienie. A ten… Krzysiek, kto to?
Z portalu randkowego.
Chwila ciszy. Taka z tych, co się czuje w całym mieszkaniu.
Z jakiego jeszcze portalu randkowego?! Zenek podskoczył. Ty się tam założyłaś profil?!
Tak.
Po co?!
Hela odstawiła kubek na nocny stolik. Spojrzała uważnie na męża bez złości, bardziej ciekawie. Jak na zadanie, na które zna się już odpowiedź.
Sprawdzałam twoją teorię powiedziała.
Jaką teorię?
Tę o kobietach po pięćdziesiątce. Komu potrzebne pamiętasz?
Zenek otworzył usta. Zamknął. Znów spojrzał w telefon przybyły kolejne trzy wiadomości, jedna po drugiej.
I ile tam tych…?
Pięćdziesiąt cztery poinformowała Hela. W dwa dni.
Pięćdziesiąt cztery powtórzył Zenek cicho, jakby obracał liczbę w głowie. Jakoś nie pasowała.
Niektórzy nawet młodsi ode mnie dodała Hela, zabrała kubek i wróciła do kuchni.
Zenon Korczyński został na środku pokoju z telefonem w ręku. Za oknem było zwykłe poranne światło latarnia już nie świeciła, klon jak zawsze, wróble rozrabiały na parapecie. Wszystko po staremu. Tylko teoria z jakiegoś powodu przestała działać.
Na dobre.




