– Córko, kup mi trochę granatów, proszę, mam ochotę na coś słodko-kwaśnego. Zjem je i od razu poczuję się lepiej – powiedziała rano matka kobiety.
Anna stała przy ladzie i ukradkiem ocierała łzy. Nie miała wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić choćby jeden owoc granatu. Jej matka chorowała od dwóch miesięcy. Nie wstawała z łóżka, nie mogła chodzić, trzeba ją karmić, przebierać i kąpać. Miesiąc temu Anna została zwolniona z powodu częstych nieobecności.
Próbowała wyjaśnić, że było to spowodowane stanem jej matki, ale jej szef nie był zainteresowany jej powodami. Po jej zwolnieniu musieli utrzymać się z renty matki. Było ciężko, bo kobieta wciąż potrzebowała leków.
Przez miesiąc Anna jadła bardzo kiepsko, głównie makaron, żeby zaoszczędzić trochę pieniędzy i poczęstować mamę czymś smacznym, ale i tak zawsze brakowało. Nie wiedziała, jak wrócić do domu z pustymi rękami, więc po prostu stała i płakała. Ogarnęła ją rozpacz i smutek. Nagle ktoś zwrócił jej uwagę.
– Hej, czy coś się stało? – odwróciła się i zobaczyła parę starszych ludzi.
Nie wiedząc dlaczego, Anna opowiedziała im wszystko i zaczęła płakać jeszcze bardziej. Mężczyzna poklepał ją po plecach, a kobieta zaczęła ją pocieszać. Kupili kilka granatów dla niej, za co była naprawdę wdzięczna i nie wiedziała, jak im podziękować.
– Czy mógłbyś nas zabrać do domu swojej matki? Nazywam się Henryk Miśkiewicz, jestem lekarzem, może będę mógł wam pomóc – odpowiedział starszy mężczyzna, uśmiechając się delikatnie.
Anna zaprowadziła ich do swojego domu. Mężczyzna zbadał matkę kobiety, wykonał telefon i zorganizował hospitalizację. Kiedy otrzymała odpowiednie, wysokiej jakości leczenie, stanęła na nogi. Anna nie wiedziała, jak powinna się odwdzięczyć serdecznym ludziom.







